Czytasz artykuł w trybie offline
Kto wyznaczy granice sztucznej inteligencji?
Zasadnicza część unijnego aktu o sztucznej inteligencji, która obowiązuje od 2 sierpnia 2026 r., ma chronić użytkowników przed najbardziej ryzykownymi zastosowaniami AI, ale jednocześnie budzi obawy, że Europa sama nakłada na siebie ograniczenia w technologicznym wyścigu ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. – Nie jestem zwolennikiem regulacji, ale naiwnością byłoby zakładanie, że firmy, wprowadzając swoje produkty na rynek, same zadbają o nasze prawa – mówi dr Damian Flisak, członek sieci ekspertów Komisji Europejskiej Team Europe Direct specjalizujący się w prawie nowych technologii
Academia: Co właściwie Akt o sztucznej inteligencji zmienia się z punktu widzenia zwykłego użytkownika internetu, ChatGPT lub innych narzędzi AI?
Dr Damian Flisak: Zacząłbym od tego, że sama potrzeba wprowadzenia takiej regulacji oznacza sytuację, w której wszyscy na czymś tracimy. Nikt nie jest zwolennikiem regulacji dla samej regulacji, bo każda ingerencja prawa w rynek w pewnym stopniu sztucznie kształtuje rzeczywistość rynkową i konkurencję. Tyle że o ile jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu mogliśmy się łudzić, że dostawcy nowych technologii będą podchodzić do rozwoju narzędzi AI z poszanowaniem naszych swobód i praw, dziś już wiemy, że tak się nie stało.
Sztuczna inteligencja jest produktem komercyjnym i przede wszystkim ma przynosić pieniądze spółkom, które ją tworzą. Do tego zakres jej zastosowań jest ogromny i wiele z nich przynosi ludziom bezpośrednie korzyści. Wystarczy spojrzeć na medycynę czy edukację. Jest też jednak generatywna sztuczna inteligencja, która pozwala produkować niemal dowolne treści bez wcześniejszych ograniczeń kosztowych, czasowych czy ilościowych.

Podczas trenowania tych modeli na ogromną skalę pobierano treści z internetu. Niektórzy nazywają to największą kradzieżą w dziejach ludzkości. Jako prawnik mam świadomość gatunkowego ciężaru słowa „kradzież”, więc sam bym go nie używał. Nie zmienia to jednak faktu, że przez długi czas legalności pozyskiwania tych treści nie poświęcano szczególnej uwagi. To jest jedna z okoliczności, który świadczy o tym, że poleganie wyłącznie na samoregulacji dostawców byłoby oderwane od rzeczywistości. Akt w sprawie sztucznej inteligencji jest właśnie odpowiedzią na potrzebę ramowej regulacji AI. Rozporządzenie to wskazuje zakazane zastosowania AI oraz systemy wysokiego ryzyka, czyli takie, które są dozwolone, ale podlegające dodatkowym obowiązkom.
Z punktu widzenia zwykłego człowieka szczególnie widoczne mogą być obowiązki dotyczące oznaczania treści syntetycznych, czyli wygenerowanych przez narzędzi. Chodzi między innymi o to, żebyśmy wiedzieli, kiedy mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją albo z treściami wygenerowanymi lub zmanipulowanymi za jej pomocą. Coraz głębiej zanurzamy się bowiem w rzeczywistości syntetycznej, często nawet o tym nie wiedząc. Nasz mózg widzi twarz i automatycznie zakłada: to jest człowiek, rzeczywista osoba. Tymczasem wcale nie musi tak być. Regulacja ma więc skłonić nas do refleksji nad tym, z czym właściwie mamy do czynienia. Jej cel jest dość prosty: uczynić otoczenie człowieka bezpieczniejszym i bardziej przejrzystym, nie próbując jednocześnie wyeliminować sztucznej inteligencji z naszego życia. To byłoby po pierwsze nierealne, a po drugie – skrajnie nierozsądne.
Unia Europejska mówi dziś o konieczności nadrabiania technologicznego zapóźnienia. Raport Mario Draghiego ostrzegał przed utratą konkurencyjności. Krytycy AI Act mówią więc: właśnie w momencie, gdy powinniśmy przyspieszać, sami zakładamy sobie regulacyjną uzdę.
Spójrzmy na fakty. Prace nad AI Act zaczęły się kilka lat temu. Jeśli jednak cofniemy się do rzeczywistości sprzed tej regulacji, zobaczymy, że Europa również nie była oazą startupów technologicznych ani miejscem, z którego pochodziły największe firmy zajmujące się sztuczną inteligencją. Jednocześnie Stany Zjednoczone przez kilka dekad korzystały z różnic między naszymi modelami gospodarczymi. Panuje tam znacznie większa skłonność do ryzykownego inwestowania kapitału. Ogromne pieniądze trafiały do tysięcy czy milionów przedsięwzięć, z których większość oczywiście zniknęła, ale kilka wyrosło na firmy dominujące dziś na światowym rynku. Do tego Unia Europejska jest nie jednym państwem, a organizmem złożonym z 27 państw, których gospodarki, interesy i kultury biznesowe bardzo się różnią. Zakładam, że trudno o porównanie rynku i systemu prawnego Estonii z Portugalią.
Raport Draghiego słusznie pokazuje europejski dług technologiczny i skalę dystansu wobec USA. Z tym trudno polemizować. Jeśli jednak ktoś całe to zapóźnienie zrzuca na prawo, protestuję, bo nie widzę tu takiego związku przyczynowego. Hasło „Europa reguluje, a Ameryka innowuje” jest skrótem myślowym, a ta narracja zdaje się być wygodna dla dostawców technologii, którzy chcą mieć po prostu jak najmniej przepisów.
Tylko czy prawodawca nie jest tu z góry na straconej pozycji? Kiedy zaczynały się prace nad AI Act, generatywna sztuczna inteligencja nie odgrywała jeszcze roli, jaką odgrywa dzisiaj.
To jest sedno sprawy. Prawo z definicji idzie krok za technologią. W prawie własności intelektualnej widzieliśmy to wielokrotnie. Pojawia się nowy fenomen technologiczny – kiedyś druk, później nagrywanie na kasetach, internet, dziś generatywna sztuczna inteligencja. Jako prawnicy najpierw musimy zrozumieć dane zjawisko i spróbować nałożyć na nie znaną nam siatkę pojęć prawnych. Potem trzeba przygotować propozycję regulacji i zainteresować nią ustawodawcę. Kolejnym etapem jest przeprowadzenie całego procesu legislacyjnego, a na końcu jeszcze wdrożenie. To oznacza naturalne opóźnienie, czasem nawet o kilka lat. Nie jesteśmy w stanie tego uniknąć.
Kiedy podczas spotkań ktoś mówi mi: „Prawo przecież nigdy nie nadąży za technologią”, odpowiadam pytaniem: czy chciałby pan bądź pani żyć w świecie, w którym to prawo wyprzedza technologię? To byłoby jeszcze gorsze. Regulowalibyśmy zjawiska, których nie rozumiemy i które być może nigdy się nie pojawią. Jest zatem tak, że prawo czasami nie trafia dokładnie w punkt, bo reaguje na to, co już zdążyliśmy rozpoznać. A w przypadku sztucznej inteligencji jesteśmy przecież dopiero na początku. Powiedziałbym wręcz, że znajdujemy się w prenatalnej fazie jej rozwoju. A już zobaczmy, dokąd doszliśmy.
Chcesz dostawać najciekawsze teksty Academii PAN?
Zapisz się na newsletter „Nauka i odkrycia”. Najciekawsze badania, odkrycia i rozmowy z naukowcami — prosto na Twoją skrzynkę.
Interesują Cię inne tematy? Wybierz newslettery →
Prawie gotowe
Sprawdź skrzynkę i potwierdź zapis
Wysłaliśmy Ci wiadomość od Academia PAN. Bez kliknięcia przycisku „Potwierdzam” zapis nie zostanie zakończony.
Nie widzisz wiadomości? Odczekaj kilka minut i sprawdź także foldery Spam, Oferty lub Inne.
Dużo rozmawiamy o skrajnych scenariuszach związanych z AI. O czym z punktu widzenia prawa mówimy za mało?
Przede wszystkim nie przełożyliśmy na praktykę dyskusji o czerwonych liniach w rozwoju sztucznej inteligencji. Istnieją organizacje międzynarodowe wskazujące punkty, po przekroczeniu których powinno zapalić się ostrzegawcze światło, ale nie udało nam się tej myśli wystarczająco zoperacjonalizować. AI Act próbuje kształtować regulację antropocentrycznie. Człowiek ma pozostać centralnym punktem całego systemu. Chciałbym jednak, żebyśmy jeszcze wyraźniej określili granice, których nie wolno przekroczyć.
Brak takiej dyskusji powoduje, że później reagujemy z przypadku na przypadek. Pojawia się kolejny problem, więc próbujemy zatrzymać rozwój w jednym miejscu, coś ograniczyć w drugim, ugasić następny pożar. To nie jest dobra metoda prowadzenia polityki wobec technologii.
Jesteśmy daleko poza punktem, w którym moglibyśmy po prostu powiedzieć: rezygnujemy z rozwoju sztucznej inteligencji i wracamy do świata sprzed niej. To się nie wydarzy.
A jeśli zejść z tego poziomu do konkretu, jest jeszcze jeden problem, który szczególnie mnie zajmuje: wynagrodzenie dostawców danych, przede wszystkim twórców, których prace stały się materiałem treningowym dla generatywnej sztucznej inteligencji. U podstaw wydajności tych modeli znajdują się przecież dane pozyskane z internetu, czyli – w dużym uproszczeniu – treści tworzone przez nas wszystkich. Dostawcy systemów AI eksperymentują z danymi syntetycznymi, ale wiemy, że nadmierne trenowanie modeli na treściach produkowanych przez inne modele może prowadzić do pogorszenia ich jakości. To pokazuje, że dane tworzone przez człowieka nadal mają ogromne znaczenie. I to jest jeden z najważniejszych argumentów środowisk twórczych w rozmowie z największymi firmami technologicznymi: wy potrzebujecie nas, może nie w takim stopniu, w jakim my zaczynamy zależeć od was, ale jednak potrzebujecie. Tymczasem prawdziwego dialogu o wynagrodzeniu właściwie nie ma. Z mojego rozeznania wynika, że jeśli stawki są w ogóle proponowane, bywają nieadekwatnie niskie.
A co ma zrobić właściciel niewielkiej polskiej firmy, który używa ChatGPT do tłumaczeń, obsługi klientów czy analizy dokumentów? Czy jest dziś w stanie sam zrozumieć swoje obowiązki?
Raczej nie. Prawdopodobnie sam ominie większość raf, ale część obowiązków jest na tyle głęboko ukryta w regulacji i zależna od konkretnego sposobu wykorzystania AI, że ich zrozumienie może wymagać rozmowy zarówno ze specjalistą technicznym, jak i prawnikiem. Nie traktowałbym tego jednak jako dowodu, że regulacja jest zła. Sztuczna inteligencja jest zjawiskiem bezprecedensowym. W naszej historii nie mieliśmy wcześniej wynalazku, do którego moglibyśmy ją po prostu przyrównać i skopiować gotowe rozwiązania.
Zanim jednak właściciel małej firmy zacznie pytać prawnika o zgodność z AI Act, powinien zadać sobie inne pytanie: czy rzeczywiście potrzebuję sztucznej inteligencji? Wiele przedsiębiorstw ulega dziś presji: konkurencja ma AI, więc my również musimy ją mieć. Być może w ogóle jej nie potrzebujecie. A jeśli jej potrzebujecie, to może nie wszędzie, tylko w jednym konkretnym obszarze. Najpierw trzeba więc ustalić rzeczywistą potrzebę, a dopiero potem dobierać technologię.
Jeżeli firma rzeczywiście chce z niej korzystać, są już kancelarie specjalizujące się w tym obszarze. Za kwotę niewielką w porównaniu z potencjalnymi korzyściami i ryzykiem można poukładać procesy tak, żeby działalność nie wchodziła w konflikt z prawem.
To staje się tym ważniejsze, że w Polsce powstaje system nadzoru nad rynkiem AI. Ryzyko kontroli przestaje więc być czysto teoretyczne.
Po czym za trzy–cztery lata poznamy, że AI Act się udał?
W wersji dramatycznej: po tym, że nadal będziemy istnieć. Ujmując rzecz mniej dramatycznie – po tym, że nadal będziemy potrzebni i nie będziemy mieli poczucia, że żyjemy w orwellowskim świecie permanentnej inwigilacji. Wyobrażam sobie zwykłego Kowalskiego zapytanego na ulicy: „Sztuczna inteligencja – dobre to czy złe?”. I chciałbym, żeby odpowiedział: dla mnie dobre. Bo dzięki niej powstała nowa terapia. Bo moje dziecko wreszcie zrozumiało coś na lekcji historii, kiedy mogło to sobie zobaczyć. Bo moja żona, pracująca przy taśmie produkcyjnej, nie musi już dźwigać ciężarów, tylko współpracuje z maszyną, która ją odciąża.
Sukcesu AI Act nie powinniśmy mierzyć przede wszystkim interesami największych firm świata. Ostatecznym punktem odniesienia powinien być człowiek – właśnie taki Kowalski, który chodzi po ulicy i ma prawo czuć się bezpiecznie w świecie, w którym coraz większą rolę odgrywa sztuczna inteligencja.
Dr Damian Flisak – doktor nauk prawnych i radca prawny, of counsel w kancelarii Lubasz i Wspólnicy, gdzie zajmuje się prawem własności intelektualnej, IT i nowych technologii. Specjalizuje się między innymi w prawnych aspektach generatywnej sztucznej inteligencji i prawa autorskiego. Ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie praktyczne; jest także członkiem sieci ekspertów Komisji Europejskiej Team Europe Direct w zakresie regulacji AI oraz autorem publikacji poświęconych sztucznej inteligencji i własności intelektualnej.
„Prawo z definicji idzie krok za technologią.”
dr Damian Flisak
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Ludzie PAN. Prof. dr hab. Konrad Osajda i prawo codzienności
Ludzie PAN. Prof. dr hab. Konrad Osajda i prawo codzienności Przejdź do publikacji: Ludzie PAN. Prof. dr hab. Konrad Osajda i prawo codzienności
Przejdź do publikacji: Czy AI naprawdę zagrozi ludzkości?
Czy AI naprawdę zagrozi ludzkości? Przejdź do publikacji: Czy AI naprawdę zagrozi ludzkości?
Przejdź do publikacji: Raport ONZ: świat nie nadąża za rozwojem AI