Zgodnie z propozycją MNiSW polskojęzyczne czasopisma humanistyczno-społeczne powinny otrzymywać wysoką punktację na ministerialnej liście, niezależnie od ich realnego zasięgu czy jakości, ponieważ mają „przyczyniać się do rozwoju refleksji naukowej po polsku”. Sama humanistyka i nauki społeczne przedstawiane są przy tym jako obszary silnie zakorzenione w krajowym obiegu kulturowym i językowym, a publikowanie po angielsku bywa opisywane jako swoisty wymysł nauk ścisłych, narzucany całej humanistyce

Chciałbym odnieść się do tej narracji jako przedstawiciel zarówno humanistyki (reprezentuję kulturoznawstwo) jak i nauk społecznych, takich jak medioznawstwo i socjologia. Postaram się pokazać, że obraz ten jest znacznie bardziej zniuansowany, a sama humanistyka pozostaje obszarem niezwykle zróżnicowanym i wewnętrznie niejednorodnym

W globalnym obiegu naukowym dominacja języka angielskiego jest dziś faktem dobrze udokumentowanym. Nawet w naukach społecznych i humanistycznych publikacje anglojęzyczne stanowią około 90 proc. prac indeksowanych w międzynarodowych bazach bibliograficznych. Interesująco wygląda sytuacja w innych europejskich systemach akademickich, gdzie – mimo funkcjonowania języków narodowych – publikowanie po angielsku jest znacznie powszechniejsze niż w Polsce. W 2014 r. publikacje anglojęzyczne stanowiły 60–70 proc. ogółu dorobku HS w takich krajach jak Finlandia, Norwegia czy Dania, podczas gdy w Polsce było to zaledwie około 17 proc., a aż ponad trzy czwarte publikacji ukazywało się po polsku. Choć są to dane sprzed kilku lat, różne analizy dotyczące ostatniej ewaluacji wskazują, że dominacja języka polskiego w naukach społecznych i humanistycznych pozostaje bardzo wysoka także dziś.

Nie chodzi jednak o to, że w innych krajach nie publikuje się w językach narodowych. Co więcej, dyskusje o „suwerenności językowej” w nauce nie są niczym wyjątkowym – toczyły się lub wciąż się toczą w wielu krajach. Dobrym przykładem są państwa nordyckie, które przyjęły koncepcję parallel language use, zapisaną m.in. w Declaration on Nordic Language Policy. W praktyce oznacza ona jasny podział funkcji: języki narodowe pozostają kluczowe w dydaktyce, zwłaszcza na niższych poziomach kształcenia, oraz w komunikacji ze społeczeństwem, natomiast angielski jest powszechnie uznawany za lingua franca publikacji naukowych, a skuteczne uczestnictwo w międzynarodowym obiegu badań – w tym sukcesy grantowe – w dużej mierze od języka angielskiego zależy.

To, co obecnie proponuje MNiSW, nie przypomina dobrze zaprojektowanego modelu równoważącego różne funkcje humanistyki.

W takim modelu byłoby miejsce zarówno na publikowanie po polsku, jak i na uznanie, że badacze publikujący po angielsku nie są żadnymi „globalistami” czy „neoliberałami”, lecz po prostu naukowcami starającymi się uczestniczyć w międzynarodowym obiegu wiedzy. 

Nie chodzi też o to, aby historycy zajmujący się Polską nagle musieli pisać po angielsku, ani aby prawnicy analizujący polski system prawny rezygnowali z języka polskiego. Podobnie w przypadku filologii czy badań nad literaturą i językiem narodowym publikacje w języku lokalnym są często naturalne, potrzebne i muszą być odpowiednio docenione. W wielu krajach europejskich wyraźnie rozróżnia się funkcje obu obiegów komunikacji naukowej: silny, profesjonalny krajowy obieg współistnieje z obiegiem międzynarodowym, który jest wyraźnie premiowany ze względu na jego znaczenie dla konkurencyjności systemu nauki (np. fiński system Publication Forum). W praktyce oznacza to m.in. utrzymywanie osobnych kategorii lub list czasopism krajowych i międzynarodowych, stabilne finansowanie wysokiej jakości czasopism w narodowych językach, wsparcie dla tłumaczeń i umiędzynarodowienia książek humanistycznych, a także system oceny, który uznaje różne funkcje publikacji – lokalne, kulturotwórcze i eksperckie – i ocenia je w odpowiednich kategoriach aktywności, często odróżniając je od dorobku stricte naukowego. 

Jeszcze raz warto podkreślić: absolutnie nie chodzi o wyrugowanie języka polskiego z nauki. Byłoby to nie tylko niemożliwe, ale także szkodliwe.

Dobrze zaprojektowany system powinien uwzględniać zróżnicowanie humanistyki i fakt, że nie jest ona obszarem jednorodnym.

W wielu dyskusjach uczestnicy chętnie odwołują się do przykładów ze swoich dyscyplin. Zrobię więc to samo. Dyscyplina, którą reprezentuję – kulturoznawstwo – w dużej mierze przeczy obrazowi humanistyki, jaki zdaje się przyjmować ministerialna propozycja. W moim obszarze zasadnicza część znaczącego obiegu naukowego jest od dawna obiegiem międzynarodowym.

Co więcej, wiele tematów badawczych w ogóle pojawiło się w Polsce właśnie dzięki kontaktowi z literaturą zagraniczną. Na etapie doktoratu zajmowałem się fandomami – społecznościami fanów popkultury. W momencie, gdy zaczynałem te badania, w polskiej nauce właściwie nie istniał jeszcze aparat pojęciowy pozwalający opisywać to zjawisko. To właśnie dzięki literaturze anglojęzycznej pojęcie fandomu oraz związane z nim narzędzia analityczne zaczęły funkcjonować także w naszym kraju.

Podobnie jest w wielu innych obszarach kulturoznawstwa, zwłaszcza w jego odmianach cyfrowych. W takich polach jak kultura cyfrowa czy groznawstwo (game studies) niemal wszystkie kluczowe czasopisma są czasopismami międzynarodowymi, jak Games and Culture, Game Studies, czy International Journal of Cultural Studies. To tam toczy się zasadnicza debata naukowa.

Dotyczy to także konferencji naukowych. Niedawno ministra Karolina Zioło-Pużuk stwierdziła, że w humanistyce konferencje nie są istotnym kanałem komunikacji naukowej. To twierdzenie trudno pogodzić z rzeczywistością wielu dyscyplin. W game studies najważniejsze konferencje – jak choćby organizowana przez Digital Games Research Association (DiGRA) – mają współczynniki akceptacji na poziomie około 50 proc., a publikowane materiały konferencyjne są indeksowane w międzynarodowych bazach, w tym w rankingu CORE.

To pokazuje szerszy problem obecnej debaty.

Bardzo często proponowany obraz humanistyki opiera się na fragmentarycznych przykładach, intuicjach lub doświadczeniach z pojedynczych dyscyplin, a nie na systematycznych danych. Tymczasem dane pokazują jasno: w polskich naukach społecznych i humanistycznych publikacje w języku polskim już dziś zdecydowanie dominują.

Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że proponowane zmiany zmierzają raczej do stworzenia systemu, który przede wszystkim zadowoli jak największą liczbę naukowców, niż do takiego, który realnie wzmacniałby polską humanistykę.

Dr hab. Piotr Siuda

profesor na Wydziale Nauk o Kulturze Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Interesuje się społecznymi aspektami internetu, groznawstwem, esportem, wykorzystaniem AI w działalności badawczej. Autor monografii, a także artykułów w pismach indeksowanych w bazach Web of Science i Scopus (np. Journal of Computer Mediated Communication; Social Media + Society; Information, Communication and Society; Games and Culture). Koordynator projektów badawczych, obecnie prowadzi projekt Narodowego Centrum Nauki OPUS 22 pt. Sieci kłącza, obieg znaczeń i treści oraz konteksty offline internetowego handlu narkotykami. Wcześniej kierował zadaniami „Dzieci sieci”, „Dzieci sieci 2.0”, „Prosumpcjonizm pop-przemysłów”. Członek The Association of Internet Researchers oraz Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej. Pełni funkcję Associate Editor w czasopiśmie ze stajni SAGE Journal of Creative Communication. W 2025 r. laureat Nagrody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za znaczące osiągnięcia w działalności naukowej.

Dobrze zaprojektowany system powinien uwzględniać zróżnicowanie humanistyki i fakt, że nie jest ona obszarem jednorodnym.

Przejdź do treści