portret mrówki wykonany techniką focus stackingu – złożony z wielu zdjęć w jedno, by uzyskać pełną ostrość detali. Fot. Retro Lenses / Wikimedia Commons (CC BY 4.0)

Mrówki zwykle nie są bohaterami opowieści o zmianach klimatycznych czy urbanizacji. Jednak to one najdokładniej pokazują, co dzieje się ze środowiskiem, kiedy budujemy miasta. 

Dlaczego zajęła się Pani mrówkami?

Dr Gema Trigos-Peral z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN: Nie taki był plan. Na studiach większość osób interesuje się raczej dużymi zwierzętami: lwami, tygrysami, małpami. U mnie wszystko zaczęło się od jednego wykładowcy, Joaquína Reyesa-Lópeza, który był zafascynowany mrówkami. Kiedy trafia się na kogoś takiego, łatwo się zarazić pasją. Zaczęłam z nim pracować przy pierwszych projektach, a później trafiłam do środowiska badaczy i pasjonatów skupionych wokół grupy La Marabunta, z której powstało Iberyjskie Stowarzyszenie Myrmekologii. W czasie przygotowań do doktoratu natrafiłam na rzadki rodzaj mrówek  Leptanilla. To maleńkie, ślepe owady, mniejsze niż milimetr, żyjące pod ziemią i praktycznie niewychodzące na powierzchnię. Znalezienie ich gniazda było przypadkiem, ale to był moment, który ostatecznie mnie przekonał.

Z czasem okazało się, że mrówki pozwalają badać praktycznie wszystko: zachowanie, ekologię, ewolucję, interakcje międzygatunkowe. Oddziałują na glebę, rośliny i inne organizmy. To kompletny model badawczy.

Chodzi o skalę zjawisk, które można uchwycić?

Wyjaśniam to prostym porównaniem. Lew ma ogromny wpływ na otoczenie, ale w danym miejscu jest jeden. W przypadku mrówek w tej samej przestrzeni mogą funkcjonować tysiące osobników różnych gatunków, które wykonują wiele funkcji jednocześnie. Jedne przenoszą nasiona i wpływają na rozmieszczenie roślin, inne zmieniają strukturę gleby poprzez system tuneli, jeszcze inne polują na drobne bezkręgowce albo wchodzą w relacje z innymi organizmami, na przykład chroniąc mszyce.

To wszystko dzieje się równolegle, dlatego z niewielkiego fragmentu środowiska można wydobyć bardzo dużo informacji. Do tego dochodzi jeszcze kwestia czasu. W przypadku mrówek w ciągu kilku lat można prześledzić dziesiątki, a nawet setki pokoleń, co w badaniach ewolucyjnych czy behawioralnych jest ogromną przewagą.

Dr Gema Trigos-Peral

I dlatego można je traktować jako bioindykatory?

Dobry bioindykator musi być łatwy do znalezienia, szybko reagować na zmiany i robić to w sposób przewidywalny. W przypadku mrówek wiele gatunków jest silnie związanych z konkretnymi warunkami środowiska. Na przykład niektóre występują tylko w określonym typie lasu, inne w suchych siedliskach, jeszcze inne wymagają obecności martwego drewna. Jeśli wiemy, jakie gatunki powinny występować w danym miejscu, każda zmiana w tym zestawie jest sygnałem, że coś się zmieniło. Na tej podstawie można wnioskować o temperaturze gleby, wilgotności, strukturze roślinności czy stopniu przekształcenia siedliska.

Miasto to dla takich organizmów zupełnie nowe środowisko. Co się wtedy dzieje?

Zmienia się praktycznie wszystko. Mamy efekt miejskiej wyspy ciepła, czyli podwyższoną temperaturę wynikającą z nagrzewania się powierzchni i obecności infrastruktury. Do tego dochodzą stałe źródła ciepła: budynki, transport, działalność człowieka. Zmienia się także struktura gleby, jej skład chemiczny, dostępność wody, pojawiają się zanieczyszczenia i mikroplastiki. Zmienia się też roślinność. Długo zakładano, że kluczowym czynnikiem jest temperatura, ale kiedy zaczęliśmy to badać, okazało się między innymi, że ważne są nie tylko warunki w ciągu dnia. Pokazaliśmy, że istotną rolę odgrywają temperatury nocne, które pozwalają organizmom odpocząć. W mieście często tego spadku nie ma.

To oznacza, że gatunki bardziej elastyczne mogą być aktywne przez dłuższy czas, także nocą, natomiast te wymagające niższych temperatur tracą okres regeneracji. W skrajnych przypadkach może to wpływać na przeżywalność, zwłaszcza u królowych.

dav

W miastach premiowane są cechy takie jak elastyczność, odporność na stres i zdolność funkcjonowania przy ograniczonych zasobach. Widzimy wyraźne zmiany w zachowaniu i fizjologii, a środowisko miejskie nie jest po prostu „uboższą wersją natury”, tylko zupełnie innym zestawem warunków.

Co z tego wynika dla nas?

Najprostszy wniosek jest taki, że sposób, w jaki projektujemy miasta, nie działa dobrze dla wielu organizmów. Ale jednocześnie widać, że zmiany mogą przynosić szybkie efekty. W miejscach, gdzie ogranicza się intensywne koszenie, zostawia bardziej zróżnicowaną roślinność, fragmenty martwego drewna czy mniej uporządkowane przestrzenie, bioróżnorodność wraca i to w ciągu kilku lat.

To pokazuje, że system nie jest nieodwracalnie zniszczony, tylko reaguje na sposób, w jaki go kształtujemy. To, co szkodzi mrówkom, zwykle szkodzi też ludziom: przegrzewanie, zanieczyszczenie, brak zieleni. Możemy projektować miasta inaczej, w taki sposób, by były funkcjonalne dla ludzi i jednocześnie dawały przestrzeń innym organizmom.

Mrówki bardzo wyraźnie pokazują, że nawet niewielkie zmiany w środowisku mogą mieć poważne skutki i że kiedy daje się naturze choć trochę miejsca, potrafi z tego szybko skorzystać.

Przejdź do treści