Wersja beta aplikacji

Czytasz artykuł w trybie offline

Ludzie PAN. Prof. dr hab. Konrad Osajda i prawo codzienności

Prof. Osajda

Prawo prywatne może brzmieć technicznie, ale dotyczy najbardziej codziennych i osobistych spraw. O tym, dlaczego prawnik powinien „rozmawiać z przepisami”, mówi prof. dr hab. Konrad Osajda z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk

Ludzie PAN to cotygodniowy cykl poświęcony wybitnym naukowcom Polskiej Akademii Nauk – ich badaniom, odkryciom i drodze zawodowej.

Academia: Co właściwie jest fascynującego w prawie prywatnym? Umowy czy prawo spadkowe mogą się wydawać bardzo technicznymi dziedzinami.

Konrad Osajda: Fascynujące jest to, że prawo prywatne nas otacza. Cokolwiek robimy, nawet jeśli nie mamy tego świadomości, bardzo często niesie ze sobą konsekwencje prawne. Włączamy światło – realizujemy umowę o dostawę energii, za którą później płacimy. Jest taka stara anegdota z egzaminu ze wstępu do prawoznawstwa. Profesor mówi do studenta: „Proszę wyjrzeć przez okno i powiedzieć, co pan widzi”. Student odpowiada: ulicę, samochód, drzewo. Profesor daje mu jeszcze jedną szansę. Student patrzy uważniej: samochód jedzie, człowiek idzie, dziecko biegnie za piłką. W końcu pyta: „Panie profesorze, to co powinienem zobaczyć?”. A profesor odpowiada: „Podmioty i przedmioty stosunków prawnych”. To dobrze pokazuje, że prawo prywatne jest prawem życia codziennego. Nie unikniemy zawierania umów ani prawa spadkowego – bywamy spadkobiercami, a kiedyś sami będziemy spadkodawcami.

Prawo pozwala zobaczyć dodatkową warstwę rzeczywistości. Trochę przypomina pod tym względem język obcy. Kiedy poznajemy go głębiej, zaczynamy rozumieć nie tylko słowa, ale także pewien kod kulturowy. Z prawem jest podobnie. Potrafi też dostarczać znakomitych historii. Prawnicy nie bez powodu bywają gawędziarzami.

Pan zajmuje się prawem porównawczym. Co różnice między systemami prawnymi mówią nam o społeczeństwach, które je stworzyły?

Prawo, w przeciwieństwie do większości nauk, jest bardzo silnie związane z konkretnym państwem i społeczeństwem. Nie ma biologii polskiej, niemieckiej czy francuskiej ani fizyki hiszpańskiej czy norweskiej. Prawo jest natomiast inne w każdym kraju. Można zapytać: po co prawnicy wszędzie na nowo wynajdują koło? Problemy, z którymi mierzymy się w prawie prywatnym, są przecież podobne. Ludzie zawierają umowy, wchodzą w związki małżeńskie, dziedziczą, rozwodzą się. Tyle że prawo jest produktem kultury konkretnej społeczności. Wiąże się z jej historią, tradycją czy religią. Szczególnie wyraźnie widać to choćby w prawie rodzinnym.

Jednocześnie, zwłaszcza w prawie dotyczącym działalności gospodarczej, systemy prawne coraz bardziej się do siebie zbliżają. Nawet jeśli treść przepisów nie jest taka sama, sądy w podobnych sprawach coraz częściej dochodzą do zbliżonych rozstrzygnięć. Globalizacja wzmacnia tę tendencję.

Prawo spadkowe wiąże się z bardzo silnymi emocjami. Jak bardzo prawnik powinien brać je pod uwagę?

Mówi się czasem o problemach lekarzy z empatią wobec pacjentów. Z prawnikami jest podobnie. Prawnik musi oczywiście bardzo dobrze znać prawo od strony technicznej, ale pracuje z człowiekiem. Prawo i medycyna są pod tym względem zaskakująco blisko siebie: jedno i drugie ma człowiekowi pomagać. Różnica polega trochę na tym, że do lekarza chodzimy regularnie, a do prawnika zazwyczaj dopiero w stanie zawału. A przecież prawnik pierwszego kontaktu, podobnie jak lekarz rodzinny, mógłby pomóc, zanim problem stanie się naprawdę poważny.Potrzebę empatii prawników dobrze widać dziś przy firmach rodzinnych i problemie sukcesji. Kiedy rodzina ma duży majątek, ale także wiele skomplikowanych relacji i emocji, sama wiedza prawna może nie wystarczyć. Są kancelarie, które przy takich sprawach współpracują z psychologami. Czasem prawnik powinien powiedzieć: ja przyjdę jutro, a dzisiaj najpierw porozmawiajcie z psychologiem. Najpierw trzeba uporządkować relacje między ludźmi, a dopiero później budować konstrukcję prawną.

Jak uczy pan studentów takiego myślenia?

Nie mam jednego ulubionego problemu, który im stawiam. Bardziej chodzi mi o metodę. Uważam, choć może zabrzmi to jak herezja, że dobry prawnik to nie ten, który przepisy zna na pamięć, ale ten, który z przepisami rozmawia. Stawiam więc studentom problem i pytam: jak odpowiedzielibyście jako adwokat jednej strony? A jak jako pełnomocnik drugiej? Jak jako sędzia? Co się stanie, jeśli zmienimy jeden element sytuacji?

W edukacji prawniczej nie chodzi dziś o zapamiętywanie treści prawa. Mamy elektroniczne bazy danych, rozwija się sztuczna inteligencja, a prawa jest zbyt dużo, by pamiętać wszystko. O tym, czy ktoś jest dobrym prawnikiem, decyduje raczej to, czy potrafi zastosować przepisy, dostrzec kolejne warstwy problemu i zrozumieć, że ten sam przepis może wymagać interpretacji.

Istnieje społeczny mit, że wystarczy napisać prawo tak, żeby każdy je rozumiał. Nie. To skomplikowany instrument, który wymaga określonych kompetencji, podobnie jak medycyna czy fizyka. Nie można oczekiwać, że człowiek mający problem prawny po prostu otworzy kodeks cywilny i znajdzie w nim gotową odpowiedź.

Najważniejszym punktem odniesienia powinien jednak pozostawać sprawiedliwy rezultat stosowania prawa.  Nieprzypadkowo mamy w państwach ministerstwa sprawiedliwości, a nie ministerstwa prawa.

Skoro pojawiła się sztuczna inteligencja, co już dziś robi ona z pracą prawnika?

Bardzo dużo, a będzie robiła jeszcze więcej. Sam korzystam z niej coraz częściej. Nadal jest głęboko niedoskonała, ale rozwija się w dobrym kierunku. Dla doświadczonego prawnika to znakomite narzędzie. Pomaga zebrać i uporządkować materiał, ale popełnia błędy, więc trzeba potrafić zweryfikować rezultat jej pracy. Bardzo dobrze sprawdza się także przy szukaniu słabych punktów własnej argumentacji. Moim zdaniem w prawie jest ciekawsza nie wtedy, kiedy prosimy ją o stworzenie czegoś od zera, lecz kiedy dajemy jej istniejącą argumentację i pytamy: gdzie są jej słabości i co jeszcze należałoby uwzględnić.

W przyszłości jej rola może być znacznie większa. Uważam nawet, że w pewnych kategoriach spraw mogłaby przejąć część pracy wykonywanej dziś przez sądy pierwszej instancji. Jej przewagą byłyby szybkość i przewidywalność. Człowiek mógłby włączać się na dalszym etapie, jeśli rozstrzygnięcie zostałoby zakwestionowane.

Prawo to jednak praca z człowiekiem, a więc również konieczność dostrzeżenia jego szczególnej sytuacji i kontekstu psychologicznego. Sztuczna inteligencja może być za mało ludzka, by niektóre rzeczy właściwie ocenić. Dlatego nie sądzę, żeby całkowicie zastąpiła prawników.

Widzę też zagrożenie w wykorzystywaniu jej przez młodych prawników, zanim sami zdobędą odpowiednie kompetencje. Zachęcam studentów, żeby z niej korzystali. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek zamiast nauczyć się samodzielnie myśleć, zaczyna całkowicie polegać na narzędziu.

Jak przez lata pana pracy zmieniło się samo prawo?

Prawo w Polsce zmienia się bardzo intensywnie, ponieważ zmienia się kraj. Jesteśmy zamożniejszym społeczeństwem, gospodarka stała się bardziej rozwinięta i pojawiają się problemy, których wcześniej po prostu nie było. Kiedy zaczynałem pracę, wiele elementów prawa gospodarczego było jeszcze słabo rozwiniętych. W gospodarce centralnie sterowanej nie były potrzebne. Na moich oczach ogromnie rozwinęło się więc prawo gospodarcze i handlowe. Mamy coraz bardziej złożone przedsiębiorstwa, więcej typów spółek, firmy działające jednocześnie w różnych krajach, nowe konstrukcje, takie jak fundacje rodzinne. Prawo prywatne, szczególnie gospodarcze, stało się znacznie bardziej skomplikowane i wymaga od prawników więcej niż kiedyś.

Druga zmiana to umiędzynarodowienie. Przy transakcji coraz częściej trzeba odpowiedzieć na pytanie: jakiemu prawu ona podlega? Polskiemu? Chińskiemu? Prawu Hongkongu? Ludzie mieszkają w różnych krajach i posiadają majątek w różnych miejscach.

Zmienił się też sam majątek. Kiedy zaczynałem zajmować się prawem spadkowym, typowy spadek oznaczał mieszkanie, czasem samochód i inne dobra materialne. Dzisiaj ktoś może posiadać miecz w grze komputerowej, który ma realną wartość. Mamy konta pocztowe, profile w serwisach społecznościowych i całą cyfrową sferę naszego życia. Prawo musi odpowiedzieć na pytanie, co się z tym wszystkim dzieje po śmierci człowieka. Czy jest to element spadku? Kto może uzyskać dostęp do konta? 

Prawa jest więc coraz więcej i staje się ono coraz bardziej złożone. Ale jako naukowiec mogę powiedzieć: dzięki temu jest też coraz ciekawsze.

Gdyby mógł pan poświęcić rok jednemu problemowi prawnemu, którego rozwiązanie rzeczywiście coś by zmieniło, co by pan wybrał?

Jeżeli pytamy o wyzwanie, które miałoby największe znaczenie globalne, wskazałbym unifikację prawa. Chodzi o to, żeby tam, gdzie nie ma powodów, by systemy prawne się różniły, prawo było bardziej jednolite. Spójrzmy na Unię Europejską. Mamy Schengen, możemy swobodnie podróżować, zniesiono dodatkowe opłaty roamingowe. Dlaczego tak wiele aspektów prawa nadal musi wyglądać inaczej w każdym kraju? Oczywiście wymagałoby to konsensusu politycznego i właśnie tutaj widzę główną przeszkodę. Od strony naukowej jest to możliwe. W Europie pojawiały się przecież projekty wspólnego kodeksu cywilnego.

Nie oznacza to likwidowania wszystkich różnic. Te związane z kulturą czy tradycją, choćby w prawie rodzinnym, mogą pozostać. Ale prawo umów czy typowe rozwiązania gospodarcze mogłyby być znacznie bardziej jednolite. Student wykształcony w Warszawie mógłby dzięki temu łatwiej pracować później w Paryżu, Brukseli czy Madrycie.

Natomiast problemem, który mnie osobiście najbardziej interesuje i którym obecnie się zajmuję, jest przekazywanie majątku z pokolenia na pokolenie. Chodzi o znalezienie takich instrumentów prawnych, które pozwolą budować w Polsce trwały rodzimy kapitał. W niektórych krajach majątek rodzinny budowano przez dziesiątki czy setki lat. W Polsce ten proces wielokrotnie przerywano. Dlatego interesują mnie firmy rodzinne i ich sukcesja: przedsiębiorstwa, które przechodzą na następne pokolenie, a ono nie zaczyna wszystkiego od nowa, tylko rozwija to, co otrzymało.

Fundacje rodzinne są jednym z instrumentów, które mogą temu służyć, choć ten system będzie jeszcze wymagał pracy. Gdyby udało się stworzyć rozwiązania pozwalające przedsiębiorstwom i kapitałowi stabilnie przechodzić z pokolenia na pokolenie, mogłoby to mieć znaczenie daleko wykraczające poza pojedyncze rodziny.

Konrad Osajda – profesor doktor habilitowany nauk prawnych, pracownik Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, członek Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się prawem prywatnym, w szczególności prawem spadkowym, handlowym i prawem spółek, a także badaniami prawnoporównawczymi. Ukończył studia na WPiA UW oraz studia LL.M. na Uniwersytecie w Ottawie, gdzie prowadził również zajęcia z porównawczego prawa umów. Jest autorem monografii i artykułów naukowych oraz redaktorem komentarza do kodeksu cywilnego. Był członkiem Akademii Młodych Uczonych PAN.

Prawo to praca z człowiekiem, a więc również konieczność dostrzeżenia jego szczególnej sytuacji i kontekstu psychologicznego. Sztuczna inteligencja może być za mało ludzka, by niektóre rzeczy właściwie ocenić. Dlatego nie sądzę, żeby całkowicie zastąpiła prawników.

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści