Wersja beta aplikacji

Czytasz artykuł w trybie offline

„System grantowy jest przeciążony”. Dyrektor NCN o budżecie, AI i nauce

Ilustracja wygenerowana za pomocą narzędzia AI

Projekt budżetu na 2027 r. przewiduje dodatkowe 400 mln zł na granty Narodowego Centrum Nauki. To ważny krok, ale zdaniem dyrektora NCN prof. Krzysztofa Jóźwiaka wciąż za mały, by dobrzy naukowcy nie przegrywali konkursów wyłącznie z powodu braku pieniędzy

Academia: Dodatkowe 400 mln zł na NCN wygląda na bardzo dobry wynik. To istotne zwiększenie finansowania czy może raczej nadrabianie zaległości z ostatnich lat?

Prof. Krzysztof Jóźwiak: Oczywiście nadrabiamy wcześniejsze niedofinansowanie, ale potrzeby środowiska są nadal znacznie większe. Od lat mówimy, że budżet NCN powinien wynosić około 3 mld zł. Liczę, że obecny wzrost (do kwoty 2,1 mld) jest krokiem w tym kierunku, a nie końcem drogi. 

Narodowe Centrum Nauki jest podstawowym dysponentem pieniędzy przeznaczanych na badania podstawowe w Polsce. Naukowcy, Rada NCN i biuro Centrum od dawna powtarzają, że dotychczasowe budżety są zdecydowanie niewystarczające. Jeżeli chcemy zbudować dobry, konkurencyjny system finansowania badań wysokiej jakości, przy obecnym poziomie środków się to nie uda. 

Niski poziom finansowania demotywuje nawet do składania wniosków, jeśli finansowanie uzyskuje co dziesiąty albo co ósmy projekt. Bardzo często odpadają wnioski dobrze lub bardzo dobrze ocenione przez ekspertów, przede wszystkim z powodu ograniczeń budżetowych.

Co te dodatkowe pieniądze mogą zmienić w praktyce dla naukowca składającego wniosek? W konkursie OPUS zapotrzebowanie jest przecież wielokrotnie większe niż dostępne środki.

OPUS organizujemy dwa razy w roku, a oczekiwania finansowe w ostatnich edycjach przekraczały w każdym z tych konkursów 4 mld zł. Gdybyśmy chcieli osiągnąć 25-procentowy współczynnik sukcesu, przy obecnej skali kosztorysów potrzebowalibyśmy około 1 mld zł na edycję. Ale nie sam współczynnik sukcesu jest najważniejszy. Centrum chciałoby po prostu finansować najlepsze projekty. To nie zawsze musi oznaczać dokładnie 25 proc. Chodzi o to, żeby można było sfinansować projekty, które eksperci rzeczywiście uznają za warte wsparcia.

Więcej pieniędzy oznacza także więcej finansowanych projektów, a więc więcej pracy przy ich wyborze i późniejszej obsłudze. System już teraz jest przeciążony.

To prawda. Jesteśmy w kontakcie z ministerstwem i staramy się przekonywać, że część środków powinna zostać przeznaczona również na pokrycie rosnących kosztów wyboru projektów, a później ich obsługi. Musimy utrzymać jakość pracy Centrum na dotychczasowym, wysokim poziomie. System jest już bardzo mocno obciążony, a zwiększony budżet – czyli także większa liczba finansowanych projektów – jeszcze to obciążenie zwiększą. To realny problem i jest paląca potrzeba wzmocnienia NCN jako instytucji.

Skąd właściwie bierze się tak duża liczba wniosków? Czy przeciążenie systemu nie jest częściowo ubocznym skutkiem sukcesu samego NCN?

W pewnym sensie tak. Jedną z ról NCN było zachęcanie naukowców, ze szczególnym naciskiem na młodych badaczy, do korzystania z systemu grantowego. Od kilku lat rzeczywiście robią to znacznie chętniej. To oczywiście rodzi problemy związane z obsługą coraz większej liczby wniosków. Ja odbieram to jako efekt piętnastu lat działania NCN: przekonaliśmy dużą część środowiska, że konkursowy, projakościowy system finansowania badań jest potrzebny i warto z niego korzystać.

Bardzo ważną rolą NCN zawsze było finansowanie projektów młodych naukowców, a ci są najbardziej aktywni w składaniu wniosków. Znacząca część dodatkowych pieniędzy będzie więc przeznaczana właśnie na badania osób na wcześniejszych etapach kariery. Chodzi o to, by mogły budować potencjał, zespoły i warsztat badawczy, dzięki którym później będą realizować większe i bardziej ambitne projekty.

Do tego dochodzi generatywna sztuczna inteligencja, która obniża koszt przygotowania wniosku. Coraz łatwiej napisać poprawny tekst, przetłumaczyć go czy uporządkować. To dla NCN problem?

Może być problemem, ale trzeba spojrzeć na to z dwóch stron. Generatywna AI zwiększa możliwości wykonywania wielu innych zadań, za które odpowiadają naukowcy. Jeżeli takie narzędzia pomagają lepiej przygotować wniosek, poprawić jego język angielski albo podnieść jakość innych elementów, nie można patrzeć na nie wyłącznie jak na problem. To narzędzie, z którego należy odpowiedzialnie korzystać. I oczekujemy, że naukowcy będą właśnie tak do niego podchodzić. Za wszystkie elementy wniosku, również te przygotowane z pomocą sztucznej inteligencji, ostatecznie odpowiada kierownik projektu.

Mogą oczywiście pojawiać się problemy. Sztuczna inteligencja może na przykład podać nieistniejącą literaturę. Można wtedy wpaść w kłopoty z powodu niechlujnego przygotowania. 

Z punktu widzenia NCN wyzwaniem jest też to, że koszt przygotowania wniosków staje się mniejszy, a więc może ich napływać więcej. Z drugiej strony, jeżeli dzięki tym narzędziom wnioski będą lepiej przygotowane, zyskają na tym wnioskodawcy. Kluczowe pozostaje odpowiedzialne korzystanie z AI. A na końcu i tak za wszystko odpowiada autor projektu.

Jak właściwie mierzyć sukces NCN? Liczbą sfinansowanych projektów, publikacji, sukcesami naukowców za granicą?

To bardzo trudne pytanie, bo czym właściwie mierzymy naukę? Co jest efektem działalności naukowej? Nowe idee i odkrycia naukowe czy budowanie przyszłego potencjału badawczego i innowacyjnego w kraju. Można oczywiście patrzeć na liczbę wartościowych czy przełomowych publikacji albo projektów, w których prowadzi się naprawdę ważne badania. Dla mnie istotne są również interdyscyplinarność i współpraca naukowców z różnych obszarów.

Formalnie nauka jest podzielona na dyscypliny, ale wiele niezwykle ciekawych projektów powstaje właśnie na ich styku. Wymagają współpracy zespołów reprezentujących różne dziedziny, a także łączenia metod i technik badawczych.

W ostatnich latach obserwujemy na przykład wzrost liczby projektów składanych przez konsorcja, czyli naukowców z kilku różnych jednostek. Widzimy więc, że badacze coraz bardziej się ze sobą sieciują. To również może być efekt systemu projakościowego: jeżeli chcemy realizować ambitny projekt, często musimy stworzyć szerszy zespół i połączyć różne kompetencje. Podobnie jest ze współpracą międzynarodową. Coraz więcej naszych beneficjentów wskazuje, że prowadzi badania wspólnie z naukowcami z innych krajów. To również jest jeden ze sposobów patrzenia na efekty działania NCN.

Dlaczego w takim razie polscy naukowcy wciąż nie odnoszą w Europejskiej Radzie ds. Badań Naukowych takich sukcesów, jakich moglibyśmy oczekiwać?

Myślę, że częściowo wynika to właśnie z tego, o czym przed chwilą mówiłem. Przez wiele lat na efekty działalności naukowej w Polsce patrzyliśmy przez inne okulary i mieliśmy wobec naukowców inne oczekiwania. Jest to do pewnego stopnia uwarunkowane historycznie. Jeszcze 20–25 lat temu polska nauka była znacznie bardziej zamknięta i w pewien sposób sama się ograniczała. NCN stymuluje naukowców do proponowania coraz bardziej kompletnych, wartościowych projektów, które mogą przynieść istotny zysk naukowy. A właśnie takie projekty są promowane w ERC.

Dotyczy to również strategii publikacyjnej. Eksperci zwracają uwagę, że zwykle lepsza jest mniejsza liczba publikacji, ale rzeczywiście wyjątkowych, opublikowanych w bardzo dobrych czasopismach. Taki dorobek staje się później przepustką do kolejnych ambitnych przedsięwzięć. W Polsce to podejście również się zmienia, choć być może nie tak szybko, jak powinno. Przeszkodą są tutaj również wadliwe mechanizmy ewaluacji jednostek naukowych. My widzimy jednak coraz więcej naszych beneficjentów, którzy inaczej patrzą na swoje osiągnięcia i strategię publikacyjną, również po to, by zwiększać szanse w programach europejskich, w tym ERC.

Trzeba też pamiętać, że kraje odnoszące największe sukcesy w ERC znacznie wcześniej niż Polska stworzyły konkurencyjne agencje grantowe finansujące badania. Czas działa na ich korzyść. My jesteśmy trochę wcześniej na tej drodze.

Widzimy już jednak naukowców, którzy dzięki projektom NCN budowali warsztat, tworzyli zespoły, a później dochodzili do etapu, na którym byli w stanie przedstawić bardzo dojrzały projekt ERC. W rozmowach często sami podkreślają, że bez wcześniejszego wsparcia NCN byłoby to bardzo trudne. Stąd określenie, którego używamy: „pokolenie NCN”. To ludzie, którzy realizowali u nas swoje pierwsze projekty, budowali grupy badawcze albo rozwijali badania do wysokiego poziomu, wielu z nich może dziś skutecznie konkurować o środki nie tylko w Europie, ale właściwie na całym świecie.

Gdzie powinna przebiegać granica odpowiedzialności NCN? System grantowy ma finansować najlepsze badania, ale nie powinien przecież zastępować podstawowego finansowania instytucji naukowych.

To pytanie o miejsce NCN w całym systemie nauki. Centrum jest jego ważnym elementem, ale nie jedynym. Powinny istnieć także inne mechanizmy finansujące różne rodzaje aktywności naukowców. Mamy na przykład NAWA, która zajmuje się mobilnością. Współpracujemy z nią i czasami prowadzimy wspólne inicjatywy. Bardzo ważne jest też to, żeby same jednostki naukowe dysponowały stabilnymi środkami bazowymi, które można przeznaczać na badania prowadzone w mniejszej skali i finansowane wewnętrznie. Najlepiej, żeby również one były przyznawane na zasadach konkursowych. Szczególnie młodzi naukowcy powinni mieć dostęp do takich pieniędzy pochodzących z subwencji. Z różnych rozmów wiem jednak, że nie wszędzie tak się dzieje.

NCN kończy piętnaście lat. Gdzie chciałby pan widzieć Centrum w jego dwudzieste urodziny, abstrahując od wysokości budżetu?

Chciałbym, żebyśmy mieli już za sobą etap nastoletniości, kiedy wdraża się różne rozwiązania, sprawdza je, a czasami trzeba się z niektórych z nich wycofać. Za pięć lat chciałbym, żeby NCN miało stabilną ofertę, która w najlepszy możliwy sposób pozwala finansować najważniejsze i największe – również pod względem finansowym – przedsięwzięcia badawcze w Polsce, we wszystkich obszarach i dyscyplinach nauki. Chciałbym też, żeby naukowcy mieli przekonanie, że jeżeli mają naprawdę wyjątkowy, wartościowy projekt, NCN jest miejscem, do którego mogą z nim przyjść i zdobyć finansowanie.

Prof. Krzysztof Jóźwiak jest dyrektorem Narodowego Centrum Nauki od października 2023 r. i profesorem Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Zajmuje się farmakologią molekularną i chemią leków, w szczególności cząsteczkami oddziałującymi na receptory błonowe, które mogą znaleźć zastosowanie w leczeniu chorób neurodegeneracyjnych i cywilizacyjnych. W latach 2012–2020 był członkiem Rady NCN, m.in. przewodniczącym Komisji Nauk o Życiu. Jest autorem i współautorem ponad stu publikacji naukowych oraz dwóch międzynarodowych patentów. Laureat UCB-Ehrlich Award for Excellence in Medicinal Chemistry. 

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści