Czytasz artykuł w trybie offline
Reforma na ostatnią chwilę. Naukowcy krytykują tempo prac nad wykazem czasopism
Ministerstwo Nauki zapowiada przygotowanie jeszcze w tym roku nowego wykazu czasopism naukowych. Od tej listy zależą wyniki ewaluacji uczelni i instytutów, kariery badaczy oraz podział części publicznych środków na naukę. Komitety naukowe Polskiej Akademii Nauk popierają zmianę, ale ostrzegają, że przy obecnym harmonogramie nie będzie możliwe jej rzetelne przeprowadzenie
Nowy wykaz ma zastąpić listę obowiązującą od czasów ministra Przemysława Czarnka. Środowisko naukowe od lat zarzucało jej arbitralne podnoszenie punktacji wybranych czasopism oraz polityczny charakter części decyzji. Za przygotowanie propozycji zmian odpowiadają eksperci wskazani przez komitety naukowe PAN spośród swoich członków. Będą oceniać przede wszystkim czasopisma, które nie trafiają do wykazu automatycznie na podstawie obecności w największych bazach bibliometrycznych, ale mają istotne znaczenie dla poszczególnych dyscyplin.
– Problemem jest wieloletnia bierność Ministerstwa Nauki w przygotowaniu nowego wykazu czasopism, materiałów konferencyjnych i wydawnictw oraz rzetelnej punktacji. Teraz, bez odpowiedniego zaplecza administracyjnego i technicznego, odpowiedzialność przerzuca się na komitety, pozostawiając im bardzo mało czasu. To działanie fasadowe, a nie rzeczywista reforma systemu – mówi prof. Robert Grzeszczak z Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Komitetu Nauk Prawnych PAN.
Miesiąc na ocenę tysięcy czasopism
Właściwa ocena ma rozpocząć się we wrześniu, co oznacza, że eksperci będą mieli około miesiąca na przygotowanie rekomendacji dla Komisji Ewaluacji Nauki. Tymczasem do końca lipca nie zakończyły się wszystkie szkolenia, eksperci nie otrzymali dostępu do systemów informatycznych ani szczegółowych instrukcji. Dopiero do 16 sierpnia członkowie komitetów mają zdecydować, czy w ogóle wezmą udział w pracach.
– Plan zakłada zakończenie prac do końca roku. Miesiąc na przygotowanie takiej listy oznacza w praktyce zadanie niewykonalne – ocenia prof. Magdalena Krzymowska z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, przewodnicząca Komitetu Biologii Molekularnej Komórki PAN.
Prace mają być wykonywane społecznie, bez dodatkowego wynagrodzenia i bez stałego wsparcia administracyjnego. W części dyscyplin oznacza to konieczność przejrzenia tysięcy czasopism rozproszonych w wielu bazach danych. Dodatkowym problemem jest skład komitetów. Żaden z nich nie obejmuje specjalistów ze wszystkich obszarów danej dyscypliny, a obecne zasady nie przewidują łatwego angażowania ekspertów zewnętrznych.
Nauki społeczne mają trudniej
W naukach ścisłych i przyrodniczych większość liczących się czasopism znajduje się już w bazach Scopus i Web of Science. W praktyce oznacza to, że nowy wykaz będzie tam w dużej mierze opierał się na istniejących zestawieniach. – My mamy łatwiej, bo dane bibliometryczne można wprost przełożyć na wykaz. Nauki społeczne i humanistyczne są w znacznie trudniejszej sytuacji. W podstawowych bazach praktycznie nie ma czasopism z niektórych dyscyplin, więc znaczną część wykazu trzeba tworzyć od podstaw – mówi prof. Krzymowska.
Szczególnie widoczne jest to w naukach prawnych. Wiele uznanych polskich czasopism prawniczych nie jest indeksowanych w największych bazach, mimo że realnie wpływa na legislację, orzecznictwo i praktykę stosowania prawa.
Pomocne mogą być inne bazy wskazane w przepisach, m.in. ERIH+, DOAJ, EBSCO czy Index Copernicus. Każdy tytuł będzie jednak wymagał indywidualnej oceny i uzasadnienia.
– Pytanie brzmi, jak komitety mają obiektywnie ocenić cały rynek wydawniczy, skoro nie dysponują kompetencjami obejmującymi wszystkie specjalizacje. Jest to możliwe, ale trzeba dopuścić możliwość zapraszania ekspertów z brakujących dziedzin – mówi prof. Grzeszczak.
Punkty decydują o karierach
Znaczenie wykazu wykracza daleko poza samą ewaluację uczelni i instytutów. Od liczby punktów zależą również kariery naukowców. Publikacja w czasopiśmie spoza wykazu może nie zostać uwzględniona w postępowaniu awansowym, dlatego autorzy często wybierają nie najlepszy periodyk, lecz ten, który zapewnia najwyższą punktację.
– Punkty stają się najwyższą wartością. Podczas jednego ze szkoleń usłyszałam pytanie: „Mam gotowy manuskrypt, ale nie ma jeszcze nowej listy. Co mam zrobić?”. Odpowiedziałam: opublikować go w najlepszym możliwym czasopiśmie, bo to powinno być kryterium wyboru, a nie ministerialna punktacja – mówi prof. Krzymowska.
System wpływa także na politykę kadrową instytucji. Aby poprawić wynik ewaluacji, część z nich ogranicza liczbę pracowników zaliczanych do grupy naukowców, których publikacje są uwzględniane przy ocenie jednostki.
– Można przypisać pracownika do grupy, której dorobek liczy się do ewaluacji, albo formalnie przenieść go na stanowisko nienaukowe. W efekcie młodzi badacze nie otrzymują etatów naukowych, co ma dla nich bardzo poważne konsekwencje – wyjaśnia prof. Krzymowska.
Skutki poprzedniej listy trudno odwrócić
Wysoka punktacja przyznana części czasopism przez poprzednie kierownictwo ministerstwa zmieniła zachowania autorów. Wielu badaczy zaczęło kierować swoje teksty przede wszystkim tam, gdzie mogli zdobyć najwięcej punktów, niezależnie od wcześniejszej renomy danego periodyku.
Część czasopism wykorzystała napływ lepszych publikacji i rzeczywiście podniosła poziom. Inne nadal nie spełniają standardów odpowiadających przyznanej im punktacji. Jednocześnie czasopisma pominięte lub nisko ocenione zaczęły tracić autorów.
– Badacze przestają tam publikować, bo nie dostają za to punktów. Czasopisma otrzymują coraz słabsze teksty, a ich poziom systematycznie spada. Ten proces już się utrwalił – mówi prof. Grzeszczak.
Nie wiadomo, czy nowa procedura pozwoli obniżyć punktację czasopismom, które wcześniej otrzymały ją bez wystarczającego uzasadnienia. Obecne zasady koncentrują się przede wszystkim na dodawaniu nowych tytułów i podwyższaniu punktacji. W praktyce może to oznaczać, że nowy wykaz w dużej mierze zachowa strukturę poprzedniego, jedynie uzupełniając ją o kolejne czasopisma.
– Najlepiej i najtaniej byłoby ten system po prostu zlikwidować. Wtedy ewaluacja opierałaby się na eksperckiej ocenie najlepszych publikacji, a nie na slotach i punktach. Skoro jednak utrzymujemy obecny model, trzeba ratować to, co się da. Po ponad dwóch latach bezczynności dostajemy jednak zaledwie kilka tygodni na przygotowanie nowego wykazu. To nie będzie nowa lista. To będzie łatanie – podsumowuje prof. Robert Grzeszczak. Z diagnozą tą w pełni zgadza się prof. Magdalena Krzymowska, dodając, że ocena ekspercka promowałaby jakość badań i eliminowałaby wspomniane patologie.
Polecane:
-
Artykuł
Prof. Mrówczyńska: Największe wyzwanie dopiero przed polskimi uczelniami. Nie tylko pieniądze. Przejdź do publikacji: Prof. Mrówczyńska: Największe wyzwanie dopiero przed polskimi uczelniami. Nie tylko pieniądze.
-
Artykuł
Prof. Jemielniak o habilitacji: Obrona europejskiego standardu przed polską kulturą narzekania Przejdź do publikacji: Prof. Jemielniak o habilitacji: Obrona europejskiego standardu przed polską kulturą narzekania
-
Artykuł
Prof. Olko: Punkty nie zastąpią strategii naukowej państwa Przejdź do publikacji: Prof. Olko: Punkty nie zastąpią strategii naukowej państwa
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Dr hab. Marzec: Ewaluacja bardziej niż oceną jakości jest parametryzacją
Dr hab. Marzec: Ewaluacja bardziej niż oceną jakości jest parametryzacją Przejdź do publikacji: Dr hab. Marzec: Ewaluacja bardziej niż oceną jakości jest parametryzacją
Przejdź do publikacji: Dr hab. Kalinowski: Interdyscyplinarność pod presją ewaluacji
Dr hab. Kalinowski: Interdyscyplinarność pod presją ewaluacji Przejdź do publikacji: Dr hab. Kalinowski: Interdyscyplinarność pod presją ewaluacji
Przejdź do publikacji: Prof. Agata Starosta o polityce bez wiedzy o nauce