Prof. Dariusz Jemielniak

Debata o habilitacji w Polsce przypomina gorączkowe poszukiwanie kozła ofiarnego. Gdy polska nauka boryka się z chronicznym niedofinansowaniem, w rankingach międzynarodowych plasujemy się poniżej naszych ambicji, a frustracja środowiska akademickiego sięga zenitu, łatwo wskazać winowajcę: archaiczną, hierarchiczną, niepotrzebną habilitację. Tymczasem ta diagnoza jest głęboko błędna, a proponowane lekarstwo likwidacja stopnia doktora habilitowanego mogłoby okazać się gorsze od choroby

prof. Dariusz Jemielniak

Ten tekst stanowi element dwugłosu o habilitacji. Drugi, autorstwa prof. Andrzeja Jajszczyka, można przeczytać tutaj

Zacznijmy od sprostowania fundamentalnego nieporozumienia. Habilitacja nie jest polską aberracją ani postsowieckim reliktem, jak chcieliby niektórzy komentatorzy. Jest standardem europejskim, obecnym w tej lub innej formie w większości krajów kontynentalnej Europy: w Niemczech, Francji, Austrii, Szwajcarii, we Włoszech, w Hiszpanii, Czechach czy na Węgrzech. Wyjątkami są głównie kraje anglosaskie, skandynawskie i Holandia, a więc systemy o zupełnie odmiennej historii i kulturze akademickiej. Jednak także w nich są analogie: stopień doktora habilitowanego stanowi funkcjonalny odpowiednik pozycji associate professor, powszechnej na całym świecie. To etap pośredni między pierwszą stałą pracą po doktoracie a stanowiskiem profesora. I ma on głęboki sens w logice rozwoju kariery naukowej.

Krytycy habilitacji popełniają klasyczny błąd atrybucji: widzą problemy polskiej nauki i kojarzą je z systemem awansowym, podczas gdy owe problemy mają znacznie głębsze podłoże kulturowe. To jak obwinianie termometru za gorączkę. Zmiana systemu awansów nie zmieni kultury prowadzenia badań, nie zmieni społecznej konstrukcji prestiżu, nie zmieni nawyku pisania pobłażliwych recenzji. Pozafinansowych powodów mizerii polskiej nauki szukać należy właśnie w tych sferach, a nie w samej strukturze awansowej.

Co więcej, argumenty za likwidacją habilitacji jako bariery w rozwoju kariery są dziś w znacznej mierze anachroniczne. Już obecnie można być promotorem pomocniczym bez habilitacji. Można prowadzić własne granty. Można kierować zespołami badawczymi. Ścieżka kariery naukowej nie jest zablokowana przez brak habilitacji tak, jak bywała przed laty. Reformy stopniowo usunęły najbardziej traumatyczne elementy procesu: znikło stresujące obowiązkowe kolokwium przed gronem osób o zróżnicowanych specjalnościach (choć potem wróciło w wielkim stylu), ocena dorobku może opierać się na zbiorze artykułów zamiast na wymuszonej książce habilitacyjnej, komisje recenzentów dobierane są pod kątem kompetencji w tematyce zainteresowań habilitanta.

Paradoksalnie, zniesienie habilitacji mogłoby zaszkodzić właśnie tym, którym teoretycznie miałoby pomóc: młodym ambitnym naukowcom. Dopóki istnieje habilitacja, są konkretne zewnętrzne kryteria, które trzeba spełnić, aby ją uzyskać. To zewnętrzna, niezależna ocena recenzencka – jeden z niewielu bezpieczników w systemie, który w wielu miejscach jest podatny na manipulację. Propozycje likwidacji habilitacji i wprowadzenia zamiast niej swobodnego nadawania stanowisk przez uczelnie mogłyby doprowadzić do zawłaszczenia tych stanowisk przez osoby politycznie i towarzysko umocowane, a nie przez osoby o realnym dorobku naukowym.

W polskiej kulturze akademickiej, głęboko zhierarchizowanej i klientelistycznej, likwidacja zewnętrznego nadzoru recenzenckiego to przepis na katastrofę. W systemie, gdzie wciąż dominują układy, wzajemne zależności i lokalne hierarchie władzy, to właśnie zewnętrzna ocena stanowi jedyną ochronę dla tych, którzy nie mają możnych protektorów, ale mają rzeczywisty dorobek. Awanse wewnątrzuczelniane, pozbawione zewnętrznego nadzoru, promowałyby osoby potakujące, lojalne wobec lokalnych struktur władzy,  niekoniecznie najzdolniejsze. Ponadto habilitacja daje stopień, który jest niezależny od ośrodka. Zmniejsza zatem uzależnienie pracownika naukowego od władzy rektora i dziekana – feudał co prawda nadal może zwolnić z pracy, ale nie może odebrać niezależnej certyfikacji. Wobec postępującego biurokratycznego przejęcia władzy w Akademii przez menedżerów to szczególnie istotne. 

Realne problemy polskiej nauki leżą gdzie indziej. Po pierwsze, to chroniczny brak środków, choć na przykład w przeliczeniu na jedno euro efektywność polskiej nauki mierzona liczbą publikacji indeksowanych przez Scopus jest większa od niemieckiej. Problem nie polega na tym, że mamy habilitację, ale na tym, że mamy dramatycznie niskie nakłady na naukę w stosunku do PKB. Mając nakłady dwukrotnie niższe niż średnia europejska (i to w procencie PKB, a nie w kwotach bezwzględnych, a przecież odczynniki i aparatura kosztują wszędzie tyle samo), trudno oczekiwać rezultatów jakkolwiek ponadprzeciętnych.

Po drugie, funkcjonują równolegle dwa światy akademickie: świat realnych odkryć i pracy na poziomie międzynarodowym oraz świat akademickiej pracy pozorowanej, bez jakiegokolwiek wpływu na rozwój nauki. Habilitacja tego podziału nie stworzyła i jej likwidacja go nie zniesie. Otworzenie wrót do awansów dla wszystkich bez zewnętrznej weryfikacji jedynie pogłębi przepaść między tymi światami i zabetonuje kariery osobom, które próbują stosować standardy międzynarodowe, a nie lokalne.

Po trzecie, głęboko zakorzeniona kultura hierarchiczna, w której relacje mistrz-uczeń bywają bardziej feudalne niż partnerskie. Jednak to właśnie w takiej kulturze zewnętrzna ocena jest szczególnie cenna – chroni przed arbitralnością lokalnych baronów akademickich. Likwidacja habilitacji w środowisku, które nie przepracowało swoich hierarchicznych nawyków, to jak usunięcie ostatniego hamulca w samochodzie jadącym z góry.

Co zatem należy zrobić z habilitacją? Nie likwidować, ale reformować. Poprawić i ujednolicić standardy w skali kraju tak, by standardy nie różniły się radykalnie w zależności od składu komisji. Wprowadzić realne wymogi pracy na poziomie światowym, z mniejszym naciskiem na wkład ilościowy, który łatwo poddaje się manipulacji. Dbać o jakość recenzji i niezależność recenzentów, zwiększać udział osób recenzujących z zagranicy. Skrócić procedury, ale nie kosztem rzetelności oceny.

W kwestii ocen daje się zauważyć niepokojący trend: galopującą inflację uprawnień do nadawania stopnia doktora habilitowanego. To realne zagrożenie – nie sama habilitacja, ale jej dewaluacja. Odpowiedzią na inflację nie jest jednak likwidacja waluty, lecz przywrócenie jej wartości. Jeśli habilitacja traci znaczenie, bo zbyt wiele słabych ośrodków może ją nadawać, rozwiązaniem jest podniesienie poprzeczki, nie jej usunięcie.

W istocie obecna krytyka habilitacji jest symptomem szerszego zjawiska: polskiej skłonności do szukania rozwiązań strukturalnych dla problemów kulturowych. Zmieńmy ustawę, zmieńmy procedurę, zmieńmy system i wszystko się naprawi. Tymczasem kultura akademicka zmienia się powoli, przez pokolenia, poprzez praktykę, wzorce i wartości. Żadna reforma legislacyjna nie sprawi, że recenzenci zaczną pisać rzetelne, krytyczne recenzje. Żadna ustawa nie zmusi środowiska do nagradzania rzeczywistej doskonałości zamiast pozorów aktywności.

Alternatywa – świat bez zewnętrznej weryfikacji, gdzie awanse zależą wyłącznie od lokalnych układów – byłaby dla polskiej nauki znacznie gorsza.

prof. dr hab.  Dariusz Jemielniak

Polska Akademia Nauk, Akademia Leona Koźmińskiego

Profesor, badacz społeczny analizujący dezinformację w sieci i ruchy antynaukowe (w tym antyszczepionkowe), specjalizujący się w organizacjach otwartej współpracy i badaniu społeczności internetowych. Kierownik Katedry Management in Networked and Digital Societies (MINDS) w Akademii Leona Koźmińskiego. Od 2019 roku członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. Wiceprezes Polskiej Akademii Nauk w kadencji 2023–2026. W latach 2015–2025 członek Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia. Od 2024 członek Governing Board EIT. Od 2016 roku faculty associate Berkman Klein Center for Internet & Society na Uniwersytecie Harvarda. Autor m.in. książek Common Knowledge? An Ethnography of Wikipedia (2014),  „Thick Big Data: Doing Digital Social Sciences (2020), oraz – wspólnie z Aleksandrą Przegalińską – Collaborative Society (2020).

Przejdź do treści