Dr hab. Dries Kuijper: Natura nie  działa według scenariusza, który my sobie wymyśliliśmy

Wilki smieniają sposób, w jaki funkcjonuje cały las. O tym, dlaczego duże drapieżniki wracają do Europy i czego uczą nas o relacji człowieka z naturą, opowiada dr hab. Dries Kuijper z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży

Academia: Przyjechał pan do Polski dla wilków?

Dr hab. Dries Kuijper: Nie, zupełnie nie. To był raczej przypadek. Pracowałem wtedy w Holandii i szczerze mówiąc, byłem już trochę zmęczony nauką. Po doktoracie i postdocu poważnie myślałem o odejściu z akademii. Wtedy poznałem moją obecną żonę, Polkę która wyjechała do Holandii w celach naukowych. I to właściwie ona sprawiła, że zacząłem rozglądać się za pracą w Polsce.

Później pojawiło się stanowisko w Instytucie Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Zgłosiłem się i dostałem tę pracę. Tak naprawdę wszystko zaczęło się bardziej od życia prywatnego niż od jakiegoś wielkiego planu naukowego.

Pamięta pan pierwsze wrażenie z Puszczy Białowieskiej?

Bardzo dobrze. Rok przed przeprowadzką przyjechałem tam jako turysta. I pamiętam, że byłem trochę zaskoczony. Chyba spodziewałem się czegoś bardziej monumentalnego. Miałem w głowie obraz lasu pełnego gigantycznych, bardzo starych dębów. Tymczasem Puszcza okazała się znacznie bardziej zróżnicowana. To nie muzeum wielkich drzew, lecz bardzo dynamiczny las z mieszanką różnych gatunków i różnych etapów życia.

Drugą rzeczą, którą pamiętam, były pokrzywy. W Holandii uczono mnie, że jeśli w rezerwacie przyrody pojawiają się pokrzywy, zwykle oznacza to silny wpływ człowieka i nadmiar azotu w środowisku. A tutaj nagle widziałem je wszędzie. Myślałem: jak to możliwe, skoro to jeden z najbardziej naturalnych lasów Europy? Dopiero później zrozumiałem, że w takim ekosystemie to zupełnie normalne.

Zaczynał pan jako ekolog roślin. Jak dochodzi się od roślin do wilków?

To może wyglądać na duży zwrot, ale dla mnie było to bardzo logiczne. Od początku zajmowałem się relacjami między roślinami a roślinożercami. W Holandii badałem wpływ małych zwierząt roślinożernych na roślinność i patrzyłem na cały system przede wszystkim z perspektywy roślin.

Kiedy trafiłem do Puszczy Białowieskiej, naturalnie zacząłem zajmować się większymi roślinożercami: żubrami, jeleniami, sarnami i dzikami. Interesowało mnie, jak wpływają na odnowienie lasu, wzrost młodych drzew i strukturę roślinności. I właśnie wtedy pojawił się problem, którego początkowo nie rozumieliśmy. Mierzyliśmy tysiące młodych drzew i widzieliśmy bardzo wyraźne wzorce. W niektórych miejscach jelenie intensywnie zgryzały młode drzewa, a w innych prawie tego nie robiły, mimo że rosły tam dokładnie te gatunki, które najbardziej lubią jeść. Pożywienia było mnóstwo, a jednak jeleni praktycznie nie było.

Wyświetlanie Sampling week Eduard Mas Cario (79a).jpg
Prof. Dries Kuijper

Na początku nie rozumieliśmy, dlaczego tak się dzieje. Dopiero później zaczęliśmy dostrzegać, że za tym wszystkim stoją wilki. Jelenie po prostu wiedzą, że pewne fragmenty lasu są bardziej ryzykowne. To miejsca, gdzie wilki częściej przebywają, szczególnie w centralnych częściach swoich terytoriów. I właśnie tam jelenie zachowują się inaczej.

W ten sposób wilki pojawiły się w moich badaniach. Nie dlatego, że nagle postanowiłem zostać „badaczem wilków”, lecz dlatego, że bez nich cały obraz był niepełny.

Przez dużą część XX w. w wielu krajach Europy dużych drapieżników prawie nie było. Co się wtedy zmieniło?

Straciliśmy znacznie więcej niż same drapieżniki. W wielu miejscach Europy zniknęły naturalne procesy, które nadal można obserwować w Puszczy Białowieskiej. I często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że takie mechanizmy mogą istnieć.

Teraz, kiedy wilki wracają, część tych procesów zaczyna wracać razem z nimi. To fascynujące, ale jednocześnie trudne dla społeczeństw, które przez pokolenia żyły bez dużych drapieżników. Widać to szczególnie w Europie Zachodniej. Ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, że przyroda może być mniej przewidywalna i mniej kontrolowana. Dotyczy to także leśników czy zarządców terenów chronionych. Wielu ludzi nie chce dodatkowego chaosu. Wolą, żeby wszystko było uporządkowane, przewidywalne i pod kontrolą.

A może problem jest jeszcze głębszy? Europejska kultura od setek lat uczy nas, że wilk jest zagrożeniem.

I ten obraz siedzi w nas bardzo głęboko. Nie zmieni się tego kilkoma stronami internetowymi czy kampanią informacyjną. Pracując w Polsce nauczyłem się, że można żyć obok wilków bez strachu. Większość ludzi nigdy ich nawet nie zobaczy, ale jednocześnie trzeba zaakceptować, że pewne zachowania po prostu trzeba zmienić, bo wilki wróciły. I oczywiście nie dotyczy to tylko Polski. Pamiętam z dzieciństwa w Holandii popularną zabawę podczas urodzin. Było nią wywożenie grupy dzieci głęboko do lasu, najlepiej wieczorem albo w nocy, i kazanie im samodzielnie znaleźć drogę powrotną. Dzisiaj myślę, że w miejscach, gdzie od dawna żyją wilki, nikt raczej nie wpadłby na taki pomysł. Nie dlatego, że wilki polują na dzieci, ale dlatego, że ludzie inaczej myślą o lesie. Wiedzą, że nie są tam sami.

Mimo tego lęku pańskie badania pokazały, że to raczej wilki boją się ludzi.

Bardzo wyraźnie. Zrobiliśmy eksperyment z wykorzystaniem fotopułapek połączonych z głośnikami. Kiedy wilk uruchamiał kamerę, po kilku sekundach odtwarzaliśmy dźwięk ludzkich głosów. To były spokojne rozmowy. Nasi koledzy czytali książkę dla dzieci bardzo spokojnym tonem. Reakcje były jednoznaczne. W prawie 90 proc. przypadków wilki natychmiast uciekały po usłyszeniu człowieka. Dla porównania: podobnej reakcji nie wywoływały nawet bardzo głośne odgłosy ptaków. Od usłyszenia głosu człowieka do ucieczki mijało zazzwyczaj mniej, niż 5 sekund. To pokazuje, że wilki doskonale wiedzą, czym jest człowiek. I mają powody, by się nas bać. W całej Europie są legalnie albo nielegalnie zabijane. To my jesteśmy dla nich największym zagrożeniem.

Coraz częściej słyszymy jednak o wilkach podchodzących pod domy albo atakujących psy. Jak to pogodzić?

To wcale się nie wyklucza. Z punktu widzenia wilka wokół ludzi znajduje się po prostu mnóstwo łatwego jedzenia: owce, psy, resztki jedzenia, śmieci. Zwierzę stale kalkuluje ryzyko i korzyści. Jeśli nagroda jest wystarczająco duża, będzie gotowe podjąć większe ryzyko, nawet jeśli się nas boi.

Dokładnie to samo widzimy u dzików w miastach. One również nie lubią ludzi. Po prostu nauczyły się, że w pobliżu człowieka łatwo zdobyć pożywienie. Problem polega na tym, że kiedy pojawia się konflikt, zwykle skupiamy się na zwierzęciu. Chcemy je odstrzelić albo odłowić. Bardzo rzadko usuwamy prawdziwą przyczynę problemu, czyli łatwo dostępne pożywienie.

Czyli zarządzanie przyrodą to w dużej mierze zarządzanie ludźmi?

Dokładnie tak. Musimy dużo bardziej myśleć o ludzkich zachowaniach niż o samych zwierzętach. Jeśli nie chcemy problemów z wilkami, nie powinniśmy ich dokarmiać, zostawiać odpadków ani słabo zabezpieczonych zwierząt gospodarskich. Tymczasem w Niemczech czy Holandii ludzie czasem celowo zostawiają wilkom jedzenie, bo wydaje im się, że pomagają „biednemu zwierzęciu”. A to właśnie początek problemów. W Ameryce Północnej od lat powtarza się ludziom bardzo prostą zasadę: nie dokarmiaj dzikich zwierząt. W Europie wciąż mamy problem, żeby to zaakceptować. I szczerze mówiąc, politycy także często wolą mówić o odstrzale wilków niż o zmianie ludzkich zachowań.

Wracając do samego lasu. Jak obecność wilków zmienia Puszczę Białowieską?

Najważniejsze jest to, że wilki zmieniają zachowanie jeleni. Jelenie wiedzą, gdzie wilki pojawiają się częściej i próbują unikać takich miejsc. W efekcie w części lasu słabiej zgryzają młode drzewa. To tworzy mozaikę. Są miejsca mocno zgryzane przez jelenie i miejsca, gdzie drzewa mogą spokojniej odrastać. Właśnie tej różnorodności często brakuje w lasach pozbawionych dużych drapieżników, gdzie jelenie są praktycznie wszędzie i wszędzie wywierają podobną presję. Dla mnie to jeden z najciekawszych efektów obecności wilków. One nie tylko zabijają zwierzęta. Zmieniają całe funkcjonowanie ekosystemu.

A same wilki? Po tylu latach badań widuje je pan często?

Prawie wcale. Pracuję w Białowieży od 18 lat i widziałem wilki mniej niż 10 razy. I właśnie to jest fascynujące. Bardzo często czuje się ich obecność, ale ich nie widać. Widać tropy, odchody, ślady aktywności. Słychać wycie. Ale same zwierzęta pozostają ukryte.

Dlatego ogromnie ważne są fotopułapki. Dzięki nim możemy zobaczyć, co dzieje się w lesie, kiedy człowieka już tam nie ma. Często okazuje się, że pół godziny po naszym wyjściu przez to samo miejsce przechodzą wilki, jelenie albo żubry.

Czego wilki nauczyły pana o ludziach?

Chyba tego, jak bardzo próbujemy wszystko regulować i kontrolować. Wilki kompletnie nie przejmują się naszymi zasadami. Nie osiedlają się tam, gdzie wyznaczyliśmy im korytarze ekologiczne. Nie działają według naszych planów. I może właśnie dlatego są tak ciekawe. Przypominają nam, że natura nie zawsze działa według scenariusza, który sobie wymyśliliśmy. Może czasem powinniśmy po prostu pozwolić części procesów zachodzić i zobaczyć, co się wydarzy.

Przejdź do treści