Kolumna erupcyjna wulkanu Pinatubo podczas wybuchu 12 czerwca 1991 r. – jednej z największych erupcji XX wieku, która ochłodziła klimat Ziemi na kilka lat. Fot. Dave Harlow / USGS, domena publiczna, Wikimedia Commons.

Erupcja wulkanu Tambora na indonezyjskiej wyspie Sumbawa 10 kwietnia 1815 r, była najpotężniejszym takim wybuchem w historii nowożytnej. Do atmosfery trafiły ogromne ilości popiołu i gazów, które na wiele miesięcy zmieniły klimat całej planety. W Europie pojawił się „rok bez lata”, a niezwykłe zjawiska pogodowe budziły lęk przed nadchodzącą katastrofą. Jak te wydarzenia wyglądały z perspektywy ziem polskich i dlaczego w tej historii ważną rolę odegrał… ziemniak? 

Academia: Kiedy mówimy „wulkan”, pierwszym skojarzeniem wielu osób jest zapewne Wezuwiusz. Tymczasem to drobiazg w porównaniu z erupcjami innych wulkanów.

Marek Blacha z Instytutu Historii Nauki PAN: Wezuwiusz to niewielkie wydarzenie w porównaniu z tym, co działo się w przeszłości. 

Istnieje indeks eksplozywności wulkanicznej – od zera do ośmiu. Działa logarytmicznie: począwszy od drugiego stopnia każdy kolejny oznacza erupcję dziesięciokrotnie potężniejszą od poprzedniej. Uwzględnia kilka parametrów: długość erupcji, wysokość kolumny erupcyjnej i – przede wszystkim – ilość wyrzuconego materiału. Ósmy stopień to najpotężniejsze erupcje w dziejach geologicznych. Mamy ogromne szczęście, że w czasie istnienia naszej cywilizacji żadna taka supererupcja nie wystąpiła. Zdarzają się bardzo rzadko – ostatnia miała miejsce około 25–30 tys. lat temu i była związana z superwulkanem Taupo w dzisiejszej Nowej Zelandii.

Jeśli zejdziemy poziom niżej, do erupcji siódmego stopnia tej skali, to takie zdarzają się średnio raz na tysiąc lat. Najpotężniejsza erupcja od początku naszej ery wydarzyła się w 1815 r.  Wulkan Tambora na wyspie Sumbawa w dzisiejszej Indonezji wyrzucił wówczas do atmosfery około 200 km³ materiału wulkanicznego. Pałac Kultury i Nauki w Warszawie ma objętość mniej więcej miliona metrów sześciennych. Mówimy więc o czymś w rodzaju 200 tys. Pałaców Kultury zmielonych w proch i wyrzuconych do atmosfery.

Erupcja wulkanu Tambora w 1815 r. – mapa grubości opadu popiołów w regionie Indonezji. Źródło: Wikimedia Commons, na podstawie Oppenheimer 2003 (CC BY-SA 3.0).

Jakie to miało konsekwencje?

Można je podzielić na dwie kategorie: lokalne i dalekosiężne. Lokalnie katastrofa była natychmiastowa. Na wyspie Sumbawa zaraz po erupcji zginęło około 10 tys. ludzi, głównie w wyniku fali piroklastycznej i zasypania przez materiał wulkaniczny. W kolejnych tygodniach dziesiątki tysięcy osób zmarły z głodu i braku czystej wody. Uprawy zostały przysypane popiołem, a związki chemiczne z wulkanu zanieczyściły glebę i wodę. Popiół spadał w promieniu nawet 1,5 tys. km od wulkanu.

W przypadku tak wielkich erupcji najważniejszą rolę odgrywa jednak dwutlenek siarki. Jeżeli kolumna erupcyjna przekracza około 10 km wysokości, gaz ten nie pozostaje w troposferze – czyli w warstwie atmosfery, w której żyjemy – lecz trafia do stratosfery. Tam utlenia się i tworzy aerozole siarczanowe, które rozprzestrzeniają się wokół całej planety. W efekcie dochodzi do przyćmienia promieniowania słonecznego, spadku temperatury i zwiększenia opadów. To właśnie prowadzi do zjawiska znanego jako „rok bez lata”.

Eruption of Hunga Tonga on 15 Janaury 2022.gif
Erupcja wulkanu Hunga Tonga–Hunga Haʻapai w styczniu 2022 r. – najpotężniejsza erupcja wulkaniczna od kilkudziesięciu lat, której fala uderzeniowa obiegła całą Ziemię. Źródło: NOAA/NESDIS, domena publiczna, Wikimedia Commons.

Jak ludzie to interpretowali?

Obserwowali śnieg w środku lata, nieustanne deszcze niszczące uprawy, a do tego słońce przybierało dziwne kolory i gołym okiem można było dostrzec plamy słoneczne. W latach 1815–1816 nie istniała globalna komunikacja. Informacja o  erupcji dotarła do Europy dopiero po około pół roku i nikt nie potrafił powiązać jej z dziwną pogodą. Pojawiały się więc wizje apokaliptyczne. Najsłynniejsza była tzw. przepowiednia bolońska, według której w lipcu 1816 r. miał nastąpić koniec świata. Ludzie przepijali majątki, spisywali testamenty. Udokumentowany jest nawet przypadek pokojówki Eleanor Sanders z Londynu, która – przerażona wizją nadchodzącej apokalipsy – popełniła samobójstwo.

To pokazuje skalę społecznych skutków tej katastrofy. O ile można policzyć ofiary bezpośrednie w pobliżu wulkanu,  liczba ludzi, którzy zmarli później z głodu lub w wyniku załamania społecznego, jest właściwie niemożliwa do oszacowania. Prawdopodobnie mówimy o setkach tysięcy osób.

File:Giezendanner Hunger 1817.jpg
Głód w Szwajcarii w 1817 roku – ludzie zbierający trawę razem z bydłem. Rysunek: Anna Barbara (Babeli) Giezendanner, XIX w., domena publiczna, Wikimedia Commons.

Czy dziś bylibyśmy na coś takiego lepiej przygotowani?

Paradoksalnie – niekoniecznie. Dziś wiedzielibyśmy, co jest przyczyną takich zjawisk, więc zapewne nie pojawiłyby się wizje apokalipsy. Natomiast skutki gospodarcze mogłyby być nawet poważniejsze niż w XIX w., ponieważ współczesny świat jest  zależny od globalnych łańcuchów dostaw i energii.

Największy problem polega na tym, że nie jesteśmy w stanie przeciwdziałać takim erupcjom. Możemy je monitorować i ewakuować ludność z okolic wulkanu, ale nie potrafimy zapobiec samej erupcji.

Badał Pan także skutki „roku bez lata” na ziemiach polskich po erupcji wulkanu Tambora. Co udało się ustalić?

Przez długi czas uważano, że skutki odczuły głównie zachodnie wybrzeże Europy i wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. W odniesieniu do ziem polskich często zakładano, że właściwie nic szczególnego się tu nie wydarzyło. Kiedy jednak przyjrzałem się źródłom bliżej, okazało się, że nie jest to do końca prawda. W pamiętnikach pisanych z perspektywy lat rzeczywiście niewiele wspomina się o anomaliach pogodowych, ale gdy spojrzymy na dzienniki prowadzone na bieżąco albo na ówczesną prasę, takie sygnały już się pojawiają. 

Anomalia temperatur w Europie latem 1816 roku – okres tzw. „roku bez lata”, spowodowanego erupcją wulkanu Tambora rok wcześniej. Źródło: Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0.

Ludzie pisali o ciągłych opadach deszczu i wyjątkowo złej pogodzie. Joachim Lelewel w listach z Wilna wspominał, że jest zimno, nieustannie pada, a jest środek maja. Odnotowano też przypadki śniegu w czerwcu – na przykład w okolicach Lublina. Zachowały się również bardzo barwne historie z epoki. Ignacy Baranowski opisuje chłopa z Żółkiewic, który usłyszał o przepowiedni bolońskiej i tak bardzo się nią przejął, że gdy dostał pieniądze na zakup mąki na chleb, uznał, że nie ma sensu robić zapasów, skoro i tak nadchodzi koniec . Poszedł więc do karczmy i wszystko przepił.

Najciekawsze jest jednak to, że skutki erupcji Tambory dla ziem polskich nie ograniczały się do pogody. Miały także bardzo konkretne konsekwencje gospodarcze. Wielu historyków gospodarczych pisało, że w latach 1816–1819 na ziemiach polskich wystąpiły poważne lata głodowe i że właśnie wtedy upowszechniła się uprawa ziemniaka. Nikt jednak nie zadawał pytania, skąd właściwie wziął się ten głód. Często zakładano, że był to skutek wojen napoleońskich.

Kiedy przeanalizowałem ceny zboża w tych latach, okazało się, że ta teza nie bardzo się broni. W 1815 r. zboże było stosunkowo tanie, ponieważ zbiory z 1814 r. były całkiem dobre. Dopiero w 1816 r. ceny zaczęły gwałtownie rosnąć i utrzymywały się na wysokim poziomie przez kilka lat. Najbardziej prawdopodobne jest więc to, że przyczyną były właśnie dalekosiężne skutki erupcji Tambory: zwiększone opady, obniżona temperatura i słabsze plony. Nawet jeżeli gdzieś na ziemiach polskich zbiory były udane, to ceny zboża i tak szły w górę przez jego wywożenie za granicę – tam, gdzie skutki erupcji Tambory był jeszcze dotkliwsze.


Wjazd wozów z plonami do Ravensburga w 1817 r. – scena po klęskach nieurodzaju następujących po „roku bez lata”. Kupferstich J.L.R. według gouache Gottloba Johanna Edingera, 1817. Wikimedia Commons, domena publiczna.

W takiej sytuacji ziemniak okazał się rośliną znacznie bardziej odporną i wydajną niż zboże. Z tego samego areału można było wyżywić większą populację.

Czyli można powiedzieć, że Tambora przyczyniła się do popularyzacji ziemniaka w Polsce?

Tak, to jedna z głównych tez mojej pracy magisterskiej. Oczywiście ziemniak był w Polsce znany wcześniej – pojawił się już pod koniec XVII w., kiedy Jan III Sobieski przywiózł do kraju pierwsze bulwy. Przez długi czas traktowano go jednak raczej jako ciekawostkę lub roślinę ozdobną. Dopiero po erupcji Tambory i w kolejnych latach głodu zaczęto uprawiać ziemniaka na dużą skalę. W tym sensie można powiedzieć, że wydarzenie geologiczne na drugim końcu świata przyczyniło się do zmiany diety w Polsce.

Czyli bez Tambory moglibyśmy dziś nie jeść placków ziemniaczanych?

Być może byśmy je jedli, ale z pewnością nie byłyby aż tak popularne. Erupcja Tambory przyczyniła się do tego, że ziemniak stał się jedną z podstawowych roślin uprawnych na ziemiach polskich. A to z kolei miało ogromny wpływ na to, jak wygląda polska kuchnia do dziś.

Marek Blacha – Absolwent historii i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Interesuje się przeobrażeniami mentalnościowymi społeczeństwa zachodniego w XIX wieku, historią klimatu i historią geologiczną – zwłaszcza wpływem erupcji wulkanicznych na dzieje człowieka – a także grami planszowymi jako medium kształtującym narrację historyczną. Zwycięzca IV edycji Konkursu o Nagrodę Centrum Pieniądza NBP za najlepszą pracę magisterską z historii społeczno-gospodarczej (1816. Katastrofa, której nie było(?). Rok bez lata na ziemiach polskich). W Szkole Doktorskiej Anthropos IPAN realizuje projekt rozprawy „Od symulacji, przez inspirację, po narrację kontrfaktyczną: planszowe gry historyczne jako narzędzie pracy historyka”.

Przejdź do treści