Długie mrozy w styczniu i lutym 2026 r. stały się realnym testem dla domowych budżetów. Choć statystyki pokazują lekką poprawę, badacze ostrzegają: ubóstwo energetyczne nie znika wraz ze stabilizacją cen energii

Styczeń i luty 2026 r. przyniosły serię mrozów, jakiej w Polsce nie notowaliśmy od lat. Przez wiele dni temperatura utrzymywała się wyraźnie poniżej zera, a nocami w wielu regionach spadała do kilkunastu czy nawet ponad 20 stopni na minusie. Dla milionów gospodarstw domowych oznaczało to wyższe rachunki za ogrzewanie i konieczność uruchomienia rezerw finansowych.

Takie epizody pogodowe nie tworzą ubóstwa energetycznego, ale je uwidaczniają. Oskar Szczygieł z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN podkreśla, że w tej sferze trudno mówić o gwałtownych zwrotach. – Sytuacja zmieniła się nieznacznie ze względu na to, że w analizie potrzeb, przede wszystkim takich, które dotykają dochodów czy infrastruktury w kontekście ubóstwa energetycznego, ciężko jest mówić o nagłych zmianach – mówi badacz.

Z danych europejskich wynika, że nieco ponad 9 proc. mieszkańców Unii Europejskiej deklaruje niemożność odpowiedniego dogrzania mieszkania. W Polsce w ostatnim okresie wskaźnik ten spadł o około 4,7 punktu procentowego. Na tle Europy daje to relatywnie korzystny wynik. Szczygieł zwraca jednak uwagę, że mówimy o wskaźniku subiektywnym, opartym na deklaracjach gospodarstw domowych.

Wskaźniki nie pokazują całej prawdy

Wskaźnik niedogrzania mieszkań odnosi się do odczuwanego komfortu cieplnego. Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje utrzymywanie temperatury w pomieszczeniach na poziomie co najmniej 18 stopni Celsjusza, a w przypadku osób wrażliwych nawet wyższym. Jednak to, co dla jednych jest standardem, dla innych staje się kompromisem wymuszonym przez budżet.

– Ten wskaźnik jest subiektywny i pomimo, że możemy próbować go obiektywizować, nadal nie obrazuje w pełni sytuacji gospodarstw domowych – zaznacza Szczygieł. W jego ocenie osoby starsze czy o gorszej sytuacji materialnej mogą mieć skłonność do obniżania własnych oczekiwań i uznawania niższej temperatury za wystarczającą.

Relatywnie niski odsetek deklarowanego niedogrzania mieszkań nie oznacza też niskich kosztów. – Polacy nadal za energię płacą dużo, nie tylko w kontekście bezwzględnej wartości rachunku, ale także udziału w dochodach. My relatywnie dużą część swoich dochodów przeznaczamy na koszty energetyczne – twierdzi badacz z IRWiR PAN. To właśnie udział wydatków energetycznych w dochodzie decyduje o odporności gospodarstwa domowego na nagłe wzrosty cen czy dłuższe okresy mrozów.

Adaptacja po kryzysie zamiast trwałej poprawy

Ostatnie lata były dla rynku energii okresem silnych turbulencji. Po wybuchu wojny w Ukrainie ceny surowców gwałtownie wzrosły, a rachunki wielu gospodarstw domowych poszybowały w górę. Obecnie sytuacja rynkowa jest bardziej stabilna, co znajduje odzwierciedlenie w danych.

– Większość zmian, w tym też tych pozytywnych, oscyluje wokół adaptacji do sytuacji energetycznej wywołanej tym nagłym kryzysem – podkreśla Szczygieł. Jego zdaniem mamy do czynienia raczej z dostosowaniem się do nowych warunków niż z rozwiązaniem problemu.

Szczególnie widoczne było to w przypadku gospodarstw, które w ramach programów modernizacyjnych przeszły z ogrzewania węglowego na gazowe. Inwestycje te często wymagały dodatkowych nakładów na instalację i modernizację budynku. Gwałtowny wzrost cen gazu sprawił, że część z tych gospodarstw znalazła się w sytuacji większej wrażliwości finansowej.

– Jeżeli filar ten jest niestabilny, jesteśmy bardziej podatni na szoki. To zawsze jest doza niepewności i niebezpieczeństwa – mówi. W takich warunkach nawet jednorazowy wzrost cen może przełożyć się na istotne obniżenie jakości życia.

Ubóstwo jako przyczyna i skutek

Ubóstwo energetyczne nie jest zjawiskiem odrębnym od ubóstwa dochodowego. – Ubóstwo energetyczne jest zarówno przyczyną, jak i skutkiem zwykłego ubóstwa – podkreśla Szczygieł. Wysokie rachunki mogą pogłębiać trudności finansowe, a jednocześnie osoby o najniższych dochodach są najbardziej narażone na niedogrzanie mieszkań czy zadłużenie wobec dostawców energii.

Najbardziej wrażliwe pozostają osoby starsze, mieszkańcy obszarów wiejskich oraz gospodarstwa oddalone od większych ośrodków miejskich. Różnice między krajami wynikają nie tylko z poziomu dochodów, lecz także z uwarunkowań klimatycznych i infrastrukturalnych. Badacz wskazuje, że na przykład Hiszpanii problem ubóstwa energetycznego utrzymuje się na wysokim poziomie ze względu na niedostosowanie budynków do większych wahań temperatur.

W Polsce infrastruktura jest przygotowana na cztery pory roku, co częściowo tłumaczy relatywnie korzystne wyniki w statystykach. Nie oznacza to jednak, że system jest odporny. Wysoki udział wydatków energetycznych w dochodach sprawia, że każde poważniejsze zachwianie rynku może szybko przełożyć się na sytuację gospodarstw domowych.

Problem, który wciąż pozostaje ukryty

Zdaniem Szczygła ubóstwo energetyczne w Polsce ma często charakter mniej widoczny. – Należy odczarowywać słowo ubóstwo. Sam moment, w którym ktoś mógłby powiedzieć „jestem ubogi”, jest punktem krytycznym – mówi naukowiec. Stygmatyzacja i społeczny ciężar tego pojęcia sprawiają, że część osób nie korzysta z dostępnych form wsparcia.

Ubóstwo energetyczne nie zawsze oznacza brak ogrzewania. Często przyjmuje formę permanentnego napięcia budżetowego, odkładania inwestycji w termomodernizację czy ograniczania komfortu cieplnego poniżej poziomu rekomendowanego przez specjalistów. Długie mrozy z początku 2026 r. pokazały, że problem nie zniknął, lecz w wielu przypadkach pozostaje w cieniu statystyk.

Przejdź do treści