Świadomość i iluzja zrozumienia. Co naprawdę wiemy o umyśle
Czym są qualia, czy sztuczna inteligencja może być świadoma i co psychodeliki mówią o pracy mózgu? O granicach wiedzy neuronauki i o tym, po co badacz wychodzi dziś do mediów społecznościowych, mówi dr hab. Michał Bola – badacz z Centrum Badań Mózgu Uniwersytetu Jagiellońskiego i twórca projektu nauka.nie.boli.
Academia: Jakie jest główne pytanie, na które próbuje Pan odpowiedzieć jako naukowiec?
Dr hab. Michał Bola: W centrum mojego zainteresowania stoi pytanie o świadomość, czyli o naszą subiektywność związaną z tym, jak postrzegamy świat. W neuronauce myślimy o mózgu jako o systemie przetwarzania informacji: odbieramy bodźce, mózg je przetwarza, tworzy coraz bardziej złożone reprezentacje i na ich podstawie generuje reakcje. Dotknięcie czegoś gorącego kończy się cofnięciem ręki, zobaczenie jedzenia – sięgnięciem po nie.
Ten łańcuch od bodźca do reakcji potrafimy coraz lepiej opisywać, także w systemach sztucznych. Potrafimy zaprogramować maszyny, które wykonują podobne operacje. Problem zaczyna się w miejscu, w którym pojawia się doświadczenie. To, co mnie interesuje, to właśnie świadomość rozumiana jako subiektywne odczucie.
Używamy tu pojęcia qualia, czyli pierwszoosobowych jakości: zapachu kawy, bólu, koloru. Pytanie brzmi, gdzie w tym przetwarzaniu one się pojawiają, jaką mają funkcję i czy w ogóle są potrzebne. Intuicyjnie wydaje się, że bez nich nie da się funkcjonować, ale naukowo nie mamy co do tego pewności. Być może system może działać skutecznie bez świadomości. To prowadzi do podstawowego problemu: jak mózg, jako układ biologiczny, wytwarza coś, co ma charakter subiektywny.
Dziś to pytanie wraca w nowym kontekście, bo mamy systemy, które zachowują się jak ludzie. Pojawiają się sugestie, że mogą być świadome. Tylko że nie mamy narzędzi, żeby to sprawdzić. Qualia są z definicji pierwszoosobowe – mamy dostęp tylko do własnych doświadczeń. O świadomości innych wnioskujemy pośrednio, na podstawie zachowania. To klasyczny problem, znany choćby jako paradoks zombie: teoretycznie inni mogą zachowywać się tak jak my, a nie mieć żadnych przeżyć.
W praktyce robimy to cały czas, także w badaniach. Opieramy się na raportach badanych, które nie muszą być werbalne – mogą przyjmować formę prostych reakcji na bodźce. Zakładamy też, że złożone zachowanie sugeruje obecność świadomości.
Dziś to założenie się komplikuje, bo pojawiły się systemy generujące bardzo złożone odpowiedzi. Potrafią podtrzymywać rozmowę w sposób, który sprawia, że odbieramy je jak partnera interakcji. To wzmacnia skłonność do przypisywania im świadomości.
Ja byłbym tu bardzo ostrożny. Wiemy, że te modele działają w oparciu o statystyczne przetwarzanie danych. Nie ma powodów, by przypisywać im świadomość. Co ciekawe, łatwiej przypisujemy ją takim systemom niż zwierzętom, choć intuicyjnie powinniśmy raczej robić odwrotnie. To pokazuje, jak silnie polegamy na powierzchniowej złożoności zachowania.
Czy jesteśmy dziś bliżej rozwiązania problemu świadomości niż wcześniej?
To zależy, o którym poziomie mówimy. Jeśli chodzi o zasadnicze pytanie – jak układ biologiczny wytwarza doświadczenie – odpowiedź jest prosta: nie wiemy. Zakładamy, że świadomość jest generowana przez mózg, ale mechanizm tego procesu pozostaje nieznany.
To jest to, co David Chalmers nazwał „trudnym problemem świadomości”. Potrafimy opisać przejście od bodźca do reakcji, ale nie potrafimy wyjaśnić, jak z procesów fizycznych powstaje subiektywne doświadczenie. Istnieją różne hipotezy, ale żadna nie daje pełnej odpowiedzi.
Jednocześnie badania nad świadomością nie stoją w miejscu. Nawet jeśli nie rozwiązujemy głównego problemu, zdobywamy wiedzę o funkcjonowaniu mózgu. Ma to bardzo konkretne zastosowania, choćby w diagnostyce pacjentów z zaburzeniami świadomości: w stanie minimalnej świadomości, stanie zamknięcia czy innych stanach nieresponsywnych.
Rozwijamy metody, które pozwalają z pewnym prawdopodobieństwem ocenić, czy taka osoba ma wewnętrzne doświadczenia. Badania nad świadomością przyczyniły się też do lepszego rozumienia percepcji i zaburzeń neuropsychiatrycznych, takich jak schizofrenia. To obszary, w których zmienia się sposób doświadczania rzeczywistości, więc są one kluczowe dla tego typu badań.
W Pana pracy pojawiają się też psychodeliki. Co wnoszą do badań nad świadomością?
Z jednej strony to temat sam w sobie: jak działają te substancje i czy mogą mieć zastosowanie terapeutyczne, na przykład w leczeniu depresji czy OCD. Z drugiej strony, dla badań nad świadomością są narzędziem.
Psychodeliki silnie zmieniają sposób, w jaki doświadczamy świata. A jeśli potrafimy coś systematycznie modyfikować, mamy większą szansę to zrozumieć. Dzięki nim możemy badać zmienione stany świadomości – różne od codziennych, ale też inne niż stany nieświadome, jak narkoza.
Badania nad świadomością od dawna obejmują skrajne przypadki związane z jej zanikiem lub ograniczeniem. Psychodeliki pozwalają zajrzeć w przeciwną stronę tej skali – w stany, w których doświadczenie jest intensywnie zmienione. To daje dodatkową perspektywę i może prowadzić do nowych wniosków.
Jak bardzo różnią się takie badania laboratoryjne od tych prowadzonych w warunkach naturalnych?
Różnią się zasadniczo, ale się uzupełniają. W badaniach laboratoryjnych mamy kontrolę nad zmiennymi. Podajemy substancję, mamy grupę placebo, możemy porównywać wyniki i wnioskować o przyczynach obserwowanych efektów. Kluczowy jest też kontekst. Terapia psychodeliczna to proces obejmujący przygotowanie pacjenta, obecność terapeuty podczas doświadczenia i późniejszą integrację. To nie jest jednorazowe podanie substancji, tylko uporządkowana procedura.
Badania naturalistyczne wyglądają inaczej. Dotyczą osób, które przyjmują te substancje poza laboratorium. Zbieramy dane i analizujemy związki między doświadczeniami a różnymi wskaźnikami psychologicznymi czy neurobiologicznymi. To jednak badania korelacyjne. Możemy mówić o zależnościach, ale nie o przyczynach. Nie wiemy, czy obserwowane różnice wynikają z działania substancji, czy z cech osób, które po nie sięgają. To podstawowe ograniczenie tego podejścia.
Zdecydował się Pan wyjść z tymi tematami poza środowisko naukowe. Po co?
Pierwszy powód jest prosty: to tematy, które bardzo łatwo ulegają uproszczeniom i nadinterpretacjom. Świadomość czy psychodeliki funkcjonują równolegle w obiegu naukowym i popularnym, często zupełnie niezależnie od siebie. W tym drugim pojawia się wiele uproszczeń, skrótów myślowych i twierdzeń bez oparcia w danych. Chciałbym, żeby obok tego była dostępna wiedza oparta na badaniach – możliwie precyzyjna, ale zrozumiała.
To nie jest tylko kwestia prostowania błędów. Chodzi raczej o pokazanie, jak naprawdę wygląda wiedza naukowa: gdzie są mocne ustalenia, gdzie zaczynają się hipotezy, a gdzie kończą się dane. W przypadku takich tematów jak świadomość to szczególnie ważne, bo bardzo łatwo przejść od opisu badań do spekulacji.
Drugi powód jest bardziej osobisty. Praca badawcza jest długotrwała, rozciągnięta na lata i obarczona dużą niepewnością. Pracuje się na granicy tego, co już wiadomo, i tego, co dopiero próbujemy uchwycić. Efekty pojawiają się powoli, a kontakt z odbiorcą bywa ograniczony do wąskiej grupy specjalistów.
Wyjście do szerszej publiczności daje inny rodzaj sprzężenia zwrotnego. Pozwala zobaczyć, jak te tematy są rozumiane poza środowiskiem akademickim, co jest niejasne, co wymaga doprecyzowania. Zmusza też do porządkowania własnych argumentów i większej dyscypliny w formułowaniu wniosków.
Tym bardziej że w tej dziedzinie nie brakuje uproszczeń i nadużyć.
To bardzo widoczne. Tematy związane z mózgiem, świadomością czy psychodelikami przyciągają uwagę, a wraz z nią pojawia się wiele interpretacji bez oparcia w badaniach. Część wynika z uproszczeń, część z prób nadawania tym zjawiskom dodatkowego znaczenia.
Dlatego obecność badaczy w przestrzeni publicznej jest potrzebna. Nie po to, by zastąpić wszystkie inne głosy, ale by wprowadzić punkt odniesienia oparty na danych. Nauka jest dziś bardzo wyspecjalizowana, więc nawet w jej obrębie trudno śledzić wszystkie wątki. Tym bardziej potrzebne jest tłumaczenie wyników badań na język, który nie wymaga specjalistycznego przygotowania.
Jest też kwestia odpowiedzialności. Badania są finansowane ze środków publicznych, więc istnieje zobowiązanie, by ich wyniki były dostępne także poza środowiskiem akademickim. Jeśli tego nie robimy, tę przestrzeń wypełniają inni.
Co chciałby Pan dzięki temu osiągnąć?
Na tym etapie chodzi przede wszystkim o zbudowanie grupy odbiorców zainteresowanych tymi tematami i przyzwyczajonych do rzetelnego podejścia. Pierwsze reakcje pokazują, że jest na to miejsce i że takie treści są potrzebne.
To dopiero początek, więc nie mam jeszcze jasno określonego celu w dłuższej perspektywie. Traktuję to jako proces, który będzie się rozwijał wraz z doświadczeniem i reakcjami odbiorców. Ważne jest dla mnie utrzymanie jakości i konsekwencji w sposobie mówienia o badaniach. Jeśli to się uda, dalsze kierunki będą mogły się wyłaniać naturalnie.
Polecane:
-
Artykuł
BRAINCITY – pigułka wiedzy Przejdź do publikacji: BRAINCITY – pigułka wiedzy
-
Podcast
Ból pod lupą nauki – co naprawdę czujemy i dlaczego Przejdź do publikacji: Ból pod lupą nauki - co naprawdę czujemy i dlaczego
-
Artykuł
Ciche święta. Dlaczego samotność nie kończy się z pierwszą gwiazdką Przejdź do publikacji: Ciche święta. Dlaczego samotność nie kończy się z pierwszą gwiazdką
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Awatary zmarłych i nowe obietnice nieśmiertelności
Awatary zmarłych i nowe obietnice nieśmiertelności Przejdź do publikacji: Awatary zmarłych i nowe obietnice nieśmiertelności
Przejdź do publikacji: Autyzm jako koszt ewolucji?
Autyzm jako koszt ewolucji? Przejdź do publikacji: Autyzm jako koszt ewolucji?
Przejdź do publikacji: AI pisze szybciej, taniej i bez przerw na kawę. Czy człowiek ma jeszcze coś do dodania?