Prof. Aleksander Welfe, wiceprezes PAN

Ewaluacja czasopism naukowych znów budzi spory, ale tym razem w centrum uwagi znaleźli się członkowie komitetów naukowych PAN. Czy ich udział może zmienić sposób oceniania dorobku naukowego w Polsce?

Wokół ewaluacji czasopism naukowych od miesięcy trwa spór. Jaką rolę mogą odegrać w tym procesie komitety PAN?

Prof. Aleksander Welfe, pierwszy wiceprezes Polskiej Akademii Nauk: Gospodarzem procesu oceny czasopism naukowych nie jest Polska Akademia Nauk, tylko Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ramy całego procesu określi rozporządzenie ministra, którego jeszcze nie ma, ale ma się pojawić w najbliższych dniach.

Natomiast wiadomo już, że w korpusie ekspertów uczestniczących w ocenie czasopism znajdą się członkowie komitetów naukowych PAN. Czy będą stanowili cały ten korpus, tego jeszcze nie wiemy. Prawdopodobnie formalnie będzie to wyglądało tak, że eksperci otrzymają dostęp do systemu przygotowanego przez OPI i za jego pośrednictwem będą uczestniczyć w procesie oceny.

To oznaczałoby, że komitety dostaną realny wpływ na system punktacji.

Na pewno będą miały wpływ na punktową ocenę czasopism. W jakiej dokładnie skali, tego jeszcze nie wiadomo, bo wszystko zależy od ostatecznego kształtu rozporządzenia. Ale będzie to wpływ istotny.

I dobrze, że w tym procesie uczestniczą przedstawiciele konkretnych środowisk naukowych. Bo bardzo trudno wyobrazić sobie sensowną ocenę czasopism bez udziału ludzi, którzy rzeczywiście funkcjonują w danej specjalizacji, znają jej realia, wiedzą, które czasopisma mają znaczenie i jak wygląda obieg naukowy w konkretnych subdyscyplinach.

Komitety PAN bywają postrzegane jako dość hermetyczne gremia. Tymczasem Pan mówi o nich jako o reprezentacji środowiska.

Bo tak właśnie są wybierane. Ostatnie wybory odbywały się przy pomocy specjalnie przygotowanego systemu elektronicznego. Zarejestrowało się w nim ponad 10 tysięcy samodzielnych pracowników nauki, czyli osób posiadających habilitację albo tytuł profesora.

Spośród nich około 7,5 tysiąca zadeklarowało chęć aktywnego uczestniczenia w pracach komitetów. I właśnie spośród tej grupy wyłoniono reprezentację działającą dziś w 71 komitetach naukowych.

To procedura absolutnie unikalna. Nie ma innej reprezentacji tych subśrodowisk naukowych w Polsce. Mówię „subśrodowisk”, bo często nie chodzi ani o całe dyscypliny, ani o dziedziny. Bardzo wyspecjalizowane środowiska wybierają swoich przedstawicieli.

To ważne także dlatego, że komitety nie są tworzone odgórnie, administracyjnie. Żeby komitet w ogóle powstał, musi zadeklarować w nim udział co najmniej 60 samodzielnych pracowników nauki. Jeśli nie ma takiej liczby chętnych, komitet po prostu się nie tworzy. W praktyce wiele komitetów znacząco przekracza ten próg. 

Reprezentacja jest ważna, ale czy te komitety mają dziś sprawczość?

I mają, i próbują ją wykorzystywać. Komitety opiniują akty prawne, rozporządzenia ministrów, programy nauczania. Przyjmują stanowiska i uchwały w sprawach ważnych dla środowiska naukowego. Tylko w latach 2024-2025 komitety naukowe przyjęły 142 stanowiska w formie uchwał. To pokazuje skalę aktywności tych gremiów.

Część tych stanowisk dotyczy bardzo konkretnych zmian legislacyjnych, część funkcjonowania szkolnictwa wyższego, część spraw stricte naukowych. Niektóre odbijają się szerokim echem, inne mają bardziej roboczy charakter, ale ta aktywność jest ciągła.

Warto też podkreślić, że jest to działalność całkowicie społeczna. Żaden członek komitetu, przewodniczący czy zastępca nie otrzymuje wynagrodzenia. Akademia zapewnia obsługę administracyjną i zwraca koszty delegacji, jeśli posiedzenie odbywa się stacjonarnie. I to wszystko. Dlatego czasem mówię, że to jest element społecznego ruchu nauki.

Tyle że każdy zapewne wie, że działalność społeczna często przegrywa z codzienną pracą i obowiązkami. Czy taki model nie ogranicza skuteczności komitetów?

To zależy od zaangażowania konkretnych ludzi i od charakteru sprawy. Są komitety bardziej i mniej aktywne. Natomiast jeśli trzeba zaopiniować projekt aktu prawnego w określonym terminie, komitety się w tych ramach mieszczą. Z tym nie ma problemów.

Powiem nawet z pewną dumą, że środowisko naukowe wykazuje tu bardzo dużą odpowiedzialność. To jest aktywność wykonywana poza własnymi obowiązkami zawodowymi i bez wynagrodzenia, a mimo to poziom zaangażowania jest bardzo wysoki.

W praktyce wygląda to często tak, że ludzie po prostu poświęcają na tę działalność własny czas. Bo uważają, że środowisko potrzebuje takich gremiów i że warto uczestniczyć w tworzeniu opinii eksperckich.

A czy państwo rzeczywiście słucha tych opinii? 

Niektóre stanowiska komitetów mają później bezpośrednie odbicie w korektach aktów prawnych. Oczywiście zawsze chciałoby się, żeby ten wpływ był większy, ale nie jest prawdą, że te ekspertyzy są ignorowane. Czasem efekty widać bezpośrednio, czasem bardziej pośrednio, poprzez zmiany w kolejnych wersjach projektów ustaw czy rozporządzeń. To nie jest proces spektakularny, ale wpływ istnieje.

Wspomniał Pan o dużej swobodzie komitetów. Jednocześnie ich uchwały formalnie nie są stanowiskami całej PAN. Jak to działa w praktyce?

Uchwały komitetów zawierają zapis, że wyrażają stanowisko konkretnego komitetu, a nie całej Polskiej Akademii Nauk. I moim zdaniem to właśnie daje im dużą niezależność.

Gdyby każda taka uchwała miała być jeszcze zatwierdzana przez prezydium albo zgromadzenie ogólne PAN, to cały proces stałby się znacznie bardziej sformalizowany. A dziś komitety mogą reagować szybciej i swobodniej.

Nikt nie filtruje i nie zatwierdza tych stanowisk przed publikacją. Komitety same wypracowują swoje opinie i same za nie odpowiadają. Dzięki temu mogą zabierać głos także w sprawach kontrowersyjnych albo takich, które wywołują spory w środowisku.

Jak od środka wygląda przygotowanie takiego stanowiska?

To zależy od sprawy. Jeśli chodzi o projekt ustawy albo rozporządzenia, dokument trafia do członków komitetu, rozpoczyna się dyskusja, najpierw zwykle mailowa. Potem odbywa się spotkanie, dziś najczęściej hybrydowe.

Na końcu przygotowywana jest uchwała i poddawana pod głosowanie. Część przyjmowana jest jednomyślnie, część po poprawkach i sporach, a część wraca do dalszej dyskusji.

To są bardzo demokratyczne struktury. I często też dość czasochłonne, bo wypracowanie wspólnego stanowiska w dużym gronie ekspertów nie zawsze jest łatwe.

Komitety zajmują się też rzeczami mniej widocznymi z zewnątrz.

Tak. Niektóre przyznają nagrody za najlepsze prace magisterskie albo licencjackie. Komitet Statystyki i Ekonometrii, którego jestem członkiem od wielu lat, ustanowił niedawno dwie nowe nagrody.

To wymaga całej procedury recenzenckiej i dużego zaangażowania ludzi, którzy robią to społecznie. Ale chodzi o podnoszenie jakości nauczania i wspieranie młodych badaczy.

Wiele komitetów organizuje też konferencje, seminaria czy debaty środowiskowe. Sporo tej pracy jest słabo widoczne z zewnątrz, bo nie zawsze przekłada się na medialne komunikaty czy duże wydarzenia.

Gdyby miał Pan wskazać jedną rzecz, bez której polska nauka straciłaby po zniknięciu komitetów PAN, co by to było?

Reprezentację środowiska naukowego. W wielu przypadkach jedyną ogólnopolską reprezentację danego subśrodowiska.

I jeśli te komitety są aktywne, a są, to znaczy, że spełniają potrzebną funkcję. Gdyby ograniczały się do dwóch towarzyskich spotkań rocznie, nie miałyby sensu. Ale skoro przygotowują stanowiska, opiniują przepisy, organizują konferencje, nagrody i debaty, to znaczy, że działają realnie.

To nie są kluby wzajemnej adoracji. A liczby pokazują, że samo środowisko nadal uważa je za potrzebne.

Przejdź do treści