Wersja beta aplikacji

Interdyscyplinarność jest jedną z najczęściej deklarowanych wartości w nauce. Problem w tym, że w praktyce system ewaluacji traktuje ją nie jako atut, lecz jako kłopot. To może to uderzać w czasopisma, które rzeczywiście zajmują się najważniejszymi problemami współczesności 

Powtarzamy, że największe wyzwania nie mieszczą się w jednej dyscyplinie: zmiana klimatu, depopulacja, bezpieczeństwo żywnościowe, migracje, transformacja energetyczna, nierówności, starzenie się społeczeństwa, odporność lokalnych wspólnot. Wszystkie one wymagają rozmowy ekonomistów, socjologów, geografów, politologów, demografów, badaczy kultury, prawników, specjalistów od środowiska, rolnictwa i polityk publicznych. Problem zaczyna się wtedy, gdy z poziomu deklaracji przechodzimy do poziomu oceny. 

System ewaluacji, mimo że w języku strategicznym chętnie odwołuje się do interdyscyplinarności, w praktyce pozostaje mocno dyscyplinarny. Oceniane są dyscypliny, punkty przypisywane są w logice dyscyplin, eksperci pracują najczęściej w ramach dyscyplin, a czasopisma mają zostać przyporządkowane do określonych pól nauki. To zrozumiałe z punktu widzenia porządku administracyjnego. Ale bywa niebezpieczne z punktu widzenia rzeczywistego obiegu wiedzy.

Problem klasyfikacyjny

Paradoks polega na tym, że interdyscyplinarność rzadko bywa kwestionowana w dokumentach strategicznych. Przeciwnie, jest w nich niemal zawsze pożądana. Kłopot zaczyna się dopiero w procedurach. Tam, gdzie trzeba przypisać czasopismo do dyscypliny, dobrać ekspertów, ustalić punktację i przewidzieć konsekwencje dla autorów, interdyscyplinarność przestaje być wartością, a staje się problemem klasyfikacyjnym. 

System nie musi jej zwalczać wprost. Wystarczy, że jej nie rozumie.

Szczególnie wrażliwe są tu czasopisma problemowe. Takie, które nie są „własnością” jednej dyscypliny, lecz skupiają się na określonym obszarze rzeczywistości społecznej, gospodarczej, przestrzennej lub kulturowej. Nie są interdyscyplinarne dlatego, że chcą być modne. Są interdyscyplinarne dlatego, że badany problem sam taki jest.

Dobrym przykładem jest kwartalnik Wieś i Rolnictwo. To czasopismo obecne w polskim życiu naukowym od 1973 roku, wydawane przez Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. Już sama nazwa pokazuje napięcie, którego nie da się zamknąć w jednej dyscyplinie. Wieś nie jest wyłącznie kategorią socjologiczną. Rolnictwo nie jest wyłącznie zagadnieniem ekonomicznym. Przestrzeń wiejska nie jest tylko przedmiotem geografii. Polityka rolna i wiejska nie należy wyłącznie do nauk o polityce publicznej. A mieszkańcy wsi nie są ani abstrakcyjną populacją statystyczną, ani wyłącznie aktorami rynku, ani jedynie wspólnotą kulturową. Wieś jest równocześnie miejscem życia, pracy, produkcji, dziedziczenia, konfliktu, adaptacji, nierówności, środowiska, pamięci i zmiany. Kto próbuje badać ją jedną dyscypliną, widzi tylko fragment. Czasem bardzo ważny. Ale jednak fragment.

W przypadku takich tytułów interdyscyplinarność nie jest wyłącznie etykietą formalną. Wynika z problemowego charakteru pola badań. Ich osią nie jest dyscyplina, lecz problem badawczy. W tym sensie przypominają one instytuty naukowe Polskiej Akademii Nauk, które często także nie mieszczą się wygodnie w jednej szufladzie. Instytut może prowadzić badania z zakresu ekonomii, socjologii, geografii, demografii, polityk publicznych, nauk rolniczych czy nauk o środowisku, ale jego tożsamość wyrasta z rozpoznania określonego fragmentu rzeczywistości. Podobnie czasopismo problemowe tworzy przestrzeń wymiany między dyscyplinami, ponieważ taki jest charakter badanego świata.

Ten problem nie dotyczy wyłącznie badań nad wsią. Podobne ryzyko dotyka czasopism zajmujących się miastem, regionem, zdrowiem publicznym, edukacją, środowiskiem, migracjami, rodziną, starzeniem się, polityką społeczną czy rozwojem lokalnym. Wszystkie one operują na przecięciu dyscyplin. Ich wartość polega właśnie na tym, że nie zamykają złożonych zjawisk w jednej metodologii i jednym języku.

I tu pojawia się podstawowe ryzyko ewaluacyjne. Jeżeli czasopismo interdyscyplinarne zostanie ocenione wyłącznie przez pryzmat jednej dyscypliny, może zostać uznane za „nie dość centralne”. Dla ekonomistów będzie zbyt społeczne. Dla socjologów zbyt ekonomiczne. Dla geografów zbyt instytucjonalne. Dla politologów zbyt empiryczne. Dla badaczy polityki społecznej zbyt rolnicze. Dla nauk rolniczych zbyt skupione na społeczeństwie, instytucjach i polityce publicznej. W efekcie to, co jest jego wartością, może stać się jego słabością w systemie oceny.

To paradoks. Czasopismo, które buduje mosty, może zostać ukarane za to, że nie przypomina żadnego z brzegów.

Nie chodzi przy tym o przyznawanie komukolwiek taryfy ulgowej. Czasopisma interdyscyplinarne powinny być oceniane rygorystycznie. Muszą mieć procedury recenzyjne, przejrzystą politykę redakcyjną, standardy etyczne, stabilność wydawniczą, umiędzynarodowienie, widoczność, jakość artykułów i realny wpływ na debatę naukową. Nie ma powodu, by obniżać wymagania tylko dlatego, że czasopismo łączy różne perspektywy. Czym innym jest jednak rygor, a czym innym mechaniczne dopasowanie do jednej dyscypliny. Rygor wymaga rozpoznania specyfiki. Mechaniczne dopasowanie ją zaciera.

Samospełniająca przepowiednia

Czasopisma problemowe powinny być oceniane z uwzględnieniem ich rzeczywistej funkcji w systemie nauki. A funkcja ta bywa inna niż w przypadku czasopism stricte dyscyplinarnych. Czasopismo ekonomiczne wzmacnia komunikację wewnątrz ekonomii. Czasopismo socjologiczne wzmacnia komunikację wewnątrz socjologii. Czasopismo geograficzne wzmacnia komunikację wewnątrz geografii. Natomiast czasopismo problemowe organizuje rozmowę między różnymi środowiskami badawczymi wokół wspólnego pola problemowego.

To funkcja inna, ale równie potrzebna.

Ryzyko polega również na tym, że ewaluacja czasopism wpływa nie tylko na same redakcje, lecz także na zachowania autorów. Naukowcy publikują tam, gdzie publikacja będzie uznana w ich dyscyplinie. Jeżeli czasopismo problemowe otrzyma niską ocenę albo zostanie przypisane w sposób, który ogranicza jego użyteczność ewaluacyjną, autorzy zaczną je omijać. Nie dlatego, że przestaną je cenić. Dlatego, że system bodźców będzie ich popychał gdzie indziej.

Niska lub nieadekwatna punktacja może uruchomić mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Autorzy przestają wybierać czasopismo nie dlatego, że spadła jego jakość, lecz dlatego, że zmienił się koszt ewaluacyjny publikacji. Środowisko naukowe doświadczyło tego już po zmianie systemu punktacji czasopism w 2018 roku. Wiele krajowych tytułów, wcześniej wysoko ocenianych i cenionych w swoich środowiskach, po jednym cięciu znalazło się na poziomie, który istotnie osłabił ich atrakcyjność dla autorów. W konsekwencji redakcje otrzymują mniej dobrych tekstów, trudniej budują numery tematyczne, słabnie ich widoczność, a po kilku latach system może uznać, że czasopismo rzeczywiście ma mniejsze znaczenie. Tymczasem to sam system wcześniej ograniczył jego rozwój.

W ten sposób można osłabić czasopisma, które przez dekady budowały polskie szkoły badań, integrowały środowiska, dokumentowały przemiany społeczne i gospodarcze oraz tworzyły przestrzeń debaty ważnej nie tylko dla akademii, ale także dla polityki publicznej. Można to zrobić nie wprost, bez decyzji o likwidacji, bez negatywnej recenzji dorobku, bez merytorycznego sporu. Wystarczy tak zaprojektować system oceny, by czasopisma problemowe przestały być racjonalnym wyborem dla autorów.

To byłaby strata znacznie większa niż spadek punktacji jednego tytułu.

Nie wszystko mierzy bibliometria

W polskiej nauce potrzebujemy czasopism międzynarodowych, wysoko cytowanych, obecnych w największych bazach i konkurujących w globalnym obiegu wiedzy. To oczywiste. Ale potrzebujemy także czasopism zakorzenionych w problemach, języku, instytucjach i doświadczeniu społeczeństwa, które badają. Zwłaszcza w naukach społecznych i humanistycznych. Nie każda ważna debata toczy się od razu w globalnym języku wskaźników. Nie każda istotna diagnoza społeczna natychmiast przekłada się na cytowania w bazach międzynarodowych. Nie każda wartość naukowa jest łatwa do uchwycenia w krótkim cyklu bibliometrycznym.

W naukach społecznych język publikacji nie jest neutralny. Oczywiście umiędzynarodowienie jest konieczne, a publikowanie po angielsku otwiera debatę na świat. Ale badania nad polskimi instytucjami, usługami publicznymi, lokalnymi politykami czy doświadczeniem konkretnych wspólnot muszą być także dostępne po polsku. Nie dlatego, że mają mniejszą rangę. Dlatego, że ich adresatem są również samorządy, administracja publiczna, organizacje społeczne, instytucje rozwoju i sami obywatele. 

Nauka, która całkowicie traci zdolność mówienia do własnego społeczeństwa, staje się słabsza, nie silniejsza.

Trzy zasady dobrej ewaluacji

Czasopismo problemowe pełni więc funkcję podwójną. Jest miejscem publikacji naukowych, ale jest też instytucją pamięci, debaty i translacji wiedzy. Łączy badania podstawowe z pytaniami praktyki. Łączy metodologiczną precyzję z odpowiedzialnością za opisywany świat. Łączy akademię z polityką publiczną, nie rezygnując z autonomii nauki.

Jeżeli system ewaluacji tego nie rozpozna, będzie promował nie interdyscyplinarność, lecz jej dekorację. Będziemy mówić o przekraczaniu granic, ale nagradzać tych, którzy najsprawniej pozostają w granicach już wyznaczonych. Będziemy zachęcać do badań nad złożonymi problemami, ale premiować kanały publikacyjne najłatwiejsze do przypisania jednej dyscyplinie. Będziemy oczekiwać od nauki odpowiedzi na realne wyzwania społeczne, a jednocześnie osłabiać instytucje, które od lat takie odpowiedzi współtworzą.

Dlatego w ocenie czasopism interdyscyplinarnych potrzebne są co najmniej trzy zasady.

Po pierwsze, należy odróżnić interdyscyplinarność pozorną od problemowej. Pozorna polega na deklaracji szerokiego zakresu tematycznego. Problemowa wynika z natury badanego zjawiska i jest potwierdzana przez profil publikacji, skład rad naukowych, praktykę recenzyjną, cytowania, autorów i odbiorców.

Po drugie, czasopisma problemowe powinny być oceniane przez ekspertów rozumiejących dane pole badawcze, a nie wyłącznie przez przedstawicieli jednej dyscypliny. Sam fakt reprezentowania danej dyscypliny nie oznacza jeszcze znajomości wszystkich czasopism funkcjonujących na jej obrzeżach lub na przecięciu kilku pól badawczych. Ekonomista może nie znać dobrze czasopisma z zakresu problematyki wiejskiej, rachunkowości czy nauk o zarządzaniu. Socjolog może nie znać tytułu silnie związanego z polityką rolną, geografią społeczną lub rozwojem lokalnym. Uczciwa ocena wymaga nie tylko prawa do głosu, lecz także kompetencji do rozpoznania dorobku i roli konkretnego czasopisma.

Po trzecie, w systemie punktacji trzeba uwzględnić znaczenie krajowych czasopism problemowych dla rozwoju polskiej nauki i polityk publicznych. Nie jako wyjątek od jakości. Przeciwnie: jako uznanie, że jakość w naukach społecznych ma także wymiar kontekstowy, instytucjonalny i aplikacyjny.

W praktyce oznacza to również apel do środowiska akademickiego. Skoro członkowie komitetów, zespołów i gremiów eksperckich otrzymują realny wpływ na ocenę czasopism, powinni korzystać z tej możliwości odpowiedzialnie. Warto oceniać przede wszystkim te tytuły, których profil, dorobek i znaczenie zna się merytorycznie. Tam, gdzie tej wiedzy brakuje, lepiej szukać opinii osób kompetentnych niż przypisywać punkty po ogólnym przeglądzie tematyki. Interdyscyplinarność powinna być traktowana jako walor, a nie jako usterka klasyfikacyjna.

Stawką nie jest los jednego kwartalnika. Stawką jest pytanie, czy polska ewaluacja potrafi dostrzec te miejsca, w których nauka naprawdę przekracza dyscypliny. Nie w deklaracjach, lecz w codziennej praktyce badawczej.

Interdyscyplinarność może być siłą nauki. Może też stać się jej ewaluacyjnym ryzykiem. Wszystko zależy od tego, jak osoby uczestniczące w systemie oceny wykorzystają powierzoną im odpowiedzialność: czy będą wspierać czasopisma rzeczywiście łączące dyscypliny, czy też będą oceniać je przez pryzmat własnych, często wąsko rozumianych pól specjalizacji.

Jeżeli naprawdę chcemy nauki zdolnej odpowiadać na złożone problemy społeczne, nie możemy budować systemu, który nagradza wyłącznie łatwość klasyfikacji. Jeszcze mniej możemy godzić się na to, by interdyscyplinarność była chwalona w strategiach, a osłabiana w praktyce oceny.

SK

dr hab. Sławomir Kalinowski

ekonomista, badacz struktury społecznej i przemian zachodzących na polskiej wsi, profesor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN, gdzie kieruje Zakładem Ekonomii Wsi. Redaktor naczelny kwartalnika naukowego „Wieś i Rolnictwo”. Członek Komitetu Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN. Pomysłodawca i współtwórca Forum Wymiany Myśli. Zajmuje się poziomem życia, ubóstwem i wykluczeniem społecznym, niepewnością dochodów oraz przemianami polskiej wsi, a także problemem prekaryzacji ludności wiejskiej. Najchętniej przygląda się społeczeństwu i gospodarce z perspektywy ludzi i miejsc, które zbyt rzadko trafiają do głównego nurtu debaty. Prywatnie folklorysta i choreograf tańca ludowego. www.skalin.pl.

Czasopismo, które buduje mosty, może zostać ukarane za to, że nie przypomina żadnego z brzegów.

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści