Szkoły doktorskie są bardziej konkurencyjne niż dawniej, doktorat coraz rzadziej da się łączyć z inną pracą, a tytuł nie gwarantuje kariery akademickiej. O mitach i faktach dotyczących doktoratu, roli promotora, pułapkach korzystania z AI oraz o tym, dlaczego kluczowa jest wewnętrzna motywacja, mówi dr Anna Maria Górska z Akademii Leona Koźmińskiego, członkini Akademii Młodych Uczonych Polskiej Akademii Nauk 

Academia: Czy ludzie wciąż chcą robić doktoraty?

Dr Anna Maria Górska: Statystyki pokazują, że doktorantów jest dziś mniej niż wcześniej. W dużej mierze wynika to  ze zmian systemowych. Szkoły doktorskie stały się bardzo konkurencyjne i selektywne. Kiedyś bywało tak, że na jednym roku studiowało 80 osób, z czego po 10 latach doktorat kończyło pięć. Dziś mamy szkoły doktorskie wymagające, z jasno postawionymi kryteriami. Doktorat stał się pracą na pełen etat – nie da się go już robić „po godzinach”, między innymi obowiązkami. Skoro to pełnoetatowe zobowiązanie, naturalnie decyduje się na nie mniej osób.

Czyli spadek liczby doktorantów nie musi oznaczać braku chętnych, tylko wyższy próg wejścia i większe wymagania?

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z brakiem chęci, barierami wejścia, czy po prostu z faktem, że doktorat stał się znacznie bardziej wymagający. Te czynniki wzajemnie się na siebie nakładają.

Zajmuje się Pani mitami krążącymi wokół doktoratu. Jaki jest ten najbardziej podstawowy?

Pierwszy mit to przekonanie, że doktorant musi być wybitny od samego początku. Kiedy zaczynałam, wydawało mi się, że doktoranci to wyłącznie geniusze i wybitni badacze. Tymczasem badaczem się staje. Po to jest cztero czy pięcioletni proces. To droga, a nie punkt startowy.

Kluczowe jest skupienie się nie na mecie – na myśli „za pięć lat będę doktorem” – lecz na pytaniu, co naprawdę chcę odkryć. Fascynacja tematem i ciekawość są paliwem napędowym. Praca doktorska jest efektem poszukiwania prawdy. Osoby, które kończą doktorat, łączy jedno: autentyczne zainteresowanie tematem. Nie da się zrobić doktoratu wyłącznie po to, by mieć „dr” przed nazwiskiem.

Doktorat nie jest dla każdego, bo to projekt długofalowy i w dużej mierze praca nad sobą. Wymaga bardzo silnej motywacji wewnętrznej – zewnętrzna jest raczej ograniczona. To doświadczenie uczy systematyczności, rzetelności i etyki pracy. W trakcie doktoratu człowiek naprawdę dowiaduje się, kim jest.

Kolejny mit dotyczy promotora.

Chodzi o przekonanie, że promotor prowadzi doktoranta za rękę. W praktyce bywa bardzo różnie. Odpowiedzialność za projekt trzeba wziąć na siebie. Doktorat nie jest jeszcze pełną samodzielnością naukową – ta przychodzi dopiero po habilitacji – ale jest pracą samodzielną w tym sensie, że to doktorant odpowiada za swoje decyzje badawcze.

Dlatego tak ważne jest zbudowanie grupy wsparcia. Oprócz promotora warto mieć promotora pomocniczego – osobę na wcześniejszym etapie kariery, często jeszcze przed habilitacją, która pełni rolę łącznika między doktorantem a promotorem. Sama nie miałam takiej osoby, ale dziś pełnię tę rolę i widzę, jak bardzo pomaga to w codziennej pracy.

Wciąż silne jest też przekonanie, że doktorat to przepustka do kariery akademickiej.

To kolejny mit, który trzeba uczciwie obalić. Doktorat nie gwarantuje kariery akademickiej. To inwestycja, ale nie obietnica zatrudnienia. Dlatego tak ważne jest, by z samego procesu wyciągnąć jak najwięcej – kompetencji, doświadczeń i umiejętności, które będą wartością niezależnie od dalszej ścieżki zawodowej.

Jak wygląda sama praca nad doktoratem? Wielu osobom wydaje się, że to uporządkowany proces.

Panuje mit, że doktorat przebiega liniowo: najpierw temat, potem pytania badawcze, hipotezy, kolejne rozdziały i gotowe. W rzeczywistości to proces ciągłych sprzężeń zwrotnych. Przez pierwsze trzy lata zmieniałam pytania badawcze, bo temat dojrzewa i ewoluuje wraz z lekturami i nowymi wątkami. To nieustanne powroty do literatury i korekty założeń.

Codzienność to rzemiosło: czytanie, robienie notatek, planowanie, kodowanie, poprawki, pisanie i wielokrotne przepisywanie tych samych fragmentów. Żeby napisać jeden dobry paragraf teoretyczny, często trzeba spędzić kilkanaście godzin na lekturze kilkunastu artykułów naukowych. To przede wszystkim praca nad charakterem.

Czy narzędzia AI ingerują w ten proces?

Dziś narzędzia AI potrafią w kilka minut wygenerować przegląd literatury. Można próbować oszukiwać system i czasem nawet się to udaje, bo wciąż uczymy się, jak sobie z tym radzić. Droga na skróty prędzej czy później wychodzi jednak na jaw. Bez własnej inwestycji w czytanie nie da się sformułować dobrego pytania badawczego. AI jest odtwórcza – nie stworzy nowej perspektywy teoretycznej ani nie zaproponuje naprawdę oryginalnego podejścia. Nie ma momentów natchnienia.

I warto dodać: absolutnie normalne są dni, a nawet tygodnie, kiedy wiemy, że trzeba pisać, ale nie jesteśmy w stanie. Czasem trwa to miesiącami. To nie jest powód do karania się. Doktorat to proces długoterminowy i trzeba dać sobie prawo do odpoczynku.

Przerwa nie jest stratą czasu. Spacer, czytanie książki science fiction niemającej nic wspólnego z doktoratem to także część tego procesu. Właśnie wtedy często pojawiają się nowe pomysły. W moim przypadku temat jednego z projektów badawczych przyszedł podczas jazdy na łyżwach, kiedy byłam już blisko decyzji, by wszystko rzucić. Myślałam wtedy: po co mi to wszystko? I właśnie wtedy pojawił się pomysł badania tego, dlaczego ludzie odchodzą z akademii. Kreatywność często uruchamia się wtedy, gdy przestajemy siedzieć przy biurku. Bez wartościowego odpoczynku łatwo wpaść w kołowrotek prowadzący do wypalenia.

Jaką rolę odgrywa otoczenie – rodzina, przyjaciele?

To dość samotna droga. Nawet jeśli mamy zespół i promotora, ogromna część pracy odbywa się w pojedynkę. Doktorat wpływa też na życie osobiste – zajmuje głowę przez cały czas, także w weekendy i w rozmowach. Obciąża to również bliskich i warto mieć tego świadomość.

A realia finansowe?

Doktorat w Polsce jest słabo finansowany. Stypendium często nie wystarcza na utrzymanie, dlatego trzeba szukać grantów, stypendiów i nagród. Polska nauka jest poważnie niedofinansowana. Przy success rate na poziomie 10-18 proc. oznacza to, że ponad 80-90  proc. projektów nie otrzymuje finansowania.

Co można zrobić, by zwiększyć swoje szanse?

Od samego początku warto aktywnie szukać finansowania i wyjazdów zagranicznych. To ogromna inwestycja. Pobyt w dobrym ośrodku procentuje latami. Ja byłam na Columbii siedem lat temu i do dziś czerpię z tego doświadczenia.

Na koniec pytanie bardzo praktyczne. Mam pomysł na doktorat i wiem, że nie chodzi mi tylko o tytuł. Co dalej?

Najpierw trzeba czytać i doprecyzować temat. To, że wydaje nam się on świetny, nie oznacza, że ktoś już go nie zbadał. Następnie znaleźć promotora – nie tylko eksperta, ale osobę, która ma czas i z którą da się pracować. Chemia jest naprawdę ważna.

Dalej pozostaje wybór ścieżki: szkoła doktorska albo doktorat eksternistyczny, w zależności od sytuacji życiowej. I trzeba zaakceptować, że temat będzie się zmieniał. To naturalne. Nie bać się zmian, a czasem także zmiany promotora, jeśli współpraca nie działa.

Kluczowe jest skupienie się nie na mecie – na myśli „za pięć lat będę doktorem” – lecz na pytaniu, co naprawdę chcę odkryć. Fascynacja tematem i ciekawość są paliwem napędowym. Praca doktorska jest efektem poszukiwania prawdy. Osoby, które kończą doktorat, łączy jedno: autentyczne zainteresowanie tematem. Nie da się zrobić doktoratu wyłącznie po to, by mieć „dr” przed nazwiskiem.

Przejdź do treści