Łukasz Wilczyński

Zapowiedź polsko-duńskiej misji księżycowej pojawia się w chwili, gdy polski sektor kosmiczny coraz rzadziej mówi o testach i grantach, a coraz częściej o realnych misjach, kontraktach i kompetencjach. W rozmowie z Academią Łukasz Wilczyński, prezes Europejskiej Fundacji Kosmicznej i agencji Planet Partners, wyjaśnia, dlaczego Księżyc stał się naturalnym kierunkiem dla Polski, co zmieniło się w ostatnich latach w całym sektorze kosmicznym i gdzie przebiega granica między rozwojem naukowym a polityką

Polska technologia ma polecieć w stronę Księżyca. Jak ważny jest to moment dla polskiej nauki i przemysłu kosmicznego?

Łukasz Wilczyński: To jeden z ważnych kroków, bo było i jest ich kilka. Zaczęło się od zwiększenia przez Polskę składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej – dzięki temu mamy astronautę z polską flagą na ramieniu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Kolejnym krokiem było podpisanie umowy na własną konstelację satelitów. Teraz ponownie podnosimy składkę, co plasuje nas już nie w pierwszej dziesiątce, ale w pierwszej szóstce krajów ESA. Finansowo wchodzimy do czołówki. 

Zmienił się też język, jakim polskie firmy branży kosmicznej mówią o swoich przedsięwzięciach. Wcześniej dominowały komunikaty o testach, grantach czy concept studies. Dziś to informacje o rakietach, które osiągają linię Kármána, o polskim astronaucie na ISS, o firmie Scanway podpisującej umowę na lot w kierunku Księżyca. Pojawiają się też komunikaty o budowie konstelacji, zakupach satelitów i ich wynoszeniu na orbitę.

To w jakim miejscu dziś tak naprawdę jesteśmy?

Na różnych poziomach dzieje się bardzo dużo. Rolą zarządzających sektorem jest teraz stworzenie spójnego przekazu: w czym Polska się specjalizuje, na jakich polach ma  przewagę i gdzie chce być za pięć lat. W tym sektorze tempo rozwoju jest zawrotne – to, co dziś jest przewagą, za kilka lat może być standardem.

Za dwa lata w Poznaniu odbędzie się Międzynarodowy Kongres Astronautyczny (IAC). Cały światowy sektor kosmiczny przyjedzie zobaczyć, czy Polska to dojrzały kraj kosmiczny – czy mamy firmy z flight heritage, specjalistów z doświadczeniem orbitalnym, realne kontrakty rynkowe, a nie tylko zamówienia z ESA. Zobaczy też, czy mamy dobrze przygotowane kadry: wydziały, kierunki i dydaktykę.

Tu faktycznie w ostatnim czasie sporo się zmieniło.

Na AGH powstał Wydział Technologii Kosmicznych, a sama uczelnia ma już doświadczenie w misjach satelitarnych. Są studia kosmiczne na Politechnice Gdańskiej, nowy kierunek rusza we Wrocławiu. Kadry zaczynają być przygotowywane w sposób systemowy, nie incydentalny. Z jednej strony mamy Polską Agencję Kosmiczną i Ministerstwo Rozwoju i Technologii, z drugiej – instytucje odpowiedzialne za rozpoznanie gospodarcze i usługi satelitarne z coraz silniejszym komponentem obronnym. 

Jeszcze kilka lat temu cieszyliśmy się, że polska firma zrobiła zawias do pojazdu kosmicznego. Teraz mówimy o „przewagach”. Jak doszło do tej zmiany? 

Sektor dojrzał. Skorzystaliśmy ze zwiększonej składki do ESA i z inwestycji państwa w kosmos. Skończył się etap projektów dla nowych członków, które polegały na wytworzeniu technologii „na próbę”. Teraz działamy w normalnych realiach rynkowych. Część firm przeszła chrzest bojowy, część dostała zimny prysznic. A nowe startupy mają już zupełnie inne modele biznesowe.

Na przykład?

Pojawia się nowa generacja firm. Startupy nie myślą już o jednym urządzeniu czy łaziku, tylko o całych systemach. Na przykład CleverHive Space z Krakowa tworzy oprogramowanie do zarządzania flotą łazików księżycowych – flotą, nie pojedynczym pojazdem. Inny startup planuje technologie poprawiające komfort życia ludzi na Księżycu. To firmy, które wybiegają dwie generacje w przyszłość.

Czyli misja księżycowa to raczej skutek niż początek?

To naturalna konsekwencja. Scanway od lat rozwija technologie optyczne i biznesowo dojrzewa. Dywersyfikuje działalność – produkuje systemy optyczne nie tylko dla sektora kosmicznego, ale też dla innych branż. To racjonalna strategia. Technologie opracowane dla kosmosu często znajdują zastosowanie na Ziemi i to nie jest slogan, tylko praktyka.

Kluczowym momentem było uznanie kosmosu za piątą domenę wojskową NATO.

To zmieniło wszystko. Wtedy stało się jasne, że obserwacja Ziemi, łączność i nawigacja to fundamenty funkcjonowania państwa. Wraz z tym przyszło większe finansowanie badań i rozwój technologii  o podwójnym zastosowaniu. Jeszcze pięć lat temu mało kto znał to pojęcie. Dziś każda technologia jest oceniana również pod kątem wykorzystania cywilnego i obronnego.

Czy to oznacza, że polityka zaczyna się wkradać do sektora kosmicznego?

Na poziomie krajowym – tak, ale w sensie pozytywnym. Polityka pojawia się, gdy rośnie skala inwestycji i znaczenie kosmosu. Coraz więcej osób rozumie, po co nam kosmos. Jestem ekspertem w parlamentarnej grupie ds. przestrzeni kosmicznej – to spotkania bardzo merytoryczne, z przedstawicielami wszystkich opcji politycznych. Tam nie ma sporów ideologicznych. Jest polityka kosmiczna.

A co z wymiarem międzynarodowym, na przykład z programem Artemis?

Program Artemis stał się w pewnym sensie zakładnikiem decyzji politycznych administracji prezydenta Donalda Trumpa. Kampania Artemis Accords sprawiła, że wiele krajów, w tym Polska, podpisało porozumienia. To skierowało uwagę na Księżyc, ale nie można opierać całej strategii tylko na jednym programie – to byłoby zbyt ryzykowne.

Więc po co nam ten cały kosmos?

Kosmos to technologie informatyczne, materiałowe, przemysłowe, medyczne. To badania w mikrograwitacji, krystalizacja białek, produkcja na orbicie. To coraz dokładniejsze dane o Ziemi – schodzące do poziomu regionów i miast. I wreszcie to kierunek rozwoju cywilizacyjnego. Trudny do przeliczenia na zysk, ale fundamentalny. Coraz częściej doceniają go nie tylko państwa, ale i samorządy – ostatnio własne satelity zamówiły Wyspy Kanaryjskie i Walencja.

W Polsce uruchomiliśmy projekt Civil Security Hub Poland, realizowany przez konsorcjum z udziałem Centrum Informacji Kryzysowej CBK PAN, firmy Cloudferro,  Politechniki Warszawskiej i Europejskiej Fundacji Kosmicznej. Jego celem jest dostarczanie służbom ratowniczym analiz satelitarnych on demand, w czasie rzeczywistym. Projekt oficjalnie ruszył niedawno, ale dane, jeszcze przed ofcjalnym startem, były już wykorzystywane podczas ubiegłorocznej powodzi na Dolnym Śląsku.

A Mars? Tam też powinniśmy wysłać własną misję?

Polacy już uczestniczyli w misjach marsjańskich – przy InSight i ExoMarsie. Ale dziś powinniśmy skoncentrować się na Księżycu. Tam technologie szybciej przekładają się na praktyczne zastosowania. Mars jest ważny naukowo, ale nie musi być priorytetem gospodarczym. Kosmos to kierunek, który pozwala człowiekowi się rozwijać. Trudny do monetyzacji, dlatego wymaga cierpliwych inwestorów, którzy rozumieją długi horyzont. Zbyt szybkie wejście kapitału „non space” może przynieść presję: „więcej, szybciej”, zamiast „lepiej i dalej”. A tu liczy się konsekwencja, nie pogoń.

Łukasz Wilczyński, 

Przejdź do treści