Poczucie bezradności wobec świata, zmęczenie polityką i chęć wycofania się z życia publicznego nie są wynalazkiem współczesności. Teksty i biografie starożytnych pokazują, że podobne emocje towarzyszyły ludziom już dwa tysiące lat temu

Jeśli masz wrażenie, że świat działa źle, a polityka prowadzi donikąd, doświadczasz czegoś bardzo starego. To może być bezradność – taka jak u bohatera komedii Bracia rzymskiego dramatopisarza Terencjusza, który mówi: „Otaczają nas rzeczy, od których nie ma ucieczki: przemoc, bieda, niesprawiedliwość, samotność, hańba. Cóż to za czasy, w których żyjemy!”.

Co można zrobić w takiej sytuacji? Starożytni mieli na to różne odpowiedzi. Najczęściej proponowali wycofanie się ze świata i ograniczenie kontaktu z życiem publicznym. Rzadziej – próbę samodzielnej naprawy rzeczywistości, mimo jej skali i złożoności.

Ucieczka Heraklita

Heraklit z Efezu należy do najbardziej znanych filozofów, którzy stracili złudzenia wobec życia publicznego.

Największy problem widział on w polityce. Krytykował pychę i głupotę rządzących oraz stanowione przez nich prawa. Równie surowo oceniał obywateli, którzy nie bronili własnych instytucji. Twierdził, że „lud powinien walczyć o prawo jak o mury miasta”.

Gdy jego przyjaciel Hermodorus został wygnany z Efezu, Heraklit potępił mieszkańców za to, że pozbyli się najlepszego z nich. Według Diogenesa Laertiosa miał powiedzieć, że Efezjanie powinni „wszyscy się powiesić i zostawić miasto niedorosłym chłopcom”, skoro usuwają najbardziej wartościowych ludzi.

Pytany, dlaczego nie angażuje się w politykę, odpowiadał: „Czy dziwicie się? Czy nie lepiej robić to, niż uczestniczyć w waszym życiu publicznym?”.

Z czasem całkowicie wycofał się ze społeczeństwa. Zamieszkał w górach, żywił się trawą i ziołami. Jego stan zdrowia szybko się pogorszył – zmarł około sześćdziesiątego roku życia.

Sertoriusz i marzenie o ucieczce

Kwintus Sertoriusz wybrał inną drogę. Był zdolnym mówcą i dowódcą wojskowym, walczył w Galii, a w czasie konfliktów politycznych w Rzymie trafił do Hiszpanii.

Po zerwaniu z rządzącą frakcją stworzył tam własną strukturę władzy, w tym senat liczący 300 osób, złożony z Rzymian i przedstawicieli lokalnych plemion. Umacniał swoją pozycję, odwołując się także do symboli i wierzeń, między innymi do towarzyszącej mu białej łani.

Po latach walk miał dość. Jak relacjonuje Plutarch, usłyszał od żeglarzy o wyspach na Atlantyku, gdzie panuje łagodny klimat, jest dostatek żywności i – co najważniejsze – brak konfliktów politycznych.

„Gdy Sertoriusz usłyszał tę opowieść, ogarnęło go ogromne pragnienie, by zamieszkać na wyspach i żyć w spokoju, wolny od tyranii i niekończących się wojen”. Nie wiadomo, o jakie wyspy chodziło – być może o Maderę, Porto Santo albo Wyspy Kanaryjskie. Sertoriusz nigdy tam nie dotarł. Zginął zamordowany przez spiskowców w 72 roku p.n.e.

Czy szczęście wymaga wycofania się ze świata?

Wielu starożytnych Greków i Rzymian uważało, że szczęście można osiągnąć, ograniczając udział w życiu publicznym.

Epikur radził unikać rozgłosu. Jego znana maksyma brzmi: „żyj w ukryciu”.

Nie wszyscy się z tym zgadzali. Plutarch uznawał takie podejście za formę rezygnacji i marnowania potencjału. Pisał, że człowiek, który „chowa się w nieznanym stanie i okrywa się ciemnością, grzebiąc swoje życie w pustym grobie”, jakby żałował własnych narodzin.

Inni byli bliżsi Epikurowi. Rzymski poeta Horacy opisywał szczęście jako życie z dala od spraw publicznych: „Szczęśliwy ten, kto z dala od interesów uprawia ojcowskie pola ze swoimi wołami, jak ludzie dawnych czasów, wolny od wszelkiego długu; nie budzi go jak żołnierza ostry dźwięk trąby i nie boi się wzburzonego morza; unika rynku i wyniosłych progów możnych”.

Dla Horacego szczęście oznaczało prostą egzystencję poza miastem – bez długów i politycznych napięć.

Wziąć sprawy w swoje ręce

Nie wszyscy chcieli się wycofać. Niektórzy próbowali zmieniać rzeczywistość, nawet jako zwykli obywatele.

Ateński dramaturg Arystofanes zaproponował ironiczne rozwiązanie w komedii Acharnejczycy. Jej bohater, Dikaiopolis, ma dość polityki, wojen i manipulacji. Twierdzi, że obywatele „mogą być kupowani i sprzedawani”, więc postanawia zawrzeć prywatny traktat pokojowy ze Spartą – tylko dla siebie i swojej rodziny.

W świecie komedii plan się udaje. Dikaiopolis żyje w spokoju, handluje i korzysta z przywilejów niedostępnych dla innych.

To nie jest propozycja realistyczna, ale dobrze oddaje skalę frustracji wobec polityki.

Dwa tysiące lat później repertuar reakcji niewiele się zmienił. Starożytni wskazywali trzy drogi: wycofanie się, wytrwanie albo śmiech. Ta ostatnia – jak sugerują – daje największe szanse przetrwania.

Źródło:
Artykuł ukazał się w serwisie The Conversation i jest dostępny pod adresem:
https://theconversation.com/despairing-at-the-state-of-the-world-the-ancient-greeks-and-romans-knew-the-feeling-279566

KP

Konstantine Panegyres

wykładowca filologii klasycznej i historii starożytnej, The University of Western Australia

Przejdź do treści