Czytasz artykuł w trybie offline
Czy opłaca się studiować? Dyplom kontra polski rynek pracy
Źródło: Canva
Po jakich studiach zarabia się dziś najlepiej, kto wyjeżdża robić karierę zagraniczną i czy rzeczywiście humaniści przegrywają na rynku pracy z absolwentami kierunków technicznych – odpowiedzi coraz częściej można znaleźć nie w rankingach i anegdotach, lecz w danych o całych rocznikach absolwentów
Academia: Kim jest statystyczny polski absolwent w 2026 roku?
Dr. hab. Mikołaj Jasiński: To osoba, który radzi sobie na rynku pracy, której pozycja poprawia się szybciej niż przeciętnego mieszkańca Polski. Wprawdzie na ogół startuje z poziomu niższego niż jego statystyczni sąsiedzi i sąsiadki, ale w ciągu kilku lat ich wyprzedza. Społeczeństwo się bogaci, ale absolwenci bogacą się szybciej.
Przez wiele lat słyszeliśmy: po co nam tylu magistrów i licencjatów, lepiej mieć dobry fach w ręku.
Od dawna to nieprawda. Pamiętam, jak w 2012 roku, kiedy systemu ELA jeszcze nie było, jak na Uniwersytecie Warszawskim analizowaliśmy anonimowe dane dotyczące dwóch tysięcy absolwentów z roczników 2007–2012. Byliśmy zdumieni, bo okazało się, że nieprawdą jest choćby to, że absolwenci są skazani na „śmieciówki”. Zdecydowana większość miała etaty. Umowy cywilnoprawne oczywiście były, ale dotyczyły mniejszości.
Takich mitów jest mnóstwo. Mitem jest na przykład to, że lekarze czy pielęgniarki po studiach masowo wyjeżdżają. Około 95 proc. zostaje w Polsce. Lekarze są przy tym grupą, której pozycja ekonomiczna poprawia się bardzo szybko, ale ma to swoją cenę: są też jedną z najbardziej zapracowanych grup.
Czym jest ELA?
ELA, czyli Ogólnopolski system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych, ma przede wszystkim dostarczać informacji i zmniejszać patologiczną asymetrię na rynku pracy. Kiedy człowiek przychodzi do potencjalnego pracodawcy, pracodawca na ogół wie, ile może mu zapłacić i ile płaci się ludziom o podobnych kwalifikacjach. Kandydat przed powstaniem ELA wiedział tyle, ile usłyszał od kolegów, przeczytał w internecie albo znalazł w różnych mniej lub bardziej wiarygodnych sondażach.
Dzięki ELA może sprawdzić dane. Jeżeli informatyk po niezłych studiach przychodzi do pracodawcy, który oferuje mu na dzień dobry sześć tysięcy złotych na rękę, może się z tej propozycji roześmiać. Jeżeli tę samą propozycję dostaje absolwent kierunku, po którym na początku zarabia się znacznie mniej, powinien się zastanowić, czy nie trafiła mu się dobra okazja.
W tym sensie ELA jest systemem demokratyzującym relacje na rynku pracy. Pokazuje też, że dane pochodzące z różnych źródeł można bezpiecznie łączyć i udostępniać wyniki takich analiz. Kiedy ktoś pyta mnie podczas konferencji o błąd statystyczny, odpowiadam: błąd statystyczny wynikający z doboru próby wynosi zero, bo nie mamy próby. Mamy dane populacyjne. Dla socjologa i statystyka to fantastyczna sytuacja.
Skąd bierzecie informacje?
Przede wszystkim z systemu POL-on oraz rejestrów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Dane są łączone w sposób, który nie pozwala nam identyfikować konkretnych osób. Na ich podstawie możemy analizować całe populacje absolwentów.
Pierwszą odsłonę danych publikujemy mniej więcej w czasie, kiedy ogłaszane są wyniki matur. Pokazujemy wtedy kariery zawodowe absolwentów oraz doktorów. Jesienią dochodzą informacje dotyczące studentów i doktorantów: ścieżek kształcenia, porzucania studiów, czasu potrzebnego na uzyskanie dyplomu czy sprawności kończenia szkół doktorskich.
ELA nie służy wyłącznie kandydatom na studia. Korzystają z niej uczelnie, administracja publiczna i samorządy. Przygotowaliśmy na przykład wskaźniki potrzebne polskim uczelniom do rankingów międzynarodowych. Samorządy mogą z kolei analizować migracje absolwentów: skąd ludzie wyjeżdżają, dokąd się przenoszą, które regiony ich przyciągają. Te dane są również wykorzystywane przez Ministerstwo Nauki. Na ich podstawie przygotowywane są między innymi wskaźniki służące do wsparcia państwowych uczelni zawodowych.
Uczelnie w mniejszych miastach bywają traktowane protekcjonalnie.
A dane pokazują, że niesłusznie. Przede wszystkim Polska akademicka to nie jest Polska metropolitalna. Większość absolwentów pochodzi spoza największych miast i studiuje poza metropoliami. Mało tego, bardzo dobrze sobie radzą. Można ich podzielić na dwie grupy. Pierwsza zostaje na miejscu. Oczywiście w złotówkach zarabiają mniej niż ludzie mieszkający w Warszawie, Gdańsku czy Poznaniu, ale na tle lokalnego rynku pracy osiągają bardzo dobrą pozycję ekonomiczną. Stają się swego rodzaju lokalnymi liderami.
Druga grupa migruje do wielkich miast. I sprawdziliśmy, że oni również wypadają bardzo dobrze, nawet w porównaniu z ludźmi, którzy studiowali w tych metropoliach i w nich zostali. Nie chcę snuć zbyt daleko idących teorii, ale mam hipotezę, że jeżeli człowiek z mniejszej miejscowości decyduje się na wyzwanie, jakim jest przeprowadzka do zupełnie nowego środowiska, gdzie musi znaleźć mieszkanie, pracę i sobie poradzić, to jest już w pewnym sensie wyselekcjonowany. I ci ludzie świetnie sobie radzą.
Załóżmy więc, że jestem maturzystą i zastanawiam się nad wyborem studiów. Na co powinienem patrzeć w ELA? Na zarobki?
Powiem to samo, co powiedziałem własnym dzieciom, kiedy wybierały studia: przede wszystkim patrz na swoje pasje i zainteresowania. Sytuacja ekonomiczna absolwentów nie może rządzić wyborem studiów. Jeżeli ktoś już wybrał grupę kierunków, którymi jest zainteresowany, i chce wykorzystać ELA, powinien oprócz zarobków, a może przede wszystkim, patrzeć na wskaźniki względne. Pokazują pozycję absolwenta na tle lokalnego rynku pracy.
Jeżeli ktoś zarabia dziesięć tysięcy złotych w miejscu, gdzie przeciętne wynagrodzenie również wynosi dziesięć tysięcy, jego sytuacja jest inna niż człowieka zarabiającego tyle samo tam, gdzie przeciętne wynagrodzenie wynosi pięć tysięcy. Wskaźnik względny pozwala tę różnicę zobaczyć.
Podobnie jest z bezrobociem. Inaczej trzeba interpretować sytuację absolwenta mieszkającego w Poznaniu, gdzie bezrobocie jest bardzo niskie, a inaczej osoby mieszkającej w regionie ze strukturalnym bezrobociem. Warto też spojrzeć na czas szukania pracy etatowej.
I przede wszystkim trzeba pamiętać, że średnia czy mediana nikogo nie determinuje. Jeżeli przeciętny absolwent jakiegoś kierunku zarabia 17 tysięcy złotych, nie znaczy to, że każdy absolwent tyle zarobi. To pokazuje warunki, w których człowiek rozpoczyna karierę, a nie jego indywidualną przyszłość.
Jednym z najbardziej trwałych stereotypów jest przekonanie, że humaniści mają z góry gorzej. Chcesz mieć dobrą pracę – wybieraj nauki ścisłe albo techniczne.
Humaniści wypadają zdecydowanie lepiej od absolwentów kierunków artystycznych, ale również od osób, które ukończyły niektóre kierunki przyrodnicze. Gdyby rozdzielić dzisiejszą dziedzinę nauk ścisłych i przyrodniczych, absolwenci nauk przyrodniczych wypadliby gorzej od humanistów. Słabo wypada na przykład geologia.
Powiem jeszcze coś, co może zaskakiwać. Kilka lat temu prowadziliśmy uzupełniające badania absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego. Jednymi z lepiej radzących sobie na rynku pracy byli absolwenci Instytutu Kultury Polskiej. Nie twierdzę, że rynek pracy rozpaczliwie poszukuje ludzi świetnie znających literaturę staropolską albo grekę. Chodzi o coś innego. Jeżeli człowiek podczas wymagających studiów zostanie intelektualnie przeczołgany, nauczy się mierzyć z trudnymi problemami, to później jest w stanie nauczyć się bardzo wielu rzeczy.
Jeżeli studia są byle jakie, niezależnie od kierunku, ich absolwent może sobie radzić tak sobie. Natomiast człowiek, który naprawdę nauczył się myśleć, ma dużą zdolność dostosowania się.
A różnica między kobietami i mężczyznami? Widać ją w danych?
Kobiety zarabiają mniej i mają nieco mniejsze szanse na znalezienie stabilnej pracy. Ale kiedy zaczynamy analizować to dokładniej, obraz staje się ciekawszy. Badaliśmy na przykład nauki inżynieryjno-techniczne, gdzie te różnice są znaczne. Okazuje się, że część różnic wynika z wyboru kierunków. Automatyka i robotyka jest bardzo silnie zmaskulinizowana, a jej absolwenci praktycznie nie mają problemów ze znalezieniem dobrej pracy etatowej. Na biotechnologii jest znacznie więcej kobiet, ale szanse na stabilną pracę są mniejsze. Część luki wynika więc z pewnego rodzaju autoselekcji. Gdyby kobiety częściej wybierały kierunki tradycyjnie zmaskulinizowane, część różnic zapewne by się zmniejszyła, choć to oczywiście wszystkiego nie wyjaśnia.
Są też obszary, w których luki płacowej właściwie nie ma, na przykład wśród nauczycieli. Znaleźliśmy nawet miejsca, w których kobiety zarabiają więcej od mężczyzn, choć są to niewielkie różnice. Znaczenie mają również decyzje prokreacyjne, które okresowo wyłączają kobiety z rynku pracy, na który potem trudno efektywnie wrócić.
Jak długo ma znaczenie, jakie studia skończyliśmy? Kiedy ważniejsze stają się decyzje podejmowane już w pracy?
To trudne pytanie, bo zgodnie z ustawą obserwujemy absolwentów przez pięć lat po uzyskaniu dyplomu. Na pewno jednak znaczenie konkretnego kierunku czy uczelni z każdym rokiem słabnie, bo absolwenci zdobywają nowe kompetencje u pracodawców, chodzą na kursy, zmieniają zawody. Po mniej więcej trzech latach wpływ samego kierunku nie jest już tak silny jak na początku. Kiedy jednak porównujemy absolwentów z ludźmi, którzy porzucili studia, znaczenie dyplomu z czasem nie maleje, tylko rośnie. Osoby, które porzuciły studia, na początku potrafią zarabiać trochę więcej i mniej zagrożone są bezrobociem. W naturalny sposób, mówiąc brutalnie, nie „traciły czasu” na przygotowywanie pracy dyplomowej, tylko wcześniej weszły na rynek pracy. Później jednak sytuacja się odwraca. Z każdym kolejnym rokiem pozycja absolwentów staje się lepsza w porównaniu z osobami, które studiów nie ukończyły. Te nożyce się rozwierają.
Dr hab. Mikołaj Jasiński jest socjologiem i statystykiem, profesorem Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego i adiunktem na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Stopień doktora uzyskał w 2002 roku, a habilitację w 2017 roku na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się metodologią badań społecznych, statystyką, ewaluacją, teorią wyboru społecznego i analizą danych administracyjnych. Jest jednym z twórców Ogólnopolskiego systemu monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA). Kieruje Centrum Analiz Danych Publicznych. W badaniach wykorzystuje dane rejestrowe m.in. do analiz karier absolwentów, ścieżek kształcenia studentów i doktorantóworaz różnic w sytuacji zawodowej kobiet i mężczyzn.
Polecane:
-
Artykuł
Od chmur do banków. Nieoczywiste kariery po fizyce Przejdź do publikacji: Od chmur do banków. Nieoczywiste kariery po fizyce
-
Artykuł
Wspieranie wybitnie zdolnej młodzieży Przejdź do publikacji: Wspieranie wybitnie zdolnej młodzieży
-
Artykuł
Wielka nauka zaczyna się od ambitnych wyzwań Przejdź do publikacji: Wielka nauka zaczyna się od ambitnych wyzwań
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: 3% dla nauki, 100% dla Polski. Ministerstwo odpowiedziało na protest naukowców
3% dla nauki, 100% dla Polski. Ministerstwo odpowiedziało na protest naukowców Przejdź do publikacji: 3% dla nauki, 100% dla Polski. Ministerstwo odpowiedziało na protest naukowców
Przejdź do publikacji: Drenaż czy zysk? Gdzie naprawdę trafiają zyski z migracji
Drenaż czy zysk? Gdzie naprawdę trafiają zyski z migracji Przejdź do publikacji: Drenaż czy zysk? Gdzie naprawdę trafiają zyski z migracji
Przejdź do publikacji: Między pasją a zarobkami. Jak mądrze wybrać studia