Czytasz artykuł w trybie offline
Prof. Okruszek: Nauka nadal balansuje na granicy wydolności
Fot. Radio Naukowe
Pół roku po akcji „3 proc. na naukę” w budżecie pojawiły się dodatkowe środki, m.in. dla Narodowego Centrum Nauki. Zdaniem prof. Łukasza Okruszka nie zmieniło to jednak podstawowego problemu: polska nauka nadal nie ma stabilnego finansowania ani długofalowego planu rozwoju. Współautor protestu, a od września dyrektor Instytutu Psychologii PAN, zapowiada, że to nie koniec walki
Academia: Minęło prawie pół roku od protestu „3 proc. na naukę”. Wielkich zmian nie widać. Czy to oznacza, że protest się nie powiódł?
Prof. Łukasz Okruszek: Myślę, że protest nie był końcem, tylko początkiem tej drogi. Zmiany widać, ale niestety chyba niekoniecznie na lepsze, co jest najbardziej zaskakujące.
Pod koniec wakacji usłyszeliśmy, że pojawią się dodatkowe dwa miliardy złotych. Najgłośniejszą częścią było 400 mln zł więcej dla Narodowego Centrum Nauki. To nie miliard, o który postulowaliśmy, ale 400 mln. I teraz okazuje się, że mimo tych dodatkowych środków dostęp do grantów może być utrudniony dla wielu osób, które chciałyby o nie aplikować, szczególnie dla młodych naukowców.
To dobrze pokazuje problem. Pieniądze mogą się znaleźć, ale później okazuje się, że nie ma kto obsługiwać grantów, nie ma kto czytać aplikacji, bo brakuje środków w dotacji podmiotowej NCN. I to staje się wytłumaczeniem, dlaczego mimo zwiększenia budżetu pojawiają się kolejne ograniczenia.
Na pewno protest udał się w takim zakresie, że pokazał, iż środowisko potrafi się zjednoczyć i zorganizować. Nie udał się natomiast w tym sensie, że nacisk na władzę ciągle jest chyba zbyt mały. Nie przełożył się jeszcze na wymierne efekty.
W sierpniu dostaliśmy w końcu odpowiedź ministra. Jeśli ją przeczytać, to w zasadzie zgadza się ze wszystkim, o czym mówiliśmy, i wszystko by zaadresował, gdyby mógł. Tylko że na tym etapie nie brakuje nam już chyba samego działania czy kolejnych deklaracji. Brakuje przełożenia tego wszystkiego na długofalową mapę drogową dla nauki, na sensowną strategię rozwoju. Dla mnie protest jest więc punktem wyjścia do dalszej dyskusji o nauce i sposobie jej organizacji w Polsce.
Jesteśmy natomiast zaniepokojeni tym, że pojawiło się pewne samozadowolenie: znalazły się dodatkowe pieniądze w budżecie, więc sprawa jest załatwiona. Takie wrażenie można przynajmniej odnieść, patrząc na komunikację ministra.
Czego zabrakło najbardziej?
Woli politycznej, żeby na poważnie zająć się tym problemem na większą skalę. Jeżeli rzeczywiście była to największa od dawna akcja środowiska naukowego, to najwyraźniej jeszcze dużo przed nami, zanim takie działania zaczną przynosić rzeczywiście odczuwalne efekty.
Z mojej perspektywy sukcesem było już pokazanie, że profesor to nie jest ktoś, kto kryje się w laboratorium, a doktorant też potrzebuje jeść, pić i żyć. Ci ludzie potrafią wyjść i mówić o swoich potrzebach, ale także o tym, dlaczego to, co robią, jest ważne dla Polski. Tyle że ciągle jest nas za mało i ten nacisk pozostaje za słaby.
Jeśli w odpowiedzi na nasze postulaty słyszę, że w przyszłym roku dostaniemy 3 proc. podwyżki, to znaczy, że jesteśmy bardzo daleko od ich realizacji. Pensje w nauce nadal rozjeżdżają się z wynagrodzeniami poza nią. Niedawno pojawił się wykres pokazujący poziom stypendiów doktoranckich w Polsce na tle reszty Europy. Jesteśmy prawie na samym dole. I czego właściwie oczekujemy przy takim poziomie finansowania?
Od września jestem dyrektorem instytutu PAN i z tej perspektywy widać to jeszcze bardziej wymiernie. Możemy mówić o tym, że cały system nie działa dobrze, ale kiedy spojrzymy na jego część, którą są instytuty PAN, sytuacja robi się naprawdę dramatyczna. Absolutnym minimum egzystencjalnym powinno być to, żeby jesienią nie zastanawiać się po raz kolejny, czy wystarczy pieniędzy na pensje. Tymczasem właśnie czekam na rozmowę z księgową o tym ile z subwencji nam zabraknie na pokrycie podstawowych rachunków.
Z tego punktu widzenia środowisko się zorganizowało, ale potrzebujemy dużo więcej organizacji, dużo więcej ludzi i dużo więcej uwagi mediów, żeby to zaczęło przekładać się na poważne, wymierne działania.
Słyszymy o dodatkowych miliardach, ale później zaczynamy ich szukać i okazuje się na przykład, że większe wzrosty niż NCN dostają zadania ministerialne albo inne części budżetu nauki, w przypadku których trudno nawet zidentyfikować, na co te pieniądze zostaną użyte. Śledzę też na bieżąco dyskusję o ustawie o PAN i po raz kolejny słyszę, tym razem choćby od przedstawiciela Ministerstwa Finansów, że ustawa ma być bezkosztowa i nie rodzić żadnych zobowiązań dla budżetu państwa. A przecież bez pieniędzy nie da się rozwiązać podstawowych problemów.
Nie do zaakceptowania jest dla mnie choćby to, że instytuty PAN nie są zrównane z innymi częściami sektora nauki, na przykład jeśli chodzi o dodatkowe wynagrodzenie roczne. To jeden z niewielu realnych mechanizmów poprawy sytuacji finansowej pracowników instytutów, a tymczasem wygląda na to że Ministerstwo Finansów twardo stoi na pozycji, że akurat na to państwa polskiego nie stać…Kolejne rządy od lat mówią o postępie, innowacyjności i gospodarce opartej na wiedzy. Wydawałoby się, że nauka powinna bardzo łatwo wpisać się w taką narrację.
Tyle że ta narracja idzie w parze z narracją o deficycie budżetowym. Jeżeli ktoś chce postępu, ale jednocześnie oczekuje, że ten postęp będzie bezkosztowy, to możemy naprawdę przynieść wiele takich sloganów z ostatnich kilku lat: rok przełomu, rok przyspieszenia i tak dalej. Dlatego podczas protestu staraliśmy się pokazywać, dlaczego nauka jest ważna dla państwa polskiego i jakie państwo ma z niej korzyści, zarówno krótkoterminowe, jak i długofalowe. Na tym etapie ciągle jednak przegrywamy z problemami uznawanymi za bardziej dojmujące. Choćby z obronnością, która znowu jest przedstawiana jako alternatywa: albo jedno, albo drugie.
Sam jako dyrektor instytutu bardzo boleśnie widzę, że muszę szukać źródeł finansowania wszędzie. Mam świadomość, że trzeba pokazywać, w jaki sposób to, co robimy, jest użyteczne i jak może wpisywać się w opowieść o postępie, przyszłości czy budowie gospodarki opartej na wiedzy. Tylko że jednocześnie cały czas balansujemy na granicy wydolności tego systemu. Ostatni raport ministerialny pokazuje, że niemal co piąty naukowiec rozważa odejście z sektora nauki i szkolnictwa wyższego w ciągu najbliższego roku. Ponad jedna piąta z rozważających zmianę pracy mówi o wypaleniu i wyczerpaniu. Ciężko w takich warunkach generować piękne, nowatorskie rzeczy.
Ta opowieść o biedzie polskiej nauki nie służy więc temu, żeby po prostu narzekać. Chodzi o to, że rzeczywiście jest to coś, co rośnie na bardzo niekorzystnym gruncie, a mimo to ciągle przynosi całkiem dobre owoce. I teraz pytanie brzmi: czy minister rzeczywiście słyszy własne obietnice i własne odpowiedzi? Bo one pokazują, że jest bardzo mocno za tym, o czym mówimy. Tylko, że za tym nie idą wystarczające działania by ten stan w sposób odczuwalny zmienić.
Co dalej? Protest będzie kontynuowany?
Chcemy przy okazji rozpoczęcia roku akademickiego zorganizować briefing prasowy, na którym odpowiemy na różne pytania i powiemy, co dalej. Na początku roku akademickiego, 1 października przedstawimy plan kolejnych działań. Nie chcę jeszcze za dużo zdradzać, ale chcemy wejść w trochę dłuższą drogę. Nie chcemy czekać z organizowaniem się do wiosny , tylko zacząć już teraz, żeby w roku wyborczym, rzeczywiście pokazać, dlaczego warto finansować naukę. Czekaliśmy na odpowiedź ministra i się jej doczekaliśmy. Zabrakło działań, które powinny za nią pójść.
Cieszę się, że środowisko naukowe jest w stanie walczyć o swój sektor i swoje sprawy. Tyle że kiedy spojrzymy na debaty budżetowe, znowu będziemy przyjmować budżet deficytu i pewnej stagnacji. Procentowo względem PKB nakłady na naukę nie wzrosną, więc w tym sensie nasze postulaty nie zostały spełnione.
Pozostaje nam zintensyfikować działania. Będziemy pracować nad tym, żeby nauka była widoczna i żeby postulaty naukowców były słyszalne. Ale sami tego nie zrobimy. Trzeba jeszcze przez jakiś czas mobilizować środowisko i mówić ludziom, że to są działania również w ich własnym interesie. Liczę, że w przyszłym roku zobaczymy już konkretne zmiany.
Prof. dr hab. Łukasz Okruszek – psycholog i matematyk, dyrektor Instytutu Psychologii PAN oraz kierownik Pracowni Neuronauki Społecznej. Doktorat i habilitację z psychologii uzyskał na Uniwersytecie Warszawskim. Z Instytutem Psychologii PAN jest związany od 2016 r.; wcześniej pracował również na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się neuronauką społeczną, w szczególności relacjami społecznymi i samotnością oraz zależnościami między funkcjonowaniem fizycznym, psychicznym i społecznym. Kierował pięcioma projektami badawczymi finansowanymi przez Narodowe Centrum Nauki. Jest jednym z autorów akcji „3 proc. na naukę”.
Tylko że na tym etapie nie brakuje nam już chyba samego działania czy kolejnych deklaracji. Brakuje przełożenia tego wszystkiego na długofalową mapę drogową dla nauki, na sensowną strategię rozwoju.
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: „Gra o tron” mikroświata, czyli jak przejmują władzę mrówki-zdrajczynie
„Gra o tron” mikroświata, czyli jak przejmują władzę mrówki-zdrajczynie Przejdź do publikacji: „Gra o tron” mikroświata, czyli jak przejmują władzę mrówki-zdrajczynie
Przejdź do publikacji: „System grantowy jest przeciążony”. Dyrektor NCN o budżecie, AI i nauce
„System grantowy jest przeciążony”. Dyrektor NCN o budżecie, AI i nauce Przejdź do publikacji: „System grantowy jest przeciążony”. Dyrektor NCN o budżecie, AI i nauce
Przejdź do publikacji: 3% dla nauki, 100% dla Polski. Ministerstwo odpowiedziało na protest naukowców