Charkowski Instytut Radioastronomii. Ukraińska infrastruktura badawcza, która stała się jednocześnie celem wojny. Fot. Valentyn Kuzan / Kunsht Science at Risk Project / Kharkiv Institute of Radio Astronomy

Pełnoskalowa wojna zniszczyła infrastrukturę, ograniczyła finansowanie i pozbawiła ukraińską naukę części kadry. A jednak laboratoria wciąż działają, badacze publikują, a instytucje próbują myśleć o reformie i odbudowie. O tym, jak prowadzi się badania w kraju objętym wojną, czego najbardziej brakuje ukraińskim naukowcom i jak świat akademicki może im realnie pomóc, mówią prof. Jerzy Duszyński z Polskiej Akademii Nauk oraz Mateusz Białas, dyrektor Przedstawicielstwa PAN w Kijowie

Academia: Jak się robi naukę w strefie wojny?

Prof. Jerzy Duszyński: Zacznijmy od momentu wybuchu pełnoskalowej wojny 24 lutego 2022 roku. Z dumą mogę powiedzieć, że Polska Akademia Nauk od samego początku bardzo aktywnie wspierała naukę w Ukrainie. Już 28 lutego wprowadziliśmy zmiany budżetowe i aneksy do współpracy z Narodową Akademią Nauk Ukrainy. Od 1 marca zaczęliśmy przyjmować zgłoszenia naukowców, którzy znaleźli się w Polsce i wcześniej współpracowali z instytutami PAN. Uznaliśmy, że to osoby o wysokim potencjale. Przyjęliśmy ich w ramach własnego budżetu. Przekierowaliśmy środki z Biura Współpracy z Zagranicą oraz pieniądze uwolnione dzięki zgodzie zagranicznych instytucji, którym PAN opłaca składki. Wiele z nich zgodziło się czasowo je zawiesić, a my przeznaczyliśmy te środki na wsparcie ukraińskich naukowców. To były nasze koleżanki i koledzy z Ukrainy, którzy przyjechali z dnia na dzień bez zaplecza i bez planu. Udało się pomóc naprawdę wielu z nich.

Ta pomoc zaczęła mieć systemowy charakter.

Prof. Jerzy Duszyński: Tak. Dość szybko uznaliśmy, że wsparcie powinno być bardziej ukierunkowane na doskonałość naukową. Zaczęliśmy więc szukać finansowania międzynarodowego. Udało się zdobyć środki dzięki współpracy z amerykańską Akademią Nauk, Royal Society, Leopoldiną, Elsevierem, Akademią Duńską i Academia Sinica w Tajpej. Zebraliśmy około 6 mln dolarów i uruchomiliśmy program długoterminowy. Umożliwiał on wybitnym ukraińskim naukowcom tworzenie własnych zespołów badawczych, działających zarówno w instytutach PAN, jak i w Ukrainie. Początkowo było ich 12, później liczba wzrosła do 18.

Program dawał trzy lata stabilnej pracy prowadzonej według własnych planów badawczych. Uczestników wyłonili eksperci amerykańskiej Akademii Nauk. Program w praktyce trwa niemal do dziś, ale jego finansowanie właśnie się kończy, a zdobycie środków na kontynuację jest coraz trudniejsze, między innymi ze względu na zmiany w podejściu partnerów zagranicznych.

Dziś skupiacie się na konkretnym obszarze badań.

Prof. Jerzy Duszyński: Tak. Po wielu analizach zdecydowaliśmy się skupić na problemie zespołu stresu pourazowego (PTSD). To ogromne wyzwanie, które dotyka miliony ludzi w Ukrainie. Jednocześnie widzimy, że również w Polsce nasze kompetencje w tym obszarze są ograniczone. W czerwcu 2025 r. zorganizowaliśmy międzynarodową konferencję z udziałem ekspertów ze Polski, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Izraela i Niemiec. Powstał raport i planujemy kolejne spotkanie we Lwowie, gdzie wspólnie z ukraińskimi specjalistami będziemy pracować nad systemem wsparcia dla osób dotkniętych traumą wojny.

Od początku wojny byłem w Ukrainie 13 razy. Za każdym razem spotykaliśmy się z przedstawicielami świata nauki od władz akademickich po młodych badaczy. Rozmawialiśmy o instytucjach, ale też o bardzo konkretnych warunkach życia. Podczas ostatnich wizyt pozwoliłem sobie zadać także jedno osobiste pytanie: jaka jest temperatura w domu. Odpowiedzi były podobne, niezależnie od stanowiska: 10–12 stopni, jeśli jest na zewnątrz około zera, a gdy temperatura na dworze była znacznie niższa – 4–7 stopni. W wielu placówkach naukowych nie ma praktycznie ogrzewania, a przerwy w dostawie prądu trwają po kilka godzin dziennie. To są warunki ekstremalne.

Jednocześnie finansowanie nauki dramatycznie spadło, bo środki kierowane są przede wszystkim na obronność. A mimo to badania trwają. Widzieliśmy laboratoria, w których prowadzi się eksperymenty, często na niższym poziomie technologicznym, ale jednak. To naprawdę budzi ogromny podziw.

Pojawił się też poważny kryzys kadrowy. Wiele kobiet wyjechało z dziećmi, wielu młodych mężczyzn zginęło albo zostało skierowanych do zadań związanych z obronnością. To ogromna strata dla kapitału ludzkiego. A mimo to ci ludzie pracują i myślą o przyszłości. To jest prawdziwy heroizm.

Czego dziś najbardziej brakuje ukraińskiej nauce? Ludzi, pieniędzy, infrastruktury?

Mateusz Białas: Trudno wskazać jeden czynnik. Mamy trzy zasadnicze ograniczenia. Pierwsze to finansowanie. Ukraina jest w czwartym roku pełnoskalowej wojny i ponad połowa budżetu państwa przeznaczana jest na działania militarne. Nauka nie jest dziś priorytetem. Drugie to kadry. Około 20 proc. naukowców wyjechało z kraju. Do tego dochodzą osoby wewnętrznie przesiedlone, które musiały opuścić swoje miejsca pracy, zwłaszcza na wschodzie, w takich ośrodkach jak Charków, Dniepr czy Sumy. Trzecim problemem są dostawy energii i ogrzewania. W wielu instytutach temperatura zimą spadała do kilku stopni. Braki prądu trwają czasem od kilku godzin do kilku dni. Sytuacja jest bardzo niestabilna. W takich warunkach prowadzenie badań, szczególnie eksperymentalnych, jest skrajnie utrudnione.

Jakie są perspektywy? Jak myśleć o nauce, gdy trwa walka o przetrwanie?

Prof. Jerzy Duszyński: Gdyby można było powiedzieć: jeszcze pół roku, jeszcze rok, wytrzymajcie – sytuacja wyglądałaby inaczej. Tymczasem nie wiadomo ani kiedy, ani jak to się zakończy. Mimo to podejmowane są działania systemowe. Przeprowadzono ewaluację jednostek naukowych i wyłoniono najlepsze, choć takich jednostek nie ma wiele. To ważny sygnał, że system próbuje się porządkować i przygotowywać do zmian.

W przyszłości trzeba będzie odbudować niemal wszystko: infrastrukturę energetyczną, drogi, mosty, szpitale, miasta. Pytanie, jakie miejsce znajdzie w tym nauka. Ale wszyscy, z którymi rozmawiamy, podkreślają jedno: bez nauki i edukacji nie będzie nowoczesnej Ukrainy.

Mateusz Białas: Widać też wyraźną priorytetyzację kierunków badań. Najlepiej funkcjonują te obszary, które są związane z obronnością i technologiami podwójnego zastosowania, jak drony czy systemy radarowe. Tam poziom badań jest bardzo wysoki.

Inne dziedziny zostały odsunięte na dalszy plan. To naturalne w warunkach wojny. Trzeba jednak pamiętać, że Narodowa Akademia Nauk Ukrainy to ponad 270 instytutów. System będzie wymagał reformy, prawdopodobnie zmniejszenia liczby jednostek i koncentracji finansowania na najlepszych.

Prof. Jerzy Duszyński:  Taka świadomość już istnieje, choć pojawia się też opór instytucjonalny. Pierwsze decyzje w tym kierunku już zapadły.

Co w takim razie może zrobić Polska, Europa i międzynarodowa wspólnota naukowa?

Prof. Jerzy Duszyński: Po pierwsze udostępniać infrastrukturę badawczą naukowcom z Ukrainy. Po drugie, rozwijać współpracę z najlepszymi zespołami i wspólnie publikować wyniki z podwójną afiliacją. To rozwiązanie już działało. W ramach programu długoterminowego powstawały publikacje z afiliacją zarówno polskich, jak i ukraińskich instytucji. Pojawiły się nawet artykuły w Nature. Rozszerzenie tego modelu byłoby realnym wsparciem dla obecnej i przyszłej nauki w Ukrainie.

Mateusz Białas: Kluczowy jest także dostęp do mobilności naukowej. Mężczyźni w wieku poborowym mają bardzo ograniczone możliwości wyjazdu z kraju. Ułatwienie krótkoterminowych wyjazdów badawczych znacząco wzmocniłoby współpracę międzynarodową. Jednocześnie powinniśmy koncentrować się na współpracy z najlepszymi jednostkami, które utrzymują standardy międzynarodowe i mają realny potencjał rozwojowy.

Przejdź do treści