Wersja beta aplikacji

Czytasz artykuł w trybie offline

Czy w Układzie Słonecznym mogą kryć się ślady obcej cywilizacji?

Artystyczna wizja międzygwiezdnego obiektu ʻOumuamua – pierwszego znanego gościa spoza Układu Słonecznego, odkrytego w 2017 roku. Wydłużony obiekt prawdopodobnie przez miliony lat przemierzał przestrzeń międzygwiazdową, zanim przeciął nasz układ planetarny. Ilustracja: ESO/M. Kornmesser.

Możliwe, że największym problemem w poszukiwaniu obcej cywilizacji nie jest to, że niczego nie znaleźliśmy. Być może problem polega na tym, że nie potrafimy  rozpoznać, na co właściwie patrzymy

Pioneer 10, Pioneer 11, Voyager 1, Voyager 2 i New Horizons od dziesięcioleci oddalają się od Słońca, zmierzając poza granice Układu Słonecznego. Zanim zbliżą się do innego układu planetarnego, miną tysiące lat, a ich aparatura przestanie działać. Mimo to będą dowodem, że cywilizacja techniczna potrafi wysyłać własne obiekty w przestrzeń międzygwiezdną.

T. Joseph W. Lazio, astronom związany z Jet Propulsion Laboratory i NASA, w pracy „Technosignatures in the Solar System” stawia pytanie, czy w Układzie Słonecznym mogą znajdować się technologiczne artefakty pozostawione przez inną cywilizację. A jeśli tak, czy przy obecnym stanie obserwacji potrafilibyśmy stwierdzić, że ich nie ma.

Lazio nie wskazuje żadnego podejrzanego obiektu. Zamiast tego zwraca uwagę, że Układ Słoneczny jest wciąż słabo zbadany, a wiele dostępnych zdjęć jest zbyt mało szczegółowych, by dostrzec nawet całkiem duże konstrukcje.

Obiekt można znaleźć i nadal nie wiedzieć, czym jest

Lazio dzieli potencjalne technosygnatury na cztery kategorie: nieaktywne sondy przemierzające przestrzeń, działające sondy prowadzące pomiary lub nadające sygnały, nieaktywne artefakty spoczywające na powierzchniach planet i księżyców oraz aktywne instalacje powierzchniowe, takie jak automatyczne stacje czy urządzenia wydobywcze.

Najważniejsze zastrzeżenie brzmi: wykrycie obiektu i rozpoznanie go jako wytworu techniki to dwie różne rzeczy. Dobrze pokazuje to przypadek 2020 SO. Początkowo obiekt uznano za asteroidę bliską Ziemi. Poruszał się jednak nietypowo – z niewielką prędkością względem naszej planety – dlatego astronomowie przyjrzeli mu się dokładniej.

Obserwacje w bliskiej podczerwieni wykazały, że jego widmo odpowiada materiałom stosowanym w technice kosmicznej. Nachylenie widma wskazywało na światło słoneczne odbijane od stali nierdzewnej, a charakterystyczne cechy przy długościach fali 1,42, 1,72 i 2,29 mikrometra odpowiadały białemu polifluorkowi winylu używanemu jako powłoka ochronna. Dopiero zestawienie tych danych z nietypową trajektorią pozwoliło uznać, że 2020 SO był członem rakiety Centaur z misji Surveyor 2 wystrzelonej przez NASA w 1966 r.

Jeśli można pomylić ziemski śmieć kosmiczny z asteroidą, podobnie mogłoby być z obiektem pochodzącym od obcej cywilizacji.

Międzygwiezdny gość nie musi być sondą

Podobny problem dotyczy obiektów międzygwiezdnych. ʻOumuamua wzbudził ogromne zainteresowanie, ponieważ przybył spoza Układu Słonecznego i wykazywał nietypowe cechy, między innymi duże zmiany jasności sugerujące wydłużony kształt.

Nietypowe cechy same w sobie nie są jednak dowodem. Nieaktywna sonda oraz międzygwiezdna kometa czy asteroida podlegałyby przede wszystkim grawitacji Słońca, dlatego ich ruch mógłby wyglądać bardzo podobnie. Nawet niewielkie przyspieszenia niewynikające z grawitacji nie muszą oznaczać manewrów – komety zmieniają tor lotu także wtedy, gdy wyrzucają gaz i pył.

Można więc szukać nietypowej trajektorii, niezwykłego widma albo charakterystycznego kształtu. Każda z tych cech może być wskazówką, ale żadna sama w sobie nie stanowi dowodu. Do tego – jak podaje Lazio – obiekt o średnicy około 10 kilometrów znajdujący się w odległości jednej jednostki astronomicznej miałby rozmiar kątowy zaledwie około 0,015 sekundy łuku. To zbyt mało, by mogły go rozdzielić współczesne naziemne teleskopy optyczne i pracujące w bliskiej podczerwieni.

Większości powierzchni nie zbadaliśmy dokładnie

Może się wydawać, że jeśli coś leży na Księżycu albo Marsie, powinniśmy to zobaczyć. Potrafimy przecież sfotografować miejsca lądowań Apollo, sprzęt pozostawiony na Księżycu, spadochrony marsjańskich misji czy ślady łazików. To prawda, ale tylko w wybranych lokalizacjach.

Lunar Reconnaissance Orbiter wykonuje zdjęcia Księżyca z rozdzielczością około 0,5 metra na piksel. Nie cała powierzchnia została jednak sfotografowana z taką dokładnością. Globalne mapy mają zwykle rozdzielczość rzędu 100 metrów na piksel. Mars Reconnaissance Orbiter potrafi fotografować Marsa z rozdzielczością około jednego metra na piksel, lecz – jak podaje Lazio – obejmuje to zaledwie około 1 procent powierzchni planety. Globalne pokrycie ma rozdzielczość około 100 metrów. Dla Merkurego najlepsza reprezentatywna rozdzielczość wynosi około 250 metrów, dla Wenus od 120 do 300 metrów, dla Ceres około 500 metrów, a dla wielu księżyców Saturna około kilometra lub więcej. W przypadku części księżyców Urana przekracza nawet 10 kilometrów na piksel.

Oznacza to, że na wielu księżycach obiekt wielkości stadionu, dużego budynku, a niekiedy nawet kilometrowej konstrukcji mógłby zajmować zaledwie jeden piksel albo mniej. 

Działające urządzenie mogłoby zdradzić się ciepłem

Jeśli hipotetyczna sonda nadal działałaby, sytuacja powinna wyglądać nieco inaczej. Każde urządzenie zużywa energię i oddaje ciepło. Taki obiekt powinien więc emitować promieniowanie podczerwone inaczej niż asteroida znajdująca się w tej samej odległości od Słońca. Innymi słowy, mógłby być cieplejszy, niż przewidują modele.

Podobne anomalie już pojawiają się w danych. Obserwacje asteroid wykonane przez WISE ujawniły wiele przypadków, w których widma nie odpowiadały oczekiwanym temperaturom. Nie jest to jednak dowód na istnienie obcych sond. Modele asteroid są złożone i zależą między innymi od kształtu, składu, rotacji oraz właściwości powierzchni.

W najbliższych latach liczba dostępnych danych znacząco wzrośnie. SPHEREx prowadzi obserwacje w podczerwieni, NEO Surveyor będzie poszukiwał obiektów bliskich Ziemi, a Vera Rubin Observatory dostarczy bezprecedensowego przeglądu małych ciał Układu Słonecznego. Takie obserwacje mogą pomóc wyłowić obiekty rzeczywiście odstające od reszty.

Sygnał radiowy nie musi trafić w Ziemię

Często wyobrażamy sobie sondę jako obiekt wysyłający sygnały. Lazio pokazuje jednak, że nawet to nie gwarantuje jej wykrycia.

Sonda wyposażona w system łączności podobny do Voyagera nadawałaby w paśmie X, na długości fali 3,6 centymetra i częstotliwości 8420 megaherców, wykorzystując antenę o średnicy 3,66 metra. Taka antena tworzy bardzo wąską wiązkę. Według obliczeń autora obejmowałaby ona w danym momencie zaledwie około 0,002 procent całego nieba.

Większa antena oznaczałaby silniejszy i lepiej ukierunkowany sygnał, ale jednocześnie jeszcze mniejsze prawdopodobieństwo przypadkowego przechwycenia. Łączność byłaby pod tym względem jeszcze trudniejsza do wykrycia. Szansa trafienia na taką transmisję byłaby co najmniej o cztery rzędy wielkości mniejsza niż w przypadku radia, a wiązka mogłaby być skierowana ku Ziemi zaledwie przez kilka sekund.

Działająca sonda mogłaby więc nadawać i jednocześnie pozostać niewykryta. Nie dlatego, że sygnał byłby zbyt słaby, lecz dlatego, że nie byłby skierowany do nas.

Najuczciwsza odpowiedź: nie wiemy

Wniosek Lazio jest ostrożny. Obecna wiedza nie pozwala wykluczyć, że w Układzie Słonecznym znajdują się technologiczne ślady obcej cywilizacji. Nie oznacza to, że istnieją. Oznacza jedynie, że nie zbadaliśmy Układu Słonecznego na tyle dokładnie, by móc z całą pewnością powiedzieć, że ich tam nie ma.

W niektórych rejonach Układu Słonecznego nawet duże obiekty mogłyby pozostać niezauważone. A gdyby udało się je wykryć, mogłyby zostać uznane za naturalny obiekt, śmieć kosmiczny albo po prostu niewyjaśnioną anomalię.

Dlatego poszukiwanie technosygnatur nie powinno zaczynać się od założenia, że obce sondy istnieją, ale od pytania, czy są obiekty, których właściwości lub zachowanie nie dają się łatwo wyjaśnić.

Źródła

T. Joseph W. Lazio, „Technosignatures in the Solar System”, Proceedings IAU Symposium 404: Advancing the Search for Technosignatures.

Andy Tomaswick, „Are Alien Probes Hiding in Our Backyard? A New Study Says We’ve Barely Looked”, Universe Today, 16 czerwca 2026.

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści