Czytasz artykuł w trybie offline
Prof. Mrówczyńska: Największe wyzwanie dopiero przed polskimi uczelniami. Nie tylko pieniądze.
Prof. Maria Mrówczyńska
Za kilka lat polskie uczelnie mogą stanąć przed podwójnym kryzysem: gwałtownym spadkiem liczby studentów i niedoborem naukowców. Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Maria Mrówczyńska uważa, że potrzebne są większe nakłady na naukę, ale równie ważne jest przełamanie kultury działania w pojedynkę i budowanie współpracy między instytucjami.
Czego dziś najbardziej brakuje polskiej nauce?
Nie sprowadzałabym potrzeb wyłącznie do finansowania, choć oczywiście jest ono bardzo ważne. Niedawno odbył się protest środowiska naukowego apelującego o zwiększenie nakładów na naukę do 3 proc. PKB. Zgadzam się, że obecny poziom finansowania nie jest wystarczający, a osiągnięcie nawet 2 proc. PKB, czyli średniej unijnej, byłoby dla polskiej nauki ogromnym impulsem rozwojowym. Pieniądze nie są jednak jedynym problemem.
Równie istotne są jednak zmiany systemowe i organizacyjne. Polski naukowiec zbyt często musi pełnić wiele ról jednocześnie – nie tylko prowadzi badania, ale także przygotowuje wnioski grantowe, zarządza projektami, odpowiada za kwestie formalne i rozliczenia finansowe. To znacząco ogranicza czas, który mógłby poświęcić na pracę naukową. Potrzebujemy również większego profesjonalnego wsparcia w zakresie pozyskiwania i obsługi grantów oraz uproszczenia procedur administracyjnych. Mamy potencjał, by skuteczniej konkurować o krajowe i międzynarodowe środki badawcze, ale wymaga to lepszej organizacji systemu. Dlatego powiedziałbym, że polskiej nauce najbardziej brakuje dziś nie tylko większych nakładów, ale także warunków, które pozwolą naukowcom skupić się na tym, do czego zostali powołani – prowadzeniu badań i tworzeniu innowacji.
Czy cel 3 proc. PKB na naukę jest realny?
Naszym celem jest 2 proc., być może nieco więcej w perspektywie pięciu lat. To poziom, do którego będziemy dążyć.
Spotkałem się z opinią, że skoro pieniędzy jest mało, nie stać nas na udawanie, że każda uczelnia jest Harvardem. Może trzeba wyraźniej podzielić system na uczelnie badawcze i te nastawione przede wszystkim na kształcenie?
Nie zgodziłabym się więc z tezą, że wszystkim dajemy po równo. Istnieje wyraźny podział między uczelniami akademickimi a zawodowymi, a wśród tych pierwszych funkcjonuje grupa uczelni mających stanowić elitę polskiej nauki. Mamy uczelnie akademickie o statusie uczelni badawczej, laureatów konkursu IDUB, które otrzymują zwiększoną o 10 proc. subwencję i dla części z nich są to znaczące środki. Mamy też bardzo dobre uczelnie zawodowe, które odpowiadają na potrzeby swoich regionów i dostosowują ofertę do lokalnego rynku pracy, a najlepsze z nich otrzymują wsparcie w ramach programu Dydaktyczna Inicjatywa Doskonałości.
Nad uczelniami wisi jednak problem demograficzny. Roczniki się kurczą. Jak sobie z tym poradzić?
Problem demograficzny będzie jednym z największych wyzwań dla uczelni za pięć–sześć lat. Obecny rocznik maturzystów jest większy od poprzedniego o około 100 tys. osób, a kolejny będzie podobny. To oznacza, że przez pewien czas liczba kandydatów na studia utrzyma się na relatywnie wysokim poziomie, jednak później czeka nas wyraźne zmniejszenie liczby potencjalnych studentów. W tej sytuacji najlepiej poradzą sobie uczelnie, które będą w stanie przyciągać kandydatów wysoką jakością kształcenia i badań.
Czy studenci z zagranicy mogą uratować system?
Obecnie w Polsce studiuje około 100 tys. cudzoziemców. Przy ponad milionie studentów oznacza to około 10 proc. wszystkich studiujących. To ważna grupa, jednak sama nie zrekompensuje skutków zmian demograficznych, z którymi będą mierzyć się polskie uczelnie.
Studenci zagraniczni odgrywają istotną rolę w umiędzynarodowieniu szkolnictwa wyższego, podnoszą jego atrakcyjność i wzmacniają międzynarodową wymianę doświadczeń. Jednocześnie zależy nam nie tylko na przyciąganiu młodych ludzi z innych krajów, ale także na kształceniu specjalistów, którzy będą wspierać rozwój polskiej gospodarki. Dlatego zwiększanie liczby studentów zagranicznych powinno być jednym z elementów strategii rozwoju uczelni, a nie jedyną odpowiedzią na wyzwania demograficzne.
Mamy spadającą liczbę studentów, ale czy to samo stanie się z naukowcami?
Myślę, że powinniśmy postawić pytanie inaczej: czy już nie mamy problemu z naukowcami? I to nie tylko z młodymi ludźmi rozpoczynającymi karierę. Najliczniejszą grupę stanowią obecnie osoby między 50. a 60. rokiem życia. Wszystkie młodsze grupy są już mniej liczne. Jeśli nie zwiększymy finansowania nauki, kryzys obejmie również nauczycieli akademickich.
Jaki jest plan, żeby to zmienić?
Przede wszystkim zwiększenie finansowania. W zespole pracującym nad zmianą ustawy Prawo
o szkolnictwie wyższym i nauce proponowaliśmy dojście do 2 proc. PKB w ciągu kolejnych pięciu lat
i propozycja ta uzyskała akceptację kierownictwa resortu. Zaproponowaliśmy też procentowe powiązanie wynagrodzeń asystenta i adiunkta z pensją profesora, a także zwiększenie stypendium doktoranckiego, zarówno przed oceną śródokresową, jak i po niej. Mamy również propozycję, dyskutowaną w środowisku akademickim od lat, powiązania wynagrodzenia profesora z wynagrodzeniem w gospodarce. Dziś jest ono ustalane rozporządzeniem ministra i nie jest powiązane z żadnym wskaźnikiem funkcjonującym w gospodarce.
Mówi się też o większym udziale biznesu we współfinansowaniu nauki. Tyle że polski biznes szczególnie się do tego pali. Co można zrobić, żeby to zmienić?
Udział biznesu wynosi około 0,3 proc. PKB. To rzeczywiście mało. Przedsiębiorcy zgłaszają problemy, przede wszystkim mówią o biurokracji uczelni i opieszałości w podejmowaniu decyzji. Tyle, że po stronie biznesu też istnieje trudność w podejmowaniu decyzji, bo inwestycje w badania nie zawsze oznaczają pewny zysk. Przeciwnie, może się okazać, że przyniosą stratę, a badania pokażą, że dany produkt, materiał czy procedura się nie sprawdza.
Zespół do spraw transferu technologii zarekomendował działania usprawniające komercjalizację wyników badań naukowych. Dotyczą m.in. sposobu wyceny własności intelektualnej. To duży problem na uczelniach, bo jako pracownicy naukowi w ramach obowiązków służbowych wypracowujemy określone rozwiązania, ale one nie są naszą własnością. Mamy do nich prawa autorskie, ale nie prawa majątkowe. Jeżeli chcielibyśmy takie rozwiązanie wykupić, trzeba je wycenić. Jeżeli rektor chciałby wnieść je aportem do spółki, również musi dokonać wyceny. Dlatego pojawiła się propozycja prostego mechanizmu wyceny własności intelektualnej, tak aby nie pozostawała niewykorzystana, lecz mogła zostać kupiona przez zainteresowany podmiot.
Zaproponowano również urlop przedsiębiorczy, czyli możliwość uzyskania trzyletniego bezpłatnego urlopu na uczelni lub w instytucie po to, aby zająć się własną spółką, która mogłaby skomercjalizować dane rozwiązanie.
A co musiałoby się stać, by w Polsce powstawały badania na poziomie noblowskim, niezależnie od tego, czy ktoś Nobla rzeczywiście dostanie?
Powinniśmy mieć więcej pieniędzy na naukę i powinniśmy lepiej wykorzystywać możliwości, które już mamy.
Przez ostatnie 22 lata członkostwa w Unii Europejskiej zainwestowaliśmy duże środki w rozwój infrastruktury badawczej, dzięki czemu uczelnie i instytuty są dobrze wyposażone. Jesteśmy w procesie udostępniania bazy infrastruktury badawczej, w której będzie można korzystać, aby sprawdzić, gdzie znajduje się konkretny sprzęt. Byłam chyba w każdej publicznej uczelni w kraju i w wielu instytutach. Gdziekolwiek się pojedzie, rektorzy i dyrektorzy chwalą się infrastrukturą: tutaj mamy taki mikroskop, tam inny. Tylko że ten sam mikroskop jest w kilku miejscach. Nie zawsze jest uzasadnione dublowanie kosztownej infrastruktury. Jeśli chcemy dojść do poziomu noblowskiego, musimy zacząć działać zespołowo.
Wciąż zdarza się, że infrastruktura badawcza nie jest wykorzystywana w pełni wspólnie: kupiłem coś z grantu, więc to jest moje i nikomu nie udostępnię. Niekiedy wymaga to wielu uzgodnień, żeby infrastruktura była dostępna wszystkim. Wciąż uczymy się kultury współpracy między instytucjami. Czasami wciąż dominuje przekonanie, że skoro dana infrastruktura została zakupiona przez konkretną jednostkę, to powinna służyć wyłącznie jej.
Podam przykład, który bardzo mnie uderzył. Dwa lata temu na Stanfordzie spotkałam polskiego naukowca, który wcześniej zrobił doktorat z fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Opowiadał, że poznał ciekawych ludzi i zobaczył, jak można pracować inaczej, ale kiedy wszedł do tamtejszego laboratorium, przeżył szok. Mieli tam infrastrukturę, jakiej u nas na Uniwersytecie Warszawskim nie trzyma się już nawet w piwnicy. Stracił dwa miesiące, żeby nauczyć się obsługiwać stare maszyny. To było spojrzenie młodego człowieka, który wyjechał z Polski, nawiązał świetne kontakty, ale jednocześnie stwierdził, że infrastruktura wcale nie jest tam lepsza.
Jest jeszcze jeden problem. W moim odczuciu jako kraj nie potrafimy promować wybitnych naukowców. Wielu z nich to ludzie skromni. Menedżerami nigdy nie będą. Potrzebują wsparcia, także lobbingu w środowiskach, które decydują o nagrodach. I nie chodzi nawet o pieniądze. Chodzi o grupę ludzi do zadań specjalnych, która potrafiłaby dotrzeć tam, gdzie trzeba. Potrzebujemy profesjonalnej promocji osiągnięć naszych naukowców i skuteczniejszej obecności w międzynarodowych środowiskach naukowych. Nobel to nie ewaluacja, w której ktoś policzy publikacje albo punkty na liście ministerialnej i powie: jest pierwszy, damy mu Nobla.
Gdybyśmy spotkali się za 10 lat, po czym moglibyśmy poznać, że jesteśmy na dobrej drodze?
Jeśli za 10 lat spojrzymy na statystyki i młodych ludzi, przede wszystkim asystentów na uczelniach, będzie więcej niż profesorów, będziemy mieli zdrowo ułożony system. Wtedy powiem, że jesteśmy na dobrej drodze. Dziś jest odwrotnie.
Prof. dr hab. inż. Maria Mrówczyńska jest geodetką i specjalistką w zakresie geodezji oraz kartografii, profesor nauk inżynieryjno-technicznych. Ukończyła geodezję i kartografię na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, doktoryzowała się w 2006 r. na Politechnice Warszawskiej i tam uzyskała habilitację w 2013 r. Od 2001 r. związana jest z Uniwersytetem Zielonogórskim, gdzie była m.in. dyrektorką Instytutu Budownictwa i prorektorką ds. współpracy z gospodarką. Od 2023 r. pracuje w resorcie nauki, obecnie jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Specjalizuje się w informatyce geodezyjnej, jest członkinią Komitetu Geodezji PAN.
polskiej nauce najbardziej brakuje dziś nie tylko większych nakładów, ale także warunków, które pozwolą naukowcom skupić się na tym, do czego zostali powołani – prowadzeniu badań i tworzeniu innowacji.
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Granty ERC. Jak pozyskiwać je skuteczniej?
Granty ERC. Jak pozyskiwać je skuteczniej? Przejdź do publikacji: Granty ERC. Jak pozyskiwać je skuteczniej?
Przejdź do publikacji: „System zakłada, że naukowca trzeba przede wszystkim pilnować”. Prof. Pałys o polskiej nauce
„System zakłada, że naukowca trzeba przede wszystkim pilnować”. Prof. Pałys o polskiej nauce Przejdź do publikacji: „System zakłada, że naukowca trzeba przede wszystkim pilnować”. Prof. Pałys o polskiej nauce
Przejdź do publikacji: Innowacyjność, która się nie sprzedaje. Prof. Kleiber o nauce, polityce i sztucznej inteligencji.