Wersja beta aplikacji

Obraz wygenerowany za pomocą narzędzi AI

Ochrona przyrody to nie tylko biologia. To także genetyka, prawo, ekonomia, zarządzanie i sposób, w jaki projektujemy miasta. Nowy podręcznik Bradleya Cardinale’a i Jamesa D. Murdocha „Biologiczne podstawy ochrony przyrody”, który 22 września ukaże się po polsku, pokazuje tę dziedzinę jako złożoną całość. O tym, czego paleobiolog może nauczyć się z książki poświęconej współczesnemu kryzysowi bioróżnorodności i dlaczego największą nadzieję daje rosnąca świadomość ludzi, mówi prof. Łucja Fostowicz-Frelik z Instytutu Paleobiologii PAN

Academia: Co panią najbardziej zaskoczyło podczas pracy nad tą książką? 

Prof. Łucja Fostowicz-Frelik: Znam amerykańskie podręczniki i bardzo je cenię. Zwykle tłumaczą wszystko od podstaw, w możliwie przystępny sposób, a przy tym zawierają bardzo dużo informacji. Dlatego sam sposób napisania tej książki mnie nie zaskoczył. Bardzo się natomiast cieszę, że została przetłumaczona, bo polskie podręczniki często wyglądają zupełnie inaczej: bywają przeładowane treścią albo napisane tak hermetycznie, że trudno je zrozumieć. Tutaj wszystko jest wyjaśniane krok po kroku. Tę książkę może czytać również laik.

Nie jestem ekologiem. Zajmuję się paleobiologią i biologią ewolucyjną ssaków, więc czytałam ją jako osoba mająca przygotowanie biologiczne, ale niebędąca specjalistką od współczesnej ekologii. I pod tym względem bardzo mi się podobała.

Najbardziej uderzyło mnie chyba to, jak szeroko autorzy traktują ochronę przyrody. W jednym miejscu spotykają się nauki biologiczne i chemiczne, nauki o środowisku, geologia, ale również ekonomia, zarządzanie czy nauki społeczne. Ochrona przyrody okazuje się dziedziną rzeczywiście bardzo interdyscyplinarną.

Pani zajmuje się ssakami żyjącymi miliony lat temu. Czy z perspektywy paleobiologa dzisiejszy kryzys bioróżnorodności wygląda inaczej niż z perspektywy jednego ludzkiego życia?

Paleontolodzy są trochę rozbestwieni, jeśli chodzi o wymieranie. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że gatunki wymierają. To normalny element historii życia i wiemy również, że człowiek nie będzie istniał wiecznie. Ta książka bardzo dobrze pokazuje jednak, w jaki sposób gatunki wymierają i dlaczego. Dla paleobiologa jest to interesujące także dlatego, że posługujemy się zasadą aktualizmu: obserwujemy procesy zachodzące dzisiaj i na ich podstawie próbujemy interpretować to, co wydarzyło się w przeszłości. Jeśli widzimy współczesne mechanizmy wpływu środowiska na organizmy, możemy próbować odnosić ich podstawowe zasady do dawnych ekosystemów.

Pod tym względem ta książka ma więc zastosowanie nawet w mojej pracy naukowej. Oczywiście bardzo wyraźnie pokazuje również wpływ człowieka na świat żywy. I tutaj można by sobie wyobrazić trochę przewrotną dyscyplinę: paleobiologię przyszłości. Paleontolog zajmuje się przeszłością, a tu próbowalibyśmy na podstawie znanych procesów przewidywać, co stanie się dalej.

Książka zajmuje się również procesem odwrotnym do wymierania, czyli próbami przywracania wymarłych gatunków. Od koziorożca pirenejskiego po coraz głośniejsze pomysły odtworzenia mamuta. Ile jest w tym nauki, a ile fantazji?

Trochę jest w tym myślenia życzeniowego. Bardzo chcielibyśmy móc to zrobić i na gruncie biologii teoretycznej zapewne wiele rzeczy wydaje się możliwych. Potem jednak pojawia się biologia całego organizmu i zaczynają się problemy. Mieliśmy Dolly, pierwszego ssaka sklonowanego z komórki somatycznej dorosłego osobnika. Wszystko zadziałało, owca się urodziła, ale później pojawiły się problemy ze zdrowiem. Samo stworzenie organizmu nie oznacza jeszcze, że będzie funkcjonował dokładnie tak samo jak zwierzę powstałe w naturalny sposób.

Nie jestem biologiem molekularnym, więc nie chcę wchodzić zbyt daleko w szczegóły. Przed biologami molekularnymi stoi jednak ogromne zadanie: zrozumieć wszystkie czynniki decydujące o tym, czy zwierzę stworzone w ten sposób będzie mogło normalnie żyć.

W przypadku gatunków wymarłych stosunkowo niedawno możliwości są większe, bo materiał genetyczny może być lepiej zachowany, a odległość genetyczna od współczesnych krewniaków niewielka. To rzeczywiście fascynujące, że możemy próbować odtworzyć utraconą pulę genową. Z mamutami będzie jednak trudniej. Mamy większy dystans czasowy i znacznie więcej problemów. Myślę więc, że ta dziedzina będzie się rozwijać, ale nie aż tak szybko, jak czasami chcielibyśmy wierzyć.

To amerykański podręcznik. Na ile ochrona przyrody opiera się na uniwersalnych zasadach, a na ile za każdym razem trzeba dostosowywać ją do lokalnych warunków?

Autorzy podają bardzo dużo przykładów z Ameryki Północnej, więc polski czytelnik dowiaduje się o zwierzętach i miejscach, których często nie zna. Czasami pracujemy więc na przykładach kompletnie dla nas egzotycznych. Sam cel ochrony przyrody jest jednak wspólny. Coraz powszechniej rozumiemy, że przyrodę trzeba chronić. Różnice zaczynają się wtedy, kiedy przechodzimy do praktyki. Ogromna część ochrony przyrody polega przecież na regulacjach prawnych. Trzeba ustalić, czy dany gatunek jest chroniony, do kogo należy teren, kto nim zarządza, kto może tam wejść, a kto nie.

W Stanach Zjednoczonych Ameryki duża część ziemi jest własnością prywatną albo federalną. Tereny federalne mogą być z kolei udostępniane choćby pod wydobycie surowców. W państwach europejskich wiele obszarów chronionych pozostaje w gestii państwa, więc można pewne rzeczy regulować ustawowo. W USA dużą rolę odgrywają też organizacje zarządzające gruntami na zasadzie fundacji lub swego rodzaju funduszy powierniczych. Cała prawna i administracyjna strona ochrony wygląda więc inaczej. Przy tłumaczeniu staraliśmy się to przedstawiać tak, żeby polski czytelnik rozumiał tę specyfikę.

W książce pojawia się także polski przykład – Puszcza Białowieska, nasza najbardziej rozpoznawalna przyrodnicza wizytówka. Czy mamy w Polsce jeszcze miejsca, które zasługiwałyby na obecność w takim światowym podręczniku?

Myślę, że kandydatem mógłby być Biebrzański Park Narodowy, przede wszystkim ze względu na ogromny obszar. Być może także Bieszczady. Musimy sobie zdawać sprawę, że jeśli chcemy chronić zwierzęta, zwłaszcza duże, mające rozległe areały osobnicze, musimy zapewnić im przestrzeń. Najlepiej również taką, w której człowiek nie będzie im za bardzo przeszkadzał. 

Część zwierząt dobrze się synantropizuje i obecność człowieka specjalnie im nie przeszkadza. Inne reagują zupełnie inaczej. Dobrym przykładem są dropie, które panicznie boją się człowieka. W Europie utrzymały się między innymi na wielkich, otwartych terenach węgierskiej puszty, gdzie przez długi czas człowiek pojawiał się stosunkowo rzadko. W Polsce też kiedyś występowały, ale przy naszej gęstości zaludnienia bardzo trudno było taki gatunek utrzymać. Dlatego rozmiar chronionego obszaru ma ogromne znaczenie. Pod tym względem Biebrza czy Bieszczady byłyby ciekawymi przykładami.

Pierwszy rozdział książki kończy się siedmioma powodami do optymizmu. A jaki jest pani powód do optymizmu, jeśli chodzi o przyszłość ochrony przyrody?

Chyba przede wszystkim rosnąca świadomość. Jako gatunek zaczynamy coraz lepiej rozumieć, jak bardzo niszczymy środowisko. Są też ludzie, którzy próbują je chronić nawet na poziomie codziennych decyzji: mniej śmiecić, produkować mniej odpadów, inaczej korzystać z zasobów. Największą nadzieję wiązałabym właśnie z takim ruchem oddolnym. Jeśli świadomość ludzi będzie rosła, zacznie wpływać również na decyzje podejmowane na wyższym szczeblu. Więcej osób mających dużą świadomość przyrodniczą będzie trafiało do instytucji, administracji i władz, czyli tam, gdzie powstają przepisy i podejmuje się decyzje.

Bo właśnie na tym poziomie bardzo często wszystko się zatrzymuje. Jeżeli ruch oddolny nie dotrze na samą górę, trudno będzie o naprawdę duże zmiany. Ale dobrze, że już istnieje i że świadomość potrzeby ochrony przyrody rośnie.

„Biologiczne podstawy ochrony przyrody” są podręcznikiem akademickim, ale mówiła pani, że można go czytać również bez specjalistycznego przygotowania. Kto poza studentami powinien po niego sięgnąć?

Właściwie każdy zainteresowany ochroną przyrody. Myślę, że od poziomu starszych klas  liceum można sobie z nim spokojnie poradzić. Oczywiście pojawia się tam dużo terminów, książka ma też kilkaset stron, ale jest dobrze napisana i czyta się ją całkiem przyjemnie. Są nawet rozdziały poświęcone między innymi temu, jak organizować miasta w sposób bardziej przyjazny dla bioróżnorodności, więc to książka, z której mogą skorzystać również architekci czy osoby zajmujące się zielenią miejską. To właściwie książka dla każdego zainteresowanego tematem. Niekoniecznie trzeba ją czytać od deski do deski. Można sięgać do tych fragmentów, które dotyczą naszego własnego kawałka ochrony przyrody.

Poniżej publikujemy fragment książki „Biologiczne podstawy ochrony przyrody” wydanej przez PWN.

Siedem powodów do optymizmu

Choć ogrom stojących przed nami wyzwań może przytłaczać, istnieje wiele powodów, by patrzeć w przyszłość z optymizmem. Po pierwsze, chociaż bioróżnorodność jest poważnie degradowana przez działalność człowieka, zdecydowana większość współczesnych gatunków wciąż jest obecna gdzieś na planecie. Oznacza to, że większość bioróżnorodności nadal istnieje i nie jest za późno, by ją ocalić!

Po drugie, wzrost populacji światowej zaczął zwalniać, co wskazuje, że niektóre wyzwania mogą być już za nami. Oczywiście, niektóre części świata nie osiągnęły jeszcze punktu przejścia demograficznego, a nadchodzące eksplozje populacyjne w Azji i Afryce mogą zniszczyć siedliska i organizmy zasiedlające te części globu. Możliwe jednak, że regiony te będą wyglądały podobnie do krajów Europy czy Stanów Zjednoczonych – jako silnie przekształcone krajobrazy, zachowujące jedynie ułamek swojej biologicznej przeszłości. Jednak możemy się uczyć na podstawie naszych wcześniejszych sukcesów i porażek w częściach świata, które już przeszły ten punkt zwrotny, i wykorzystać tę wiedzę, aby poprawiać życie ludzi, jednocześnie chroniąc przyrodę w szybko rozwijających się regionach globu.

Po trzecie, mamy impet. Na całym świecie rośnie zrozumienie, że przyroda nie jest niewyczerpana, jak kiedyś sądzono, a interesariusze tak różnorodni, jak organizacje religijne, instytucje finansowe i organizacje rządowe, uznają, że troska o zasoby naturalne jest najwyższym priorytetem dla zrównoważonego rozwoju ludzkości. Bank Światowy – jeden z głównych dostawców rozwoju międzynarodowego – uznał troskę o środowisko za jeden z trzech filarów zrównoważonego rozwoju i nawiązał współpracę z Organizacją Narodów Zjednoczonych w celu realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (rozdział 17). Przywódcy wielu głównych religii świata wezwali swoich wiernych do lepszego zarządzania środowiskiem (rozdział 5). W encyklice Laudato Si’: W trosce o wspólny dom papież Franciszek zwrócił się do katolików:

Nie wystarczy jednak postrzegać różnych gatunków jedynie jako potencjalne „zasoby” do wykorzystania, pomijając fakt, że mają one wartość samą w sobie. Każdego roku znikają tysiące gatunków roślin i zwierząt, których nigdy nie poznamy, których nasze dzieci nigdy nie zobaczą, ponieważ zostały utracone na zawsze. Zdecydowana większość wymiera z powodów związanych z działalnością człowieka. Z naszego powodu tysiące gatunków nie będą już oddawać chwały Bogu poprzez samo swoje istnienie ani przekazywać nam swojego przesłania. Nie mamy do tego prawa.

Islamska Deklaracja w sprawie Zmian Klimatu, podpisana przez 60 światowych przywódców wiary muzułmańskiej, stwierdza:

Bóg – którego znamy jako Allaha – stworzył wszechświat w całej jego różnorodności, bogactwie i żywotności: gwiazdy, słońce i księżyc, Ziemię i wszystkie jej wspólnoty istot żywych. (…) Co powiedzą o nas przyszłe pokolenia, którym zostawimy w spadku zdegradowaną planetę? Jak staniemy przed naszym Panem i Stwórcą?

Rzeczywiście, istnieje wola osiągnięcia zrównoważonego korzystania z zasobów naturalnych oraz pragnienie ochrony bioróżnorodności, jakich wcześniej nigdy nie było.

Po czwarte, coraz częściej uświadamiamy sobie, że ochrona przyrody i dobrobyt człowieka często idą w parze oraz że to, co dobre dla środowiska, może być dobre także dla ludzi. Rzeczywiście, ostatnie kilka dekad pokazało, że ekosystemy i organizmy w nich występujące dostarczają cennych dóbr i usług (rozdział 6), które napędzają zdrowie i dobrobyt gospodarczy społeczeństw ludzkich (rozdział 7). To uświadomienie w żaden sposób nie umniejsza wewnętrznej wartości bioróżnorodności. Wiele osób wciąż podejmuje działania ochronne z powodów moralnych, kierując się przekonaniem o odpowiedzialności za powierzone nam zasoby oraz wiarą, że gatunki mają prawo do istnienia. Wielu nadal działa na rzecz ochrony z powodu piękna bioróżnorodności oraz zdumienia i inspiracji, jakie ona wywołuje (rozdział 5). Jednak współczesna ochrona przyrody wyszła poza swoje historyczne oparcie na wartości wewnętrznej, uwzględniając również argumenty utylitarne.

Po piąte, nauka będąca podstawą biologii ochrony przyrody szybko dojrzewa. Jak w przypadku większości dyscyplin, narzędzia i techniki stosowane w początkowych latach biologii ochrony przyrody były prymitywne. Modele były często jakościowe, oparte na narracjach, indywidualnych studiach przypadków i metodzie prób i błędów. Jednak w miarę postępów w tej dziedzinie i gromadzenia coraz większej ilości informacji, biologia ochrony przyrody zaczęła się stawać coraz bardziej opartą na dowodach, przewidywalną nauką (rozdział 2). Ponadto nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, szybko ułatwiają monitorowanie stanu gatunków i ekosystemów, w których one występują. Nie oznacza to, że posiadamy już wszystkie potrzebne informacje ani że nasze modele i narzędzia naukowe są doskonałe. Oznacza to jednak, że mamy obecnie wiarygodne metody ilościowego określania i monitorowania bioróżnorodności (rozdział 3), solidne zrozumienie tego, dlaczego bioróżnorodność jest ważna (rozdziały 4–7) i jakie są jej współczesne zagrożenia (rozdziały 8–12), a także narzędzia naukowe niezbędne do jej ochrony na wszystkich poziomach – od genów po ekosystemy – zarówno w siedliskach naturalnych, jak i przekształconych (rozdziały 13–17). DDT Kwaśne deszcze Rachel Carson Gene Likens

Po szóste, ludzie są niezwykle innowacyjni. Mamy bogatą historię rozwiązywania problemów środowiskowych, które w swoim czasie wydawały się nie do pokonania (ryc. 1.10). Jeszcze niedawno powszechne stosowanie pestycydów, takich jak DDT, zagrażało całkowitemu wyniszczeniu populacji ptaków. Emisje tlenków siarki i azotu groziły z kolei zniszczeniem lasów w wielu krajach uprzemysłowionych wskutek kwaśnych deszczy. Natomiast używanie chlorofluorowęglowodorów w aerozolach i czynnikach chłodniczych stwarzało poważne ryzyko zubożenia warstwy ozonowej w górnych partiach atmosfery. Jednak te, wydawałoby się, niemożliwe do rozwiązania wyzwania są dziś sukcesami opisywanymi przez historyków ochrony środowiska. Zostały rozwiązane częściowo dlatego, że ludzie podjęli działania, stając się rzecznikami ochrony przyrody, aby wytworzyć niezbędny w społeczeństwie impuls do zmian i wypracować, na gruncie nauki i inżynierii, potrzebne rozwiązania.

Po siódme i ostatnie – ochrona przyrody ewoluuje w kierunku bardziej zróżnicowanej i inkluzywnej dyscypliny, obejmującej szerszą gamę systemów wiedzy i wartości (patrz rozdział 2). Chociaż kultury zachodnie są często uznawane za twórców współczesnej biologii ochrony przyrody jako dyscypliny, wiele jej fundamentów można wywieść z kultur wschodnich i/lub społeczności rdzennej ludności oraz ich lokalnych systemów wiedzy, sięgających tysiącleci wstecz. Coraz częściej uznaje się, że oddanie należnego uznania tym historycznym podstawom, integracja szerszej gamy systemów wiedzy oraz uwzględnianie bardziej zróżnicowanego zestawu perspektyw przyczyni się do tego, że dyscyplina ta stanie się bardziej reprezentatywna globalnie, inkluzywna, sprawiedliwa i skuteczna.

Następne pokolenie obrońców przyrody

Tak jak udało się nam rozwiązać wcześniejsze problemy środowiskowe, tak samo możemy rozwiązać obecny kryzys bioróżnorodności. Dysponujemy nie tylko społecznym impulsem i narzędziami naukowymi, ale również przykładami sukcesów, które pokazują, że gatunki można ocalić (ramka 1.1). Jednak, w przeciwieństwie do niektórych wcześniejszych problemów środowiskowych, utrata bioróżnorodności ma charakter chroniczny i jest napędzana przez złożoną sieć problemów środowiskowych i społecznych, których rozwiązanie zajmie dziesięciolecia, jeśli nie stulecia. W tym czasie potrzebne będzie nowe pokolenie ludzi – przedstawicieli wielu różnych dyscyplin – mogących kontynuować dziedzictwo zapoczątkowane przez wcześniejszych obrońców ochrony przyrody. Potrzebujemy więcej naukowców takich jak Gretchen Daily, która podkreślała wartość korzyści i usług przyrody dla człowieka, oraz zmarłego E.O. Wilsona, którego projekt „Half-Earth” dąży do wyznaczenia znacznych obszarów planety w celu ochrony bioróżnorodności (patrz ryc. 1.10). Potrzebujemy więcej obrońców takich jak Wangari Maathai, kenijska działaczka społeczna i pierwsza Afrykanka, która otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla za wykorzystanie wspólnotowych nasadzeń drzew jako sposobu walki z ubóstwem i ochrony dzikiej przyrody; Nemonte Nenquimo, kobieta z ludu Waorani w Ekwadorze, która wygrała sprawę sądową chroniącą ponad 200 tysięcy hektarów (>2 tysiące km²) ziem przodków przed wydobyciem ropy, ustanawiając precedens prawny gwarantujący rdzennym społecznościom prawo do zrównoważonego zarządzania swoimi ziemiami; oraz Tuy Sereivathana, nagrodzony Nagrodą Goldmanów (Goldman Environmental Prize) za działania w Kambodży na rzecz ochrony słoni poprzez rozwiązywanie konfliktów z ludźmi. Potrzebujemy więcej wybitnych biologów, takich jak Jane Goodall, którzy wykorzystają swoje osiągnięcia, by stać się głosem zagrożonych gatunków. Potrzebujemy nowego pokolenia pisarzy takich jak Aldo Leopold i artystów takich jak Ansel Adams, którzy potrafią ukazać piękno przyrody osobom, które nigdy go nie doświadczyły. Potrzebujemy także nowego pokolenia odkrywców, takich jak Jacques Cousteau, którzy będą w stanie zaszczepić w nas zachwyt życiem na planecie i ekscytację odkrywaniem nowych organizmów żywych.

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści