Państwo na cudzych serwerach. „Bóg techy” i mechanizmy zależności
Częściej niż siłowe wejście proponują tanią usługę albo obietnicę modernizacji. Największe firmy technologiczne rzadko wchodzą do państw, wyważając drzwi. W książce Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem Sylwia Czubkowska pokazuje, jak z takich pozornie drobnych gestów rodzi się trwała zależność instytucji i użytkowników od prywatnej infrastruktury
Autorka porządkuje opowieść wokół powtarzalnych sposobów działania korporacji. W rozmowie z Academią podkreśla, że jest to proces rozłożony na lata: – To nie jest sprint, to jest maraton. To są bardzo konkretne, przemyślane, dopracowywane i testowane strategie. Chodzi o wpływ budowany małymi krokami, w pełni legalnie – tak, by po czasie okazało się, że kluczowe usługi publiczne, edukacja czy komunikacja funkcjonują na cudzych serwerach.
Czubkowska świadomie koncentruje się na Polsce i Europie, zwłaszcza na jej środkowej części, zwykle pomijanej w globalnych diagnozach skupionych na świecie anglosaskim. Demokracja i państwo prawa są tu wciąż w procesie kształtowania, praktyka bywa nierówna, a społeczne oczekiwania wobec technologii bardzo wysokie. Taki miks, jak podkreśla autorka, stanowi „dobre laboratorium”.
„Monopole prowadzą do obcięcia konkurencji”, a wtedy „to, co było tanie albo bezpłatne na początku, po jakimś czasie okazuje się już ani tanie, ani bezpłatne”. Kosztem są również utracone alternatywy. Jeśli rynek zostaje zamknięty zbyt wcześnie, nigdy nie dowiemy się, jakie inne narzędzia, usługi i pomysły mogłyby powstać.
Autorka wskazuje m.in. na ewolucję mediów społecznościowych: z przestrzeni budowania relacji zmieniają się one w platformy „zarządzane logiką jak najdłuższego utrzymania atencji użytkownika”, z algorytmami nieustannie modyfikowanymi i testowanymi na odbiorcach. To już nie tylko kwestia rozrywki, lecz także realnych kosztów społecznych – od jakości debaty publicznej po kondycję wspólnot.
Bóg techy opisuje, jak Big Tech wchodzi do instytucji miękkimi metodami: przez partnerstwa, granty, szkolenia i usługi, które na starcie wyglądają jak prezent. W zapowiedzi książki wydawca pyta wprost: „Po co prezes Google’a spotyka się z premierem Polski?” oraz „Jak Microsoft i Amazon przejmują polskie szkoły?”. Czubkowska pokazuje, że takie sytuacje są elementem szerszej strategii budowania wpływu i uzależniania administracji od prywatnych narzędzi.
Istotnym tłem tej historii jest obecna fala inwestycji w sztuczną inteligencję. Autorka przekonuje, że nie jest to jedynie kolejny etap innowacji. – To jest nowy paradygmat – przekonuje, podkreślając że AI coraz częściej bywa traktowana jako infrastruktura krytyczna. A gdy technologia staje się infrastrukturą, władza nad nią przestaje być wyłącznie sprawą biznesu.
Poniżej publikujemy fragment książki Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem, który prowadzi czytelnika przez jeden z kluczowych mechanizmów tej zmiany.

WPŁYWAJ, CZYLI FAJNOLOBBYŚCI POWIEDZĄ, CO MYŚLEĆ
Cztery kilometry kwadratowe. Taka malutka jest Dzielnica Europejska w Brukseli, czyli obszar, na którym mieszczą się wszystkie najważniejsze unijne urzędy. Na tyle mała, że trochę ironicznie, trochę z czułością, a trochę z poczuciem wyższości brukselczycy nazywają to miejsce „wioską”. Na tyle jednak ważna, że decyzje, które tu zapadają, mają wpływ na życie 450 milionów mieszkańców Unii Europejskiej.
Wioskę europejską przecina Rue de la Loi, ulica Prawa, szeroka, ruchliwa, jedna z najbardziej zadymionych w mieście. Mieście, które architekci w latach 50. XX wieku, o czym pisze w swojej obrazowej książce Grażyna Plebanek¹, przeorali tak, by stało się bardziej amerykańskie, godne nowych czasów. A zaraz po wojnie oznaczało to jedno: nastawienie na ruch samochodowy. Zbliżało się Expo 58, które miało zmienić Brukselę w nowoczesną stolicę, kopano więc tunele i poszerzano jezdnie, by zrobić jak najwięcej miejsca dla aut. Pokłosie tych decyzji to specyficzna architektoniczna bruxellisation, czyli „brukselizacja-brutalizacja” miasta, i zasnute smogiem arterie prowadzące do Dzielnicy Europejskiej.
Zainstalowane w 2004 roku przy Rue de la Loi 102 drogie lampy z charakterystycznymi kielichami, projektu uznanego francuskiego artysty Patricka Rimoux², przetrwały ledwie sześć lat. Potem trzeba było wydać 70 tysięcy euro na ich renowację. Ale i tak szpaler lamp nazywanych „słupami światła” nie jest w stanie oświetlić wszystkiego, co dzieje się w kulisach gabinetów w nowoczesnych szklanych gmachach. Jak choćby w odbijającym chmury okazałym budynku DG Connect. Pełna nazwa: Dyrekcja Generalna do spraw Sieci Komunikacyjnych, Treści i Technologii. Tutaj działa część Komisji Europejskiej odpowiedzialna za nowe technologie, od sieci 5G po sztuczną inteligencję.
Wystarczy skręcić za róg w spokojną, o wiele czystszą, zazielenioną Rue de la Science, ulicę Nauki, by trafić (o ile się o tym wie, bo nie ma żadnej tabliczki) do Digital Europe. Z nazwy trudno się domyślić, czym jest ta instytucja. A to jedna z najpotężniejszych organizacji lobbingowych w Brukseli, reprezentująca firmy zajmujące się dokładnie tym, co znajduje się w polu zainteresowania DG Connect. Spacer z urzędu do siedziby lobbystów nie zajmie nawet dwóch minut.
„Niemal dosłownie są w lobby” – śmieje się Bram Vranken, ekspert z Corporate Europe Observatory (CEO), organizacji badającej działania lobbystów w Brukseli. „I to nie jest wcale wyjątek. Firmy lobbingowe, izby reprezentujące różne branże czy po prostu lokalne oddziały gigantów biznesu są rozsiane po całej Dzielnicy Europejskiej. Czasem robimy wycieczki ich śladami, by w fizyczny, namacalny sposób pokazać, jak blisko najważniejszych polityków i urzędników są lobbyści. Jak łatwo im dotrzeć do ludzi podejmujących kluczowe dla nas wszystkich decyzje. Przed kolejnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego planujemy podobną wycieczkę po samym parlamencie i jego najbliższym otoczeniu. I nie zabraknie nam miejsc do odwiedzenia” – przekonuje Vranken, specjalizujący się w analizowaniu big techów.
Rozmawiamy pod koniec lutego 2024 roku, do wyborów europejskich zostało więc jeszcze kilka miesięcy, ale w Brukseli temat już wyraźnie wibruje, czuje się napięcie. Da się je też wyczuć wokół tematu technologii, bo przez Parlament Europejski przechodzi właśnie AI Act, czyli wspomniana już kilkukrotnie duża regulacja dotycząca sztucznej inteligencji*. „I choć reprezentanci technologii wśród gigantów lobbingu pojawili się chronologicznie jako ostatni, to dziś są najsilniej pulsującym elementem tego krajobrazu” – dodaje Vranken.
Wioska fajnolobbystów
Trochę ponad 100 lat temu amerykański prezydent Woodrow Wilson miał powiedzieć, że „w Waszyngtonie tak się roi od lobbystów, że wystarczy rzucić cegłą w dowolnym kierunku, by któregoś trafi㔳. Jeśli wziąć pod uwagę oficjalne dane dotyczące liczby lobbystów w Brukseli, rzucanie cegłą mogłoby się naprawdę źle skończyć. W unijnym Rejestrze służącym przejrzystości⁴ figuruje obecnie 12,5 tysiąca organizacji zatrudniających łącznie około 50 tysięcy osób.
Piotr Czarnowski, legenda polskiego PR-u i założyciel pierwszej w Polsce agencji public relations, nazywanej zresztą First PR, uśmiecha się, słysząc te wyliczenia. „Na dwa lata przed wejściem Polski do UE uznaliśmy, że to dobry moment, by też się pojawić w Brukseli i również tam zaoferować klientom nasze usługi. Jawnie i zgodnie z zasadami. Oczywiście zarejestrowaliśmy się w Transparency Register. Szybko przyszło rozczarowanie. Po pierwsze tym, że polskie firmy nie chciały w Brukseli porządnego lobbingu, tylko organizowania eventów i zakrapianych imprez, idealnych do zakulisowych działań. A po drugie tym, jak wygląda ten «cywilizowany» lobbing i co pokazują unijne statystyki” – opowiada mój rozmówca.
Czarnowski w swoim warszawskim gabinecie przy ulicy, nomen omen, Belgijskiej ma sporo gadżetów związanych z lotnictwem. Mówi, że samoloty od zawsze były jego pasją, ale niestety nigdy nie zrobił licencji pilota. Jest za to kopalnią anegdot i wiedzy o lotnictwie. Podobnie jak o mechanizmach działania lobbingu. Lobbing w Brukseli nazywa „dwupoziomowym”. Jeden poziom jest jawny i dość dobrze zdefiniowany, opisany prawem, regułami, kolorami wejściówek do Parlamentu Europejskiego. Drugi, mniej widoczny, w dużej mierze uprawiają byli urzędnicy państwowi albo nawet unijni, którzy po rozstaniu z posadą w instytucjach zostają jednak na miejscu. „I chyba nie stanowi specjalnego zaskoczenia, który z tych lobbingów jest faktycznie skuteczny?” – pyta retorycznie PR-owiec.
By zapanować nad rosnącą armią konsultantów, doradców, ekspertów i prawników dobijających się do polityków i urzędników, powstał przy KE wspomniany Rejestr służący przejrzystości, w którym lobbyści, jeżeli chcą mieć oficjalny dostęp do unijnych instytucji, mają obowiązek się rejestrować, podając nazwy klientów, obszary działania, źródła finansowania, liczbę zatrudnianych pracowników, w tym lobbystów, jeśli rzecz dotyczy całej agencji. „Ale to jest rejestr dobrowolny. A że z czasem bardzo, ale to bardzo sformalizowano rejestrację i wbrew nazwie utajniono sporo z meandrów jego funkcjonowania, to coraz więcej lobbystów zaczęło go sobie całkiem odpuszczać” – wyjaśnia Czarnowski.
W ten sposób instytucja unijna, która miała być symbolem i wcieleniem przejrzystości, prowokuje do wytwarzania fałszywego obrazu. Rośnie liczba niezarejestrowanych lobbystów, ich działania rzadziej wychodzą na światło dzienne, a transfery do lobbingu osób związanych z polityką, wojskiem, a nawet służbami specjalnymi dostały silną osłonę.
Polecane:
-
Artykuł
„Partnerzy czy lobbyści?” Kontrowersje po sejmowej komisji o dzieciach w sieci Przejdź do publikacji: „Partnerzy czy lobbyści?” Kontrowersje po sejmowej komisji o dzieciach w sieci
-
Artykuł
Czysta energia, brudne wycieki. Jak Europa eksportuje emisje metanu Przejdź do publikacji: Czysta energia, brudne wycieki. Jak Europa eksportuje emisje metanu
-
Artykuł
Prof. Jajszczyk o habilitacji: W obecnej formie to nie ma sensu Przejdź do publikacji: Prof. Jajszczyk o habilitacji: W obecnej formie to nie ma sensu
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Czy da się cofnąć wymieranie? Między biotechnologią a złudzeniem
Czy da się cofnąć wymieranie? Między biotechnologią a złudzeniem Przejdź do publikacji: Czy da się cofnąć wymieranie? Między biotechnologią a złudzeniem
Przejdź do publikacji: COP30: Zdrowie, geopolityka i rekordowe lobby paliwowe