Polska chce wzmocnić wschodnią granicę nie tylko betonem i elektroniką, lecz także… naturą. W programie Tarcza Wschód coraz większą rolę odgrywają bagna, podmokłe lasy i dzika sieć rzek. – Bez środowiska ta inicjatywa obronna nie będzie skuteczna – podkreśla dr hab. Michał Żmihorski, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, współtwórca koncepcji tzw. Zielonej Tarczy Wschód
Jeszcze rok temu relacje przyrodników z państwem w sprawie granicy były napięte. Podczas budowy stalowej zapory na granicy z Białorusią – jak przypomina Żmihorski – ministerstwa ignorowały kwestie środowiskowe. – Wcześniej byliśmy zaniepokojeni tym, jak realizowano budowę zapory – mówi w rozmowie z Academia. – Teraz sam jestem zaskoczony, jak bardzo zbieżne są interesy i jak bardzo jednym głosem mówimy z oficerami Wojska Polskiego odpowiedzialnymi za obronność.

Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało budowę Tarczy Wschód w 2024 r. Projekt obejmuje całą granicę z Białorusią i Rosją, a jego realizacja ma potrwać co najmniej do 2028 r.
Oprócz umocnień wojskowych zakłada on wykorzystanie naturalnych barier – bagien, torfowisk i podmokłych lasów – jako pierwszej linii obrony. „Naturalne, podmokłe lasy, tereny bezdrożne i dobrze uwodnione torfowiska są najlepszym rozwiązaniem i MON będzie dążyć do ich ochrony i odtwarzania” – czytamy w komunikacie resortu.
W styczniu Żmihorski wraz z prof. Wiktorem Kotowskim i prof. Przemysławem Chylareckim zaprezentował w MON ekspertyzę Zielonej Tarczy Wschód. – To kompleksowy plan, który łączy trzy grupy działań: odtwarzanie mokradeł, przywracanie naturalnych lasów i ograniczenie sieci dróg – wyjaśnia biolog.

Woda i lasy jako naturalne umocnienia
– Zatrzymujemy drenaż, likwidujemy rowy melioracyjne, pozwalamy rzekom meandrować, by same stawały się zaporą – opisuje Żmihorski. I dodaje, że efekty mogą pojawić się szybko: – Wrzucenie kłody w poprzek rowu melioracyjnego po pięciu minutach daje różnicę poziomów wody. W przypadku dużych mokradeł zauważalna renaturyzacja może nastąpić po roku-dwóch.
Drugim filarem są lasy. – Nie chcemy plantacji sosny z czystym, wygrabionym dnem i zrębami zupełnymi. Potrzebne są lasy wielogatunkowe, wielowiekowe, z dużą ilością martwego drewna. Przejście przez taki las bez dróg zajmuje dni, nie godziny, ciężki sprzęt nie ma tu szans, a wróg traci szybkość i element zaskoczenia.

Trzeci element planu to sieć dróg. – Mamy miejsca, gdzie co 400 m. do granicy dochodzi droga. To oznacza konieczność całodobowej kontroli każdego wylotu. Proponujemy część dróg oddać naturze – nie sprzątać, nie udrażniać – a utrzymywane zwęzić do realnych potrzeb służb – tłumaczy.
Historia potwierdza skuteczność takich rozwiązań. – Od setek lat bagna pogranicza Polski, Białorusi i Ukrainy były barierą dla armii. My, biolodzy, sami setki razy zakopywaliśmy się w Puszczy Białowieskiej. To doświadczenie uczy, jak potężną przeszkodę stwarza dzika przyroda – mówi nam prof. Żmihorski.

Ekologia tańsza od betonu
„Zielona Tarcza” wcale nie musi być droższa od tradycyjnych umocnień. – Gdy przestaniemy utwardzać i wzmacniać wszystkie drogi, zaoszczędzimy fundusze, a równocześnie utrudnimy i skanalizujemy ruch przeciwnika – wyjaśnia naukowiec. Podobnie jest z wodą: – Zamiast kosztownych robót hydrotechnicznych często wystarczy nie udrażniać rowów, by retencja wodna wracała sama.
Zbieżność koncepcji z unijnymi celami środowiskowymi – takimi jak odtwarzanie ekosystemów i magazynowanie węgla w torfowiskach – otwiera możliwość dodatkowego finansowania. – To kilka pieczeni na jednym ogniu: obronność, klimat, woda i gospodarka lokalna – podkreśla biolog.
Podobne inicjatywy pojawiają się w krajach bałtyckich. Na Litwie, Łotwie i w Estonii powstaje Baltic Defence Line, która ma chronić granice z Białorusią i Rosją. – Tam również dominują dziś rowy i betonowe zapory, ale coraz głośniej słychać głosy naukowców, że bez mądrego zarządzania środowiskiem obrona nie będzie skuteczna – zaznacza Żmihorski. – To nie jest nasz lokalny wymysł, ale ogólna tendencja.

Trudne zderzenie interesów
Mimo oficjalnych deklaracji o ochronie przyrody, wdrażanie Zielonej Tarczy postępuje powoli. W pilotażowym odcinku w okolicach Dąbrówki w gminie Budry wciąż dominują betonowe jeże i tradycyjne umocnienia.
– Konwencjonalne działania są koniecznością tam, gdzie brak naturalnych przeszkód, takich jak lasy czy mokradła – przyznaje Żmihorski. – Niestety w innych obszarach niewiele się dzieje mimo deklaracji. Dochodzą do mnie głosy, że rozmowy MON z Lasami Państwowymi i Wodami Polskimi są trudne, a firmy produkujące betonowe elementy silnie lobbują, by nie rezygnować z tradycyjnych zapór. To etap, w którym nie jest oczywiste, czy bezpieczeństwo wygra z interesami biznesowymi.

Według MON celem jest, by „zasoby przyrodnicze pozostały na co najmniej obecnym poziomie”. Jednak – jak podkreśla Żmihorski – bez jasnych priorytetów, ograniczenia wycinek, likwidacji zbędnych melioracji i redukcji dróg, innowacyjny pomysł może pozostać tylko na papierze. – Bez środowiska ta inicjatywa obronna nie będzie skuteczna. W wielu miejscach wystarczy przestać szkodzić: nie udrażniać rowów, nie utwardzać dróg, nie wycinać na masową skalę. Natura zrobi resztę – i zrobi to dla nas – podsumowuje naukowiec.
Tagi:Aktualności Nauki biologiczne i rolnicze Polska Akademia Nauk Popularyzacja
To kompleksowy plan, który łączy trzy grupy działań: odtwarzanie mokradeł, przywracanie naturalnych lasów i ograniczenie sieci dróg.
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Czy las potrzebuje nas? O Puszczy Białowieskiej w podcaście „A o tym PAN słyszał?”