Śródziemie naszych przodków. Opowieść o świecie przed cywilizacją
Nowe odkrycia i technologie dosłownie wywróciły naszą wiedzę o początkach człowieka. Świat naszych przodków był bardziej zaludniony, skomplikowany i zaskakująco bliższy współczesności, niż sądziliśmy. W książce Homo (nie tylko) sapiens. Inna opowieść o naszych przodkachAgnieszka Krzemińska pokazuje, jak zmieniła się nasza wiedza o pradziejach
Academia: Jaki jest największy mit dotyczący naszych przodków?
Agnieszka Krzemińska: Że byli brutalni i głupi. Mamy tendencję do uznawania, że tam, gdzie istnieje państwo, prawo, wielkie technologie czy miasta, ludzie są lepsi. Nic biologicznie nie wskazuje na to, by nasi przodkowie byli od nas mniej inteligentni. Po prostu funkcjonowali w innych warunkach i potrafili się do nich dostosować.
Drugim wielkim mitem jest przekonanie, że postęp był liniowy. Lubimy wyobrażać sobie, że coś zostało wynalezione raz, a potem historia już tylko przyspieszała. Tymczasem wiele pomysłów pojawiało się, znikało i wracało. Dotyczy to choćby rolnictwa. Dziś wiemy, że pierwsze próby uprawy roślin mogły pojawiać się nawet 20 tys. lat temu, czyli dużo wcześniej niż klasycznie rozumiana rewolucja neolityczna. Zresztą samo słowo „rewolucja” jest mylące. To był długi proces prób, błędów i eksperymentowania.
Jest jeszcze jedna rzecz: długo wydawało się nam, że o pradziejach wiemy już właściwie wszystko. Tymczasem przez ostatnie 20 lat archeologia kompletnie zmieniła naszą wiedzę na ten temat.
W jaki sposób?
Dzięki DNA zachowanemu w glebie czy osadach możemy stwierdzić, że w danym miejscu żyli neandertalczycy albo Homo sapiens. Do tego dochodzą badania pyłków, izotopów czy mikroskopijnych fragmentów kości. Paleolit przestał być odległym światem ludzi z maczugami, a stał się bardziej konkretny i złożony.
Wiemy też, że wiele stanowisk archeologicznych zostało źle przebadanych 100 czy 150 lat temu. Archeologia jest taką nauką, że jeśli czegoś nie udokumentuje się podczas wykopalisk, informacja przepada na zawsze. Dziś przesiewamy ziemię przez sita i znajdujemy maleńkie fragmenty kości czy ślady pożywienia. Dawniej tego nie robiono. Straciliśmy więc ogromną ilość danych.
Świat naszych praprzodków okazał się dużo bardziej zaludniony, niż sądziliśmy.
Długo Homo sapiens żyli obok innych grup homininów. Byli neandertalczycy, denisowianie, ludzie z Flores oraz inne grupy, które znamy właściwie wyłącznie dzięki DNA. Nie mamy ich kości, nie wiemy nawet jak wyglądali, ale jesteśmy w stanie wykrywać ich obecność. Tamten świat był dużo bardziej złożony, niż nam się wydawało. Trochę jak tolkienowskie Śródziemie.
Wygląda na to, że Homo sapiens nie wygrał dlatego, że był najmądrzejszy. Coraz częściej pojawia się teza, że naszą przewagą mogła być większa zdolność budowania relacji i współpracy między grupami. Neandertalczycy czy denisowianie mogli być outsiderami lepiej funkcjonującymi w małych, zamkniętych społecznościach.
Wiemy, że się z nimi mieszaliśmy. Badaniom DNA wykazały, że większość z nas do dziś nosi geny neandertalczyków. To jedna z największych rewolucji ostatnich lat w archeologii i antropologii.
Obraz neandertalczyka też bardzo się zmienił.
Trzeba wyrzucić do kosza stereotyp człowieka z maczugą. Neandertalczycy potrafili produkować na przykład dziegieć z kory brzozowej, a to już technologia chemiczna. Trzeba było wiedzieć, jak przeprowadzić taki proces, w jakiej temperaturze i w jakich warunkach. Bardzo poruszająca jest też historia neandertalskiego dziecka z zespołem Downa, które przeżyło około sześciu lat. W tamtych warunkach było to możliwe tylko dlatego, że ktoś stale się nim opiekował. Z jednej strony mamy więc brutalny świat i ciężkie warunki życia, a z drugiej troskę o słabszych.
Czy zmieniły się również nasze wyobrażenia o rolach kobiet i mężczyzn w pierwszych społecznościach?
Bardzo długo badaczami byli głównie mężczyźni. Interesowały ich broń, wojny i hierarchie. Dopiero później zaczęto zadawać inne pytania i okazało się, że społeczności łowiecko-zbierackie mogły być bardziej egalitarne, niż sądziliśmy. Kobiety były mobilne, uczestniczyły w zdobywaniu pożywienia, czasem także w polowaniach. Z badań współczesnych społeczności łowiecko-zbierackich wynika, że to kobiety często dostarczały większość pożywienia.
Późniejsze społeczeństwa rolnicze rzeczywiście zaczęły mocniej ograniczać pozycję kobiet, bo pojawiła się własność ziemi, dziedziczenie i większe struktury społeczne. Wtedy kontrola nad kobiecą płodnością czy majątkiem stała się dużo ważniejsza. Trzeba jednak uważać ze schematami. To nie tak, że „w paleolicie było idealnie”, a potem wszystko się zepsuło. Te społeczności były bardzo zróżnicowane.
A jaka zagadka dotycząca naszych przodków najbardziej panią fascynuje?
Relacje między różnymi grupami homininów. Wiemy już, że Homo sapiens mieszał się z neandertalczykami i denisowianami, bo nosimy ich geny. Nie wiemy jednak, jak wyglądały ich kontakty. Najbardziej fascynuje mnie język. Czy oni mogli rozmawiać? Czy mówili podobnie? Tego chyba nigdy nie uda się rozstrzygnąć, ale bardzo chciałabym poznać odpowiedź.
Dlaczego warto dziś sięgnąć po książkę o pradziejach?
Kiedy patrzymy na tak bardzo odległą przeszłość okazuje się, że pytania o relacje społeczne, role kobiet i mężczyzn, technologie czy wpływ człowieka na środowisko wcale nie są nowe. Dzięki temu pradzieje przestają być opowieścią o „prymitywnych ludziach”, a stają się historią znacznie bardziej skomplikowanego świata, który momentami okazuje się zaskakująco bliski naszemu.
Poniżej publikujemy fragment książki Homo (nie tylko) sapiens. Inna opowieść o naszych przodkach opublikowanego przez Wydawnictwo Literackie.

W latach siedemdziesiątych XX wieku wyszła książka amerykańskiego gastroenterologa doktora Waltera L. Voegtlina zatytułowana The Stone Age Diet: Based on In-Depth Studies of Human Ecology and the Diet of Man (Dieta z epoki kamienia: Na podstawie pogłębionych badań ekologii człowieka i jego sposobu odżywiania), w której przekonywał, że człowiek najlepiej funkcjonuje, gdy żywi się jak jaskiniowcy. Twierdził, że ludzki układ trawienny jest najlepiej przystosowany do diety naszych przodków łowców-zbieraczy, opartej głównie na mięsie, rybach, warzywach i tłuszczach, z minimalną ilością węglowodanów. Jego teorie zainspirowały dietetyka, doktora Lorena Cordaina, który w 2002 roku opublikował książkę The Paleo Diet (Dieta paleo), z zasadami żywienia inspirowanymi sposobem odżywiania się ludzi epoki paleolitu. Wychodził z założenia, że żyli oni dłużej i byli zdrowsi, nie zapadali bowiem na choroby cywilizacyjne, takie jak cukrzyca typu 2, choroby serca i otyłość, dzięki temu, że nie jadali produktów przetworzonych, nabiału, zbóż, roślin strączkowych i bogatych w skrobię bulw.
Gdy dieta paleo stała się modna, wiele osób chwaliło ją sobie, twierdząc, że straciły na wadze, poczuły przypływ energii, poprawiło się ich samopoczucie; krytycy uważali jednak, że zupełnie nie jest ona dostosowana do naszych czasów, ponieważ zarówno kupowane w sklepach mięso, jak i rośliny są zmodyfikowane, nie mówiąc o tym, że odrzucanie pewnych produktów powoduje niedobory błonnika, witamin i minerałów.
Głównym składnikiem ludzkiej diety na pewno nie było mięso, chociażby dlatego, że zęby hominidów, choć znacznie większe i silniejsze niż nasze, nie przypominają uzębienia typowych mięsożerców. Australopiteki odżywiały się jak dzisiejsze małpy człekokształtne — w ich diecie dominowały owoce, młode liście, pędy i korzonki rosnących w wilgotnych środowiskach leśnych roślin typu C3 (czyli takich, które w wyniku fotosyntezy wytwarzają związki zawierające trzy atomy węgla).
W miarę jak klimat Afryki stawał się coraz suchszy, a lasy ustępowały miejsca sawannom, niektóre z australopiteków zaczęły eksperymentować z nowymi źródłami pożywienia. Około 3,8 miliona lat temu pojawiają się w zapisie izotopowym pierwsze wyraźne sygnały spożywania roślin typu C4 — czyli takich, które lepiej radzą sobie w gorącym i suchym klimacie, jak trawy i niektóre turzyce. Ponieważ ich liście i łodygi są twarde, włókniste, ubogie w kalorie i zawierają krzemionkę, która działa na szkliwo jak papier ścierny, nasi przodkowie sięgali po młode pędy traw, kwiatostany, ziarna (choć trudne do wyłuskania) oraz ich podziemne części, czyli bulwy i kłącza, bogate w skrobię, bardziej kaloryczne, stosunkowo łatwiejsze do strawienia i dostępne przez cały rok.
Homininy mniej więcej 2,3 miliona lat temu wróciły do roślin typu C3 i oparły swoją dietę o podziemne ich organy, co wyprzedziło pojawienie się krótszych zębów trzonowych i większych mózgów, te bowiem zmieniały się stopniowo przez kolejne tysiąclecia. Izotopowy profil zębów naszych przodków między 2,3 a 1,6 miliona lat temu wskazuje, że to miękkie i bardzo kaloryczne dzięki fermentacji, a zwłaszcza obróbce cieplnej bulwy mogły otworzyć drogę do ewolucji mózgu [patrz rozdz. II].
Nowe odkrycia paleontologiczne i nowatorskie analizy genetyczne ujawniają, że nasi dalecy przodkowie jadali głównie rośliny i dopiero Australopithecus afarensis 4 miliony lat temu zaczął wydobywać szpik z kości długich zwierząt, czego ślady znaleziono na stanowisku Dikika w Etiopii, a milion lat później, w Nyayanga w Kenii, nie tylko wyciągali szpik z kości hipopotamów, ale też odcinali z nich mięso. Dwa miliony lat temu składnik ten mógł wejść na stałe do ich diety, co znowu widać na stanowisku Kanjera w Kenii, gdzie było pełno porozdrabnianych kości długich antylop.
Jednocześnie nadal dominowały rośliny, bo narzędzia kamienne służyły homininom głównie do ich obróbki. Jest też możliwe, że bardziej niż mięsem interesowano się szpikiem i mózgiem, które wydobywano z rozkładającej się padliny, ponieważ trawienie mięsa mogło szkodzić i być zbyt kosztowne energetycznie. Tym, co sprawiło, że ludzie odnieśli taki sukces, była nie tyle zamiana pokarmu roślinnego na zwierzęcy, ile wprowadzenie polowań i mięsa jako dodatku do menu — myślistwo w połączeniu ze zbieractwem to najlepsza strategia pozyskiwania kalorii.
Nawet jeśli w diecie paleolitycznych łowców-zbieraczy nie było mleka (którego zresztą nie potrafili trawić), spożywali wszystko, co było jadalne, w tym wspomniane już bulwy, dzikie zboża i rośliny strączkowe. Nic nie wskazuje na to, by wczesne hominidy miały jakąś wyspecjalizowaną dietę lub by istniały określone kategorie żywności, które wydawały się szczególnie ważne.
Istniały też różne sposoby przygotowania potraw poza pieczeniem ich w ogniu i kiszeniem, bo można je było gotować w dołach wyłożonych skórą, do której wlewano wodę i wrzucano gorące kamienie, albo wędzić czy suszyć. Menu w epoce kamienia znacząco różniło się w czasie i przestrzeni, a nasi przodkowie byli wszystkożercami, których strategia żywieniowa była dostosowana do okoliczności, w jakich przyszło im żyć.
Bardzo długo badaczami byli głównie mężczyźni. Interesowały ich broń, wojny i hierarchie. Dopiero później zaczęto zadawać inne pytania i okazało się, że społeczności łowiecko-zbierackie mogły być bardziej egalitarne, niż sądziliśmy. Kobiety były mobilne, uczestniczyły w zdobywaniu pożywienia, czasem także w polowaniach. Z badań współczesnych społeczności łowiecko-zbierackich wynika, że to kobiety często dostarczały większość pożywienia.
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Neandertalczycy wiercili chore zęby już 59 tys. lat temu
Neandertalczycy wiercili chore zęby już 59 tys. lat temu Przejdź do publikacji: Neandertalczycy wiercili chore zęby już 59 tys. lat temu
Przejdź do publikacji: Inny rytm życia. Co neandertalskie niemowlę mówi o naszej ewolucji
Inny rytm życia. Co neandertalskie niemowlę mówi o naszej ewolucji Przejdź do publikacji: Inny rytm życia. Co neandertalskie niemowlę mówi o naszej ewolucji
Przejdź do publikacji: Bumerang z ciosu mamuta i kciuk człowieka. Co jaskinia Obłazowa mówi nam o najstarszych mieszkańcach Polski?